Ucieczka jego przybranego ojca niezbyt go ruszyła — nigdy nie byli jakoś blisko, kocur miał wrażenie, że już nawet miał lepszy kontakt z jego bratem, Trójokim Zającem. Choć mogło to mieć związek z tym, iż to właśnie kremowy początkowo szkolił rodzeństwo, kiedy Bukowa Korona siedział w lecznicy, dochodząc do siebie po ataku mew. A cóż za ironia losu, podobnie jak swój srebrny mentor nosił na lewej stronie pyska bliznę w okolicy oka, z tą różnicą, że czekoladowy nie miał wcale gałki, a Kormoran swoją zachował na szczęście. Wcześniej, to by dogryzał kocurowi, że nie dał sobie z byle jaką mewą, tracąc część wzroku, lecz po byciu świadkiem śmierci Mroźnego Wierchu wszystko się zmieniło.
Point przez ostatnie księżyce dogłębnie analizował swoje dotychczasowe postępowanie, dochodząc do wniosku, że powinien być sobą, nie łaknąć uwagi innych, zabiegając o nią u kotów, które nie były tego warte. W dodatku zrobił niemały rachunek sumienia, w którym mu wyszło, że powinien jakoś, chociaż przeprosić Serdeczną Naparstnicę i opcjonalnie Bukową Koronę. Początkowo faktycznie żarł się ze swoim dawnym mentorem, jednak z czasem przybrało to formę przyjacielskich zaczepek, które raczej żadnej ze stron nie raniły. A nawet jeśli, to było to chwilę, gdyż oboje wiedzieli, że ten drugi nie mówił poważnie.
Właśnie wybierał z gniazda ze zwierzyną jakąś piszczkę, gdy naprzeciwko siebie ujrzał kremowo-białe łapy, na których nieśmiało zaczynały się odznaczać pręgi. Nawet nie musiał podnosić wzroku wyżej, by wiedzieć, kto teraz nad nim stoi. Mało kto w klanie miał tak jasną sierść, a po ostatnich wydarzenia ubyło o jednego Klifiaka w tym temacie. A nawet jeśli jego przypuszczenia mogły być mylne, to dźwięk głosu rozwiał wszelkie wątpliwości.
— Cześć Wzburzony Kormoranie. — Wspomniany, nie spiesząc się, wziął między zęby drozda, by następnie podnieść głowę i skierować swoje morskie spojrzenie na starszego wojownika. Cętkowany ruchem łba wskazał na gniazdo, dając Zającowi do zrozumienia, by ten także coś wziął dla siebie. Niebieski spokojnie czekał, aż pręgowany dokona wyboru, by następnie u jego boku skierować się do spokojniejszej części obozu, gdzie mogli bez pośpiechu i obaw zjeść posiłek.
— Jak się trzymasz Trójoki Zającu? — spytał, nie mówiąc wprost, o co mu chodzi, lecz można było się szybko domyślić, biorąc pod uwagę spore zmiany w klanie, odkąd Pikująca Jaskółka zginęła, a jej miejsce zająć Lśniąca Gwiazda. Z bratem matki nigdy nie miał jakiś szczególnie bliskich relacji, podobnie jak z nią samą, więc dla Kormorana był tak samo obcy, jak większość Klifiaków, z którymi rozmawiał raz na jakiś czas.
<Trójoki Zającu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz