— Wiesz, Wzorku… — zaczęła, kręcąc pazurem w żwirze, który naleciał do jaskini przy silniejszych podmuchach wiatru. — Ja też nie lubię niektórych kotów. Bardzo nie przepadam za przykładowo Oszronionym Kłem, a zdarza mi się zagryźć zęby i wybrać się na polowanie w grupie, gdzie i ona się znajduje. No, a co z takim Czujnym Pasterzem, którym to nikt nie chce łazić podczas łowów, bo wiecznie coś mu nie pasuje? No i jakbym za każdym razem, kiedy wysyłam patrole, miała wysłuchiwać zażaleń tych, którzy są na tyle odważni czy może zdesperowani, aby faktycznie głośno przekazać mi swoje niezadowolenie, to nigdy nie miałabym z kim wysłać tego pokręconego kretyna. Musisz mnie zrozumieć, że jak rozejdzie się wieść, że można tak łatwo mnie przekonać do zmiany kotów podczas patroli, no to będzie dla mnie koniec dla mojego obrazu zastępczyni z silną łapą i ostatnim słowem. — Pokiwała głową na boki z przymkniętymi ślepiami. Cała nadzieja, którą rozbudził wcześniejszy uśmiech, uleciała z Wzorek.
— Błagam cię, Truskawkowe Pole — pisnęła żałośnie. — Nikomu nie powiem, że się na takie coś zgodziłaś. Nigdy nie zrobiłabym nic, żeby zaszkodzić twojej reputacji, przecież wiesz... J-ja, ja po prostu nie mogę iść na patrol z Niebiańską Poświatą.
— Hm... No nie wiem, nie wiem… — Postukała się w brodę pazurem. Przez moment milczała, ale w końcu kontynuowała: — Ja tu dopiero buduję swój wizerunek, a większość wiem, że widzi we mnie jedynie przybłęde z ładnym pyszczkiem... Słyszałam nawet, że krążą jakieś ploteczki, że omamiłam Lśniącą Gwiazdę swoim serduszkiem na nosku. Oj, Wzorku, Wzorku, ale problemik mi zrobiłaś… — Zamyśliła się dramatycznie. Wyglądała, jakby oczy miała całkowicie zamknięte, ale tak naprawdę spoglądała na wojowniczkę spod ciemniejszych rzęs dość dyskretnie. — No, ale jesteś w końcu moją drogą przyjaciółką, a przyjaźń będzie zawsze ważniejsza niż jakaś tam ranga, prawda? — Otworzyła w pełni ślepia i zwróciła pysk ku niebieskookiej. Spoglądała wyczekująco.
— T-tak, chyba tak — mruknęła nieśmiało.
— To dobrze, że się rozumiemy. To znaczy, że ja też zawsze będę mogła na ciebie liczyć; tak jak ty możesz liczyć na mnie, okej? — Młodsza skinęła łebkiem, coraz bardziej zmieszana. — No ale to nie zmienia faktu, że tylko nakładasz mi zmartwień i zadań, moja kochana Wzorek… Tym razem pozwolę ci pójść z patrolem granicznym prowadzonym przez Różeńcowe Serce, ale będziesz musiała znaleźć sobie w swoim własnym zakresie prędziutko zastępstwo.
— T-tak, chyba tak — mruknęła nieśmiało.
— To dobrze, że się rozumiemy. To znaczy, że ja też zawsze będę mogła na ciebie liczyć; tak jak ty możesz liczyć na mnie, okej? — Młodsza skinęła łebkiem, coraz bardziej zmieszana. — No ale to nie zmienia faktu, że tylko nakładasz mi zmartwień i zadań, moja kochana Wzorek… Tym razem pozwolę ci pójść z patrolem granicznym prowadzonym przez Różeńcowe Serce, ale będziesz musiała znaleźć sobie w swoim własnym zakresie prędziutko zastępstwo.
— Oh! Dobrze, jasne, dziękuję! — Ucieszyła się młodsza, ale już po chwili na jej pyszczku znów zawitał nieco bardziej pochmurny wyraz. — A-a kto to by mógł być? Dopiero wróciłam z treningu. Nie zdążyłam się jeszcze rozejrzeć…
— Sprawdź, czy Pchełkowy Skok przestała już charczeć w legowisku medyczek. Ona może cię zastąpić — zaproponowała prosto z mostu. Była prawie pewna, że widziała niebieską szylkretkę już wczoraj z powrotem w okolicach legowiska wojowników. Wzorzysta Dal skinęła łbem i już miała odchodzić, kiedy zastępczyni zatrzymała ją jeszcze na moment: — A i tak na przyszłość, moja droga… Jeśli masz jakieś… problemy z innymi kotami, to ja bardzo chętnie cię wysłucham. Pamiętaj, dobrze? — zaproponowała z uśmiechem. Może nie interesowała się zbytnio faktycznym stanem psychicznym koleżanki, ale na wielki Klan Gwiazdy... Jakże uwielbiała plotki i ploteczki.
— Sprawdź, czy Pchełkowy Skok przestała już charczeć w legowisku medyczek. Ona może cię zastąpić — zaproponowała prosto z mostu. Była prawie pewna, że widziała niebieską szylkretkę już wczoraj z powrotem w okolicach legowiska wojowników. Wzorzysta Dal skinęła łbem i już miała odchodzić, kiedy zastępczyni zatrzymała ją jeszcze na moment: — A i tak na przyszłość, moja droga… Jeśli masz jakieś… problemy z innymi kotami, to ja bardzo chętnie cię wysłucham. Pamiętaj, dobrze? — zaproponowała z uśmiechem. Może nie interesowała się zbytnio faktycznym stanem psychicznym koleżanki, ale na wielki Klan Gwiazdy... Jakże uwielbiała plotki i ploteczki.
<Wzorkaaa?>
Wyleczeni: Pchełkowy Skok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz