Jeszcze zanim Słodycz dostała swędzącej infekcji…
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
— Idziesz i nie ma żadnego “ale” — powiedziałam nieco niewyraźnie, kiedy mój brat próbował protestować na wzmiankę o wspólnym patrolu.
W sumie to sama siebie trochę tymi słowami zaskoczyłam, bo zabrzmiały… Agresywniej? No, uznajmy, że agresywniej, niż chciałam — spuściłam swe zielone ślepia, na własne, puchate łapy. Podczas gdy moja mentorka zbierała koty na patrol, ja zostałam z liliowym sam na sam. Między nami cały czas panowała nieprzyjemna cisza, a powietrze wydawało się tak gęste, że można by było przeciąć je jednym ruchem pazurów na wskroś. Po nawet nie wiem ilu uderzeniach serca, które niespokojnie dudniło mi w piersi, nieśmiało skierowałam spojrzenie na jego pysk. On jednak najwyraźniej tego nie dostrzegł, intensywnie wpatrując się w lawendę, posadzoną przez naszych ogrodników, czyli, innymi słowy, moją przyjaciółkę – Szepczącą Hipnozę – oraz jej byłą mentorkę, czyli Pierzastą Kołysankę. Długie, zabarwione na przyciągający spojrzenia fioletowy odcień kwiaty, bujały się wraz z delikatnymi podmuchami wiatru, które równie delikatnie mierzwiły moje puchate futro, w tym grzywkę i kryzę, którą odziedziczyłam po ojcu (z resztą tak samo, jak mój brat siedzący obok). Nad źródełkiem latały dwa piękne okazy ważek. Jedna była czerwona, druga zaś – niebieska. Mimo odległości, jaka nas dzieliła, dało się usłyszeć cichutki trzepot ich skrzydełek, jeśli tylko dobrze się wsłuchało.
Trochę bardziej aktualnie…
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Od kilkunastu dni wszystko strasznie swędziało. Najgorsze w tym było to, że nawet nie do końca wiedziałam czemu, a STRASZNIE mnie to denerwowało. Rozmawiałam sobie z Fląderką, kiedy ona nagle przerwała w pół zdania i spojrzała się na moją łapę. Nie rozumiałam, o co jej chodzi, dopóki nie zorientowałam się, że drapię się za uchem.
— Umm, wszystko okej? W przeciągu naszej rozmowy kolejny raz… się drapiesz.
— Y... Sama nawet nie wiem czemu… — odparłam z zażenowaniem, strzepując rudym ogonem przyozdobionym w czarno-brązowe piegi.
— Może masz jakiegoś kleszcza lub pchły, czy coś...? — odparła czekotka, a jej głos był zabarwiony zmartwieniem.
— … Myślisz?...
— Może? Chodź, pójdziemy razem do Gąbczastej Perły, ona ci pomoże i nas upewni.
— O-okej… Ale wiesz, jak coś to nie musisz ze mną iś-
— Nie muszę, ale chcę i mogę, więc z tobą pójdę. To serio żaden problem.
Uśmiechnęłam się do przyjaciółki, lekko zarzucając grzywką.
— Cieszę się, że cię mam, Fląderko — mruknęłam, na co ona też lekko rozpromieniała.
— Od tego są przyjaciółki, no nie? — rzuciła, a później razem skierowałyśmy się do legowiska medyków, raczej medyczki, o której wcześniej była mowa.
Kilka dni później (czyli poranek w dniu zgromadzenia)
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Okazało się, że była to swędząca infekcja. Mało tego, zdążyła się ona przerodzić w podrażnienie skóry. Dymna kocica z niesmakiem na pysku ostrzegła mnie, abym następnym razem uważała na siebie, bo to kolejny raz, kiedy tam jestem, zaraz po nałożeniu papki stworzonej z pomarańczowo-żółtawych kwiatów. A raczej z płatków owych kwiatów. Tak czy siak, teraz czułam się lepiej i już mnie tak ta nieszczęsna skóra nie swędziała niemal wcale. Teraz siedziałam samotnie przy stercie zwierzyny, mając przed swym łaciatym nosem mysz. Mój pysk leżał jakby bezwładnie między niewielkimi jak na mój wiek łapami, kiedy tak trochę znikąd, mój brat usiadł obok, podsuwając moje posilenie tak, że aż dotknęło nosa.
— Musisz jeść, siostrzyczko — powiedział, a w jego tonie tańcowała stanowczość, ale i nuta zmartwienia.
— Oj, przecież wiem — miauknęłam, wracając się do pozycji siedzącej.
— Nie widzę, abyś wiedziała. Posil się siostrzyczko, bo zacznę się o ciebie martwić — rzucił kocur, wwiercając we mnie spojrzenie swych błękitnych ślepi.
— A ty coś zjadłeś? — spytałam, na co on pokiwał głową.
— Owszem, kilka chwil temu. Nie jestem tak nieodpowiedzialny, jaka ty się nieraz mi zdajesz. Nie sprawiaj mi więcej zmartwień na głowie, już i tak troskam się o tą rodzinę, przyznam lekko nadmiernie…
W pewnym momencie mój aktualny mentor – Ulewny Szkwał oraz ktoś zapewne z patrolu mojego rozmówcy, zaczęli nas wołać.
— Obawiam się, że to koniec pogawędki naszej. Bądź zdrowa siostro i do zobaczenia zapewne w wieczór dzisiejszy.
— Do zobaczenia! — miauknęłam, odwracając się w stronę młodszego kocura.
Kiedy miałam jednak do niego podejść i spytać co zaplanował, przystanęłam w półkroku i gwałtownie zawróciłam. Dwoma susami znalazłam się obok liliowego, wtulając się w jego kryzę.
— Ty też o siebie dbaj, kocham cię — mruknęłam, a zaraz później (znów bez jakiegokolwiek ostrzeżenia), w radosnych podskokach wróciłam do Ulewy.
Następnego dnia po zgromadzeniu
⋆˚。⋆୨✧୧˚ ★ ✩ ★ ˚୨✧୧⋆。˚⋆
Obudził mnie doniosły głos Mandarynkowej Gwiazdy, która zwoływała wszystkie Nocniaki na zebranie. Podniosłam się, szybko sprawdziłam, jak wyglądam, poprawiając grzyweczkę i wyszłam z legowiska uczniów skocznym krokiem. Kiedy wszystkie koty się zgromadziły, Mandi przemówiła:
— Dobrze, skoro wszyscy zdążyliśmy się już zebrać… Słodka Łapo, wystąp.
Lodowate spojrzenie przywódczyni przeszywało mnie na wskroś, kiedy ja siedziałam tam niczym w jakimś amoku.
“Zrobiłam coś nie tak? Musiałam coś zrobić nie tak!”
Z oczami wielkimi jak dwa połyskujące bursztyny, sztywnym i wyjątkowo nerwowym krokiem podeszłam tam, gdzie miałam podejść.
— Według sprawozdania kolejno Świteziankowego Jeziora, jak i Ulewnego Szkwału, jesteś gotowa, aby zostać pełnoprawną wojowniczką.
Mój pysk momentalnie rozpromienił się. Czy w końcu po tylu księżycach doczekałam tego dnia, w którym będę mianowana? Przez chwilę zastanawiałam się, czy to nie jest po prostu sen, jednak szybko potrząsnęłam głową, aby wyrzucić z niej tę myśl. To musiało dziać się naprawdę. To w końcu działo się naprawdę.
Liderka odchrząknęła i kontynuowała:
— Ja, Mandarynkowa Gwiazda przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
W tym miejscu kocica zrobiła pauzę, a ja poczułam, jak coś w środku mnie drży z ekscytacji.
— Słodka Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Bez wahania, najodważniej jak tylko umiałam, odparłam:
— Przysięgam!
— W takim razie, mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Słodka Łapo od tej pory będziesz znana jako… Wymarzona Słodycz. Klan Gwiazdy ceni twoją otwartość i chęć pomocy oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy.
“Jakie przecudowne imię!” — pisnęłam w myślach niczym małe kocię, kiedy liderka musnęła mój bark swoim pyskiem.
Później usłyszałam, jak między innymi Fląderka, moja siostra oraz brat, a w zasadzie to niemal wszyscy, którzy się pojawili (głośniej lub ciszej) skandowali moje nowe imię.
Najszczęśliwsza na calutkim świecie błądziłam wzrokiem po wszystkich zebranych, szukając w nim przyjaznych pysków. Zatrzymałam się na tym mego liliowego brata, mając na swoim własnym szeroki uśmiech.
< Konwalio, dowierzasz? ⁽⁽ଘ( ˊᵕˋ )ଓ⁾⁾ >
[1144 słowa, trening wojownika]
Wyleczeni: Słodka Łapa (Wymarzona Słodycz)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz