Przeszłość, przed mianowaniem Słodkiej i opuszczeniem Klanu przez Borówkę i Tojada
Dwa uderzenia serca — tyle minęło, nim kotka ruszyła za liliowym wojownikiem. Nim opuściła obóz, poczuła na sobie spojrzenie między innymi Rosiczkowej Kropli. Położyła po sobie ucho i nieco się zgarbiła, chcąc wydawać się jeszcze mniejszą, niż jest.
Nieco przyspieszyła kroku, nie chcąc spowalniać kocura, gdy znaleźli się parę lisich długości za wyjściem z obozu. Kotka zastanawiała się, dlaczego Konwaliowa Mielizna zechciał się z nią przejść. Mało który kot pragnął towarzystwa Fląderki, a jednak wojownik zdecydował się podejść do niej, a nie do chociażby Narwanej Łapy czy jej jednego z braci. Nie wyglądał, jakby miał zamiar udać się na polowanie.
Może chciał ją poprosić, aby zakończyła przyjaźń ze Słodką Łapą i trzymała się od niej z dala? I od Korzonek, to znaczy Mysiomózgiej Łapy również? W szczególności po tych ostatnich wydarzeniach z udziałem borsuków.
Futro na grzbiecie szylkretowej kotki nastroszyło się niemalże w tym samym czasie, w którym pytanie opuściło pysk kocura.
Konwalia był kiedyś więźniem, jednak powrócił do pełnienia funkcji wojownika, podobnie jak jego bliscy. Pamiętała, jak wyraził otwarcie niezadowolenia w związku z degradacją swoich sióstr z roli uczennic. I jak poprosił, aby o nie dbała. Wiedziała, że jego rodzina nie lubiła się z rodem królewskim, chociaż do końca tego nie rozumiała, dlaczego tak było — nie potrafiła spojrzeć na tę sytuację oczami innych. Według liderki brat i rodzice Słodkiej Łapy, podobnie jak ich dziadkowie od strony matki, było zdrajcami. A według nich srebrzysta bezprawnie zniewoliła ich na wyspie, jak i również dochodziły inne rzeczy.
I w tym wszystkim Fląderka była rzucona pomiędzy dwa skłócone obozy. Była przyjaciółką Słodkiej Łapy, jak i również była w dobrych relacjach z jej siostrą, o której pogarszający się stan martwiła. Jednak jej przekonania różniły się od przekonań córki Borówkowej Słodyczy, co często było powodem małych kłótni między szylkretkami — czy właściwie próby przekonania Fląderki, aby spróbowała spojrzeć na świat oczami Słodkiej Łapy.
Fląderka wierzyła w legendę o powstawaniu maści, jak i najzwyczajniej w świecie akceptowała swój los. Nie rozumiała, gdy jakiś kot pytał się jej czy odpowiada jej to, że jest odrzutkiem lub zwracał uwagę na to, jak jest traktowana przez księcia Rogatą Łapę. Zazwyczaj kończyło się na tym, że stawała w obronie syna księcia Błękitnej Laguny, nie będąc w stanie powiedzieć na jego temat nic złego, jak i nie będąc w stanie słuchać złośliwych uwag na temat jego zachowania. No i nie zapominajmy, że gdyby nie księżniczka Czyhająca Murena, która ją wykarmiła i otoczyła ciepłem przez pierwsze księżyce, mogło jej najzwyczajniej w świecie już dawno nie być wśród żywych.
—O-odpowiem — zaczęła nieśmiało, obawiając się, czy ktoś ich w tej chwili nie podsłuchuje. Zdecydowała się odpowiedzieć, nie chcąc, aby między nimi były jakieś nieporozumienia. — Nie chce odejść. Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby odjeść... Klan Nocy jest moim domem... to w nim się urodziłam... — Na jej pysku zagościł smutek, ponieważ jej narodziny nie należały do najszczęśliwszych wydarzeń. — I w nim kiedyś najpewniej umrę. W-wiem, że niektóre koty mogą uważać, że jestem nieszczęśliwa, ale mylą się. Ten stan rzeczy, moja rola i wiele innych rzeczy mi naprawdę odpowiada. Bo wszystko jest na swoim miejscu... zachowana jest równowaga — ściszyła głos, widząc, że jej odpowiedź, będąca niczym innym, jak dziełem Kotewkowego Powiewu, która wbijała jej idee, przekonania oraz wierzenia dzień w dzień, gdy była małym kociakiem, nie były tym, czego oczekiwał od niej w odpowiedzi Konwaliowa Mielizna. Nie potrafiła myśleć inaczej. — Dla swojej mamy i Centuriowej Łapy muszę tutaj pozostać. Jestem im to winna... w końcu to one zostały zabrane przez przodków, a ja wciąż tutaj jestem... to znaczy, że nie powinnam odchodzić... Chyba... chyba że Mandarynkowa Gwiazda lub Błękitna Laguna nakazaliby mi opuścić klan, to wtedy, tak, odeszłabym...
To chyba był jedyny sensowny scenariusz, w którym opuszcza Klan Nocy. Przynajmniej w tej chwili tak sądziła. Jeśli taka byłaby wola przywódczyni i zastępcy, jak i Klanu Gwiazdy, spełniłaby by ją, nie decydując się sprzeciwić.
— A czy ty Konwaliowa Mielizno... chcesz odejść z Klanu Nocy? — spytała po dłuższej chwili ciszy, przełykając ślinę. Czy jeśli kocur odpowie, że chce odejść, powinna uprzedzić kogoś z królewskiego rodu? Tylko wtedy zdradziłaby Słodką Łapę i Korzonek oraz ich rodziców, narażając je na być może kolejną degradację w związku z ucieczką ich brata. Ale pozostałaby lojalna tym, którym przecież powinna pozostać lojalna. Czy może powinna pozwolić mu odejść, być może nawet teraz i poprosić go, aby nie naprzykrzał się Klanu Nocy, jeśli kocur faktycznie miał zamiar odejść i być może chciał ze sobą zabrać Fląderkę, uznając, że wyświadczy jej tym samym przysługę?
<Konwalio?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz