Przeszłość
Wpatrywała się w plecy kocura, starając się stłumić kaszel. Nie odpowiedziała nic na uwagę księcia, obserwując go w ciszy i spijając wodę z mchu. Gdy skończyła, przeniosła spojrzenie na swoje łapki, po czym wsunęła je pod brzuch, starając się wygodnie ułożyć.
Książę miał rację. Znowu na dłuższy czas będzie zmuszona przebywać w lecznicy, aby mieć pewność, że jest zdrowa. I pewnie przez następne dni będzie zmuszona wziąć kolejną dawkę ziół. I to na własne życzenie.
Wtuliła mordkę w posłanie i zmrużyła oczy. Nie mogła się doczekać, aż ból gardła i biały nalot będą historią i będzie mogła ponownie wychodzić poza obóz. Mimo że obiecała Rezedowej Łapie, że już nigdy nie uda się z nimi w teren, miała nadzieję, że jeszcze nadąży się okazja i zostanie zabrana przez Trzcinowy Szmer w piękne nieznane jej miejsca.
~~~
Fląderka starała się stosować do zasad, które usłyszała od medyków, w głównej mierze od Różanej Woni. Udało im się wtłuc do jej łebka kilka zasad, dzięki którym widziała, kiedy powinna udać się do nich o pomoc, aby nie musieli marnować na nią zbyt dużej ilości ziół, a kiedy po prostu nie powinna zawracać im głowy. Dzięki temu stała się rzadką bywalczynią lecznicy. Co prawda czasami, gdy książę Rogata Łapa, jeszcze jako kociak, zażyczył sobie, zabrania go na przejażdżkę po obozie, zaglądała do legowiska medyków na parę uderzeń serca. Wtedy miała okazję nawet przez chwilę popatrzeć czy to na Różaną Woń, Gąbczastą Perłę, a nawet na Klekoczącego Bociana podczas pracy. Nie wiedzieć czemu, lubiła obserwować księcia, gdy zajmuje się chorymi kotami czy przygotuje lekarstwa z ziół. Zauważyła, że jego kącik pyska wygina się jakby w geście grymasu podczas tych czynności, tak jakby fakt pełnienia funkcji medyka do końca mu nie odpowiadał.
Flaming stanął na grzbiecie Fląderki, opierając na jej głowie przednie łapy.
— N-nudy! Zabierz mnie w inne miejsce! — krzyknął jej do ucha
— A-ale przed chwilą mówiłeś, że chcesz odwiedzić...
— Nic takiego sobie nie przypominam. — Mówiąc to, przeniósł spojrzenie na kichającego Rezedową Łapę siedzącego przy wyjściu. Najeżył się cały i dwukrotnie uderzył Fląderkę łapkami po głowie. — Chcesz, żeby się rozchorował? — Łypnął podejrzliwie. — Głupia jesteś? Zabierz mnie do legowiska uczniów, ale już!
Posłusznie wykonała polecenie syna Błękitnej Laguny. Wycofała się i skierowała się w stronę legowiska uczniów. Gdy Flaming zeskoczył z jej grzbietu, została na zewnątrz, nie racząc zakłócić spokoju uczniów, którzy odpoczywali po treningu i najprawdopodobniej nie życzyliby sobie jej obecności.
Rozejrzała się po obozie. Kilka kotów dzieliło języki, korzystając z ostatnich promieni słońca nim zajdzie słońce. Fląderka, idąc za ich przykładem, zdecydowała się przylizać swoje futerko i pozbyć się pyłków, które na nim osiadły. Nie mogła przecież pozwolić, aby Flaming dotykał jej brudnego futerka swoimi śnieżnobiałymi łapkami.
Nie widziała, co takiego Flaming robił wewnątrz legowiska uczniów. Prawdopodobnie rozmawiał ze starszymi uczniami, ponieważ co jakiś czas dochodził do jej uszka jego głos nieco głośniejszy niż pozostałe. Może kocurek chciał poćwiczyć przemawianie do rówieśników? Albo dowiedzieć się obok kogo przyjdzie mu spać, gdy już zostanie mianowany.
Fląderka pochyliła łebek, gdy obok niej przeszła Czyhająca Murena. Mimo że kocica ją jedynie wykarmiła, szanowała ją chyba najbardziej ze wszystkich kotów należących do rodu. Czarno-biała, mimo że wydawać by się mogło, spieszyła się, zdecydowała się zatrzymać i zamienić z Fląderką parę słów. Kotka starała się odpowiadać bez zająknięcia, jednak czasami zawieszała się z powodu stresu samą rozmową z Mureną. W końcu nawet udało się odrzutkowi uśmiechnąć, chcąc upewnić księżniczkę, że wszystko jest w porządku i po prostu oczekuje na Flaminga, który udał się spędzić czas z uczniakami, gdy za sylwetką kocicy dostrzegła postać medyka. Prawdopodobnie książę udał się zanieść zioła starszyźnie, dlatego opuścił lecznicę o tej porze. Zauważyła, że kocur przygląda się swojej matce i jej, co nieco ją rozproszyło.
Na szczęście w tym samym czasie poczuła, jak coś dotyka jej łapy. Flaming wpatrywał się w nią z nadąsaną miną, po czym przeniósł spojrzenie na ciotkę, z którą się przywitał i streścił przebieg swojego dzisiejszego dnia.
<Klekot? Kradnę uwagę twej matki, może mnie uzna za swoją córkę>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz