Jakiś czas temu
Przewrócił się na drugi bok i zamrugał kilka razy, aby wyostrzyć wizję. Pogodny świergot ptaków docierał do uszu śpiących uczniów, a pierwsze, poranne promienie słońca przebijały się przez liściaste okrycie, rozświetlając ściany legowiska. Narcyzowa Łapa strzepnął ogonem i usiadł, rozespanym wzrokiem przemykając po spokojnych mordkach rówieśników. Część z nich wciąż jeszcze spała. I kto miał być jego towarzyszem rozmów?
Zazwyczaj Narcyz budził się nieco później — dopiero, gdy Lśniąca Ikra przychodził i kazał mu szybko wstawać, bo zaraz przegapią poranny patrol, na który często go zabierał.Uczeń przez chwilę rozważał obudzenie Narwanej Łapy, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu — wolał nie ryzykować siniakiem na powitanie.
Schylił się, aby przylizać odstające futro na piersi; musiał się w końcu jakoś prezentować…
Tym razem było jednak inaczej.
Powietrze było gorące, parne; niemal zalegało w nozdrzach. Nawet, gdyby chciał, nie mógłby spać dłużej.
Uniósł łapę i przejechał po niej różowym ozorkiem, aby po chwili poprawić kilka kosmyków sierści na łebku.
Gdy skończył już swoją poranną pielęgnację, bardzo ostrożnie podniósł się na równe łapy i rozciągnął zdrętwiałe kończyny, po czym zlazł z posłania. Rozejrzał się po legowisku i, uważając, aby nikogo nie obudzić, ruszył przed siebie. Prawie uderzył w czyjąś łapę i omal nie usiadł na czyimś pysku, ale finalnie udało mu się dotrzeć do wyjścia.
No, prawie.
Akurat, gdy światło dnia musnęło jego nos, a delikatny powiew wiatru zmierzwił jego sierść, poczuł coś twardego pod łapami. Na dodatek włochatego.
Jak oparzony odskoczył w bok, dosłownie wpadając na ucznia, któremu chwilę temu nadepnął na ogon.
Spuścił spanikowany wzrok, aby zobaczyć, kto okazał się tym nieszczęśnikiem — na mchowym posłaniu odpoczywał nie kto inny, jak Rezedowa Łapa. Jego rudawe futro poruszyło się nieznacznie, gdy uniósł łeb, aby spojrzeć na młodszego. Narcyz tylko uśmiechnął się krzywo.
— Ooh, hej… Rezedo. Nie rób takiej krzywej miny, ktoś musiał cię obudzić! — zaświergotał nerwowo.
<No to co, kolego?>
[307 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz