Łza wpatrywała się przez chwilę w wróbelka leżącego tuż przed jej łapkami z wyraźnie trudnym do ukrycia obrzydzeniem. Kilka piórek przykleiło się do wilgotnej od śliny ziemi, a jedno z nich poruszyło się lekko pod wpływem wiatru, muskając jej łapkę. Natychmiast cofnęła ją o pół kroku, marszcząc drobny nosek.
Fuj.
Jak można było wypluwać jedzenie prosto przed kogoś?
I jeszcze wyglądać przy tym tak spokojnie.
Jej błękitne ślepka przesunęły się z wróbelka na Borowika, który leżał rozciągnięty na ziemi z pyskiem opartym o piasek i patrzył na nią z tak szczerą dobrodusznością, że przez moment naprawdę nie wiedziała, co właściwie powinna odpowiedzieć. Większość kotów reagowała na jej słowa inaczej — albo czuła się urażona, albo próbowała jej zaimponować, albo po prostu robiła to, czego chciała. Borowik natomiast zdawał się przyjmować wszystko dokładnie takim, jakie było. Albo raczej… takim, jakim wydawało mu się, że było.
To było… dziwne.
Dobra, może nie wiedziała wiele o świecie, lecz jednego była pewna — jej podniebienie z całą pewnością nie jest gotowe na TAKI posiłek od TAKIEGO dziwoląga.
Łza zamrugała powoli, po czym natychmiast przybrała na pyszczek swój najładniejszy, najbardziej promienny uśmiech — ten sam, którym zwykle rozbrajała Purchawkę, gdy chciała dostać większą porcję świeżego mchu albo wymigać się od reprymendy.
— Oh, Borowiku… — zamruczała słodko, przeciągając jego imię niczym coś wyjątkowo uroczego. — To naprawdę bardzo hojny prezent.
Pochyliła się lekko nad wróblem, choć wciąż starała się go nie dotykać bardziej, niż było to absolutnie konieczne. Zapach świeżej zdobyczy mieszał się z wonią śliny ucznia, co sprawiało, że jej wąsy drgały z rosnącym dyskomfortem.
Ale przecież nie mogła tego okazać.
Nie po tym, jak ją pochwalił.
— I masz rację — dodała po chwili z poważnym skinieniem głowy, jakby właśnie omawiali coś niezwykle istotnego. — Jestem malutka. W sensie… nie tak malutka jak inne kociaki, oczywiście. Purchawka mówiła, że jestem całkiem duża jak na swój wiek. Ale nadal potrzebuję jedzenia, żeby wyrosnąć na naprawdę wyjątkową kotkę.
Ostatnie słowa wypowiedziała z ogromnym przekonaniem.
Delikatnie przesunęła łapką po ziemi obok wróbelka, starając się wyglądać elegancko mimo wyraźnego obrzydzenia, które niemal przebijało się przez jej maskę uprzejmości.
— Chociaż… — zaczęła ostrożnie, unosząc spojrzenie na Borowika — może najpierw ty powinieneś zjeść trochę więcej? Jesteś strasznie duży. Duże koty chyba potrzebują jeszcze więcej jedzenia niż małe kociaki.
W jej głosie pobrzmiewała słodycz, lecz pod nią kryło się coś jeszcze — subtelna próba odsunięcia od siebie śliną oblepionej zdobyczy bez urażania wojownika.
<Borowiku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz