Lśniąca Gwiazda przez dłuższą chwilę milczał.
Wpatrywał się w Tawułową Bryzę ze spokojem tak doskonałym, że aż trudnym do zniesienia, jakby słowa wojownika nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia. Gdyby tylko pozwolił sobie na szczerość, prawdopodobnie roześmiałby się cicho na widok kota stojącego przed nim z tak dumnie uniesioną głową, przekonanego, że właśnie dokonuje czegoś wielkiego, niemal bohaterskiego. Zamiast tego jednak na pysku lidera pojawił się jedynie łagodny, niemal współczujący uśmiech — ten sam, którym obdarzał młodych uczniów popełniających błędy albo wojowników zagubionych we własnych emocjach.
Powoli przejechał językiem po futrze na piersi, wykonując ten ruch z niemal ceremonialną dokładnością, jakby chciał uporządkować nie tylko własne futro, ale również atmosferę ciężką od napięcia. W rzeczywistości potrzebował jedynie kilku uderzeń serca, by dobrać odpowiednie słowa — takie, które zabrzmią rozsądnie, szlachetnie i spokojnie, a jednocześnie sprawią, że to Tawułowa Bryza zacznie wyglądać jak kot kierujący się emocjami zamiast zdrowym rozsądkiem.
Uniósł delikatnie wzrok.
— Odwaga, by przyjść do własnego przywódcy i otwarcie podważyć jego decyzję, jest czymś… rzadkim — odezwał się w końcu łagodnie. Jego głos rozlał się po grocie miękko oraz spokojnie, niemal kojąco. — Szczególnie w czasach, w których większość kotów woli szeptać po kątach zamiast powiedzieć wszystko wprost.
Przez krótką chwilę obserwował wojownika w ciszy.
Lśniąca Gwiazda od dawna nauczył się dostrzegać rzeczy, których inne koty nie zauważały. Drżenie końcówki ogona. Zbyt szybki oddech. Minimalne napięcie barków. Nawet najpewniejsze koty zdradzały własny niepokój drobnymi ruchami, których same nie były świadome.
— Rozumiem twoje obawy, Tawułowa Bryzo. Naprawdę. Wiem również, że wielu wojowników darzy Pchełkowy Skok ogromnym szacunkiem. Słusznie zresztą — jest lojalna, silna i oddana klanowi. Nigdy temu nie zaprzeczałem. Nigdy w to nie wątpiłem.
Na moment urwał, a cisza, która zapadła pomiędzy nimi, wydawała się niemal dusząca.
— Ale przywództwo nie polega wyłącznie na sile ani na tym, kogo klan lubi najbardziej.
Jego ogon przesunął się wolno po kamiennej posadzce, wydając cichy, szorstki dźwięk.
— Truskawkowe Pole udowodniła mi swoją wartość wielokrotnie, nawet wtedy, gdy inni patrzyli na nią wyłącznie przez pryzmat jej pochodzenia. Być może właśnie dlatego wybrałem ją na zastępczynię — ponieważ widzę więcej niż większość kotów.
Mówiąc to, uniósł lekko pysk, a światło wpadające do wnętrza groty przecięło jego sylwetkę ostrą smugą blasku. Przez krótką chwilę wyglądał niemal jak posąg wykuty z bursztynu i kamienia — idealny obraz przywódcy, którego spokój wydawał się wręcz niewyczerpany.
— Kodeks wojowników uczy nas przecież, by oceniać kota po jego czynach, a nie po krwi płynącej w jego żyłach. Czyż nie tak?
<Tawuło? Wybacz, ale tej walki nie wygrasz…>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz