– T-to nie tak… naprawdę!
Wojowniczka spojrzała na Wzorek oczami błyszczącymi od gniewu i niewypłakanych łez.
— Zaufałam ci! — wyrzuciła z siebie drżącym głosem, który z każdą chwilą stawał się coraz głośniejszy i bardziej rozpaczliwy. — Byłaś dla mnie kimś ważnym! I teraz tak po prostu chcesz to zakończyć? Bo „nie czułaś tego”?
Ostatnie słowa niemal wypluła.
— Wiesz, trzeba było MYŚLEĆ o tym wcześniej, zanim rozpoczęłaś ten cały obłęd! — syknęła, a jej głos odbił się echem od pni drzew otaczających polanę. — Nie możesz po prostu wejść do czyjegoś życia, sprawić, że zacznie ci ufać, a potem odejść, jakby to wszystko nic nie znaczyło!
Poczuła to jak fizyczny cios. Położyła po sobie uszy. Czy rzeczywiście zrobiła coś tak wstrętnego? Czy naprawdę była okropną osobą? Zachciało jej się płakać, ale powstrzymała się. Nie mogła tego zrobić. Nie, teraz kiedy naprawdę skrzywdziła drugiego kota, kiedy widziała, jak cierpi. Nie chciała spłycać jej bólu. W końcu oprawca nie ma prawa płakać, z powodu tego, co zrobił. Słowa uwięzły jej w gardle i odwróciła wzrok. Tak się siebie wstydziła… Słyszała szybki i płytki oddech brązowookiej. Po chwili ta wykrzyknęła z niedowierzaniem, oburzeniem.
— Więc? TERAZ SIEDZISZ cicho?
Nie mogła na nią patrzeć. Nie chciała, bała się. Ta kotka, z którą spędziła tyle księżyców, teraz w takim okropnym stanie… i to przez nią. Zacisnęła mocno powieki, żeby ani jedna łza nie spadła na ziemię. Napięła się, kiedy przez jej ciało przeszedł dreszcz bólu. Nie fizycznego, tego w środku. Tego, który sprawiał, że czuła, jakby dławiła się własnym językiem. Zacisnęła mocno szczęki, skutecznie odbierając sobie szansę na jakiekolwiek wytłumaczenia.
— TAK, TAK! — krzyczała Niebo. — Nie potrafisz nic mi powiedzieć! Nie potrafisz nawet znaleźć powodu, dla którego postanowiłaś odejść. Bo nigdy go tak naprawdę nie było. Wszystko było idealne. Po prostu poczułaś znudzenie.
– Ja… nie mam innych opcji… – wykrztusiła z siebie drżącym głosem, jako formę ratunku. Nie mogła sobie pozwolić na „znudzenie się kimś”, nie miała nikogo, kto byłby nią zainteresowany. Poza tym… ona nie była taka… chociaż… Teraz już nie wiedziała jaka była naprawdę… Druga wojowniczka wzięła głęboki oddech.
— Zawsze jest jakaś opcja. Nie ma czegoś takiego jak "brak wyboru". Powinnaś to wiedzieć — chrząknęła. — Więc... Tłumacz się.
Tego było za wiele. Świat wirował, serce jej łomotało, jakby miało zaraz pęknąć, miała wrażenie, że wszystko dookoła powoli staje się coraz ciemniejsze, a pole widzenia jakby powoli się zwężało.
– Przepraszam – wyszeptała cicho i niewyraźnie i jak najszybciej wsunęła się między drzewa, próbując uciec, mając tylko nadzieję, że zdąży odbiec gdzieś daleko, zanim łapy odmówią jej posłuszeństwa.
<Niebo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz