W Klanie Nocy pojawiły się po raz kolejny kocięta, tym razem będące dziećmi Kropiatkowej Skórki oraz Zmierzchającej Fali. Para czule zajmowała się młodymi, dbając o ich bezpieczeństwo, jak i pilnując, aby nie miały kontaktu z Fląderką. Odrzutek trochę dziwnie się czuł, a właściwie głupio, widząc kociaka u boku czarnego kocura. Głównie przez fakt, że za młodu myślała, że Fala jest jej ojcem, tylko dlatego, że ze wszystkich kotów w klanie spędzał z jej mamą najwięcej czasu. Nawet jeśli tylko ją pilnował, gdy Nemezja była więźniem.
"Mam nadzieję, że mój prawdziwy tata był podobny do Zmierzchającej Fali. I nim rozdzielił się z mamą, dbał o nią, jak pan Fala o Kropiatkową Skórę."
Dzisiejszej nocy Fląderka spała, śniąc dość dziwny sen, w którym nie była odrzutkiem, a uczennicą wojownika. Polowała na ptactwo oraz ryby, a nawet uczyła się wspinać na drzewa. Najdziwniejsze w tym wszystkim było, że jej mentorką była sama Mandarynkowa Gwiazda, która nie była uprzedzona do swej uczennicy, jak i fakt, że ten sen wydawał się realny. I dopóki Czyhająca Murena nie zwróciła się do niej per "moja córeczko" była pewna, że to wszystko dzieje się naprawdę i po prostu srebrzysta kocica nakazała jej się szkolić na wojownika.
Kolejną lokacją ze snu było udanie się z patrolem składającym się z Trzcinowego Szmeru, Wężynowego Splotu oraz Błękitnej Laguny. Mieli przepędzić stado wydr. Fląderka z łatwością radziła sobie z obezwładnianiem nieproszonych lokatorów na terenach Klanu Nocy, gdy nagle jedno ze stworzeń uczepiło się jej ucha. I, mimo że próbowała je odczepić, nie była w stanie.
Gwałtownie otworzyła oczy, wpatrując się prosto przed siebie w mrok kociarni. Serce o mało nie wyskoczyło jej z piersi, gdy wróciła wspomnieniem do tego, cóż jej się przyśniło. To był najprawdziwszy koszmar... i nie chodziło tutaj o atak wydr.
Nie widzieć czemu, pomimo wybudzenia, czuła nacisk na swoje ucho, za które została złapana w śnie przez wydrę. W dodatku odgłos mlaskania dochodził z bardzo bliska. Delikatnie poruszyła głową, zdając sobie sprawę, że coś faktycznie uczepiło się jej jednego ucha i mogło je odgryźć w każdej chwili.
Panika minęła, gdy kątem oka spostrzegła niebieskie futerko przy swoim pysku, jak i brak jednego z kociąt u boku Kropiatkowej Skóry. Ostrożnie przechyliła łebek, chcąc wyswobodzić swoje ucho, do którego kocię się przyssało i zdołało nieźle obślinić.
Trzymając Rzekotkę w przednich łapkach, nie bardzo wiedziała, co powinna z nią zrobić. Koteczka wlepiła zaspane spojrzenie we Fląderkę, jednak na całe jej szczęście nie rozpłakała się i nie zawołała swoich rodziców. Fląderka nie chciała, aby płacz koteczki postawił na równe łapy mieszkańców kociarni, a tym bardziej cały klan.
— P-poczekaj... wytrę ci pyszczek i zaraz odniosę do mamy... — wymamrotała, ziewając.
Podniosła się z posłania i wzięła jedną z kulek mchu, ktoś została przyniesiona przez jakiegoś ucznia. Wróciła do malutkiej kotki i delikatnie potarła jej obślinioną mordkę świeżym mchem. Co prawda Fląderka wylizała swoje futerko i powinno być czyste, jednak obawiała się, aby Rzekotce nic się nie stało od kontaktu jej śliny z brązowym futerkiem. Rzekotka mrużyła swoje oczka, być może uważała, że śni, bo kołysała głową ostrożnie w przód i w tył. Fląderka starała się z małą kotką postępować, tak jak postępował, chociażby Złocisty Widlik z kociętami czy ich własna mama. Gdy upewniła się, że kocię jest czyste, nieskażone jej brudnym futrem, ostrożnie pochwyciła je za fałdę na karku i skierowała się razem z nim do legowiska, w którym spała matka kotki i siostry. Odłożyła jedno z trójki najmłodszych członków Klanu Nocy na posłaniu, obserwując, jak momentalnie przysuwa się do Ropuszki i tym razem to jej ucho decyduje się pochłonąć.
Na pysku kotki zagościł uśmiech. Odetchnęła z ulgą, że udało jej się odłożyć kociaka na posłanie, nim ktoś zauważył jej nieobecności. Chociaż... może lepiej byłoby zabrać ją do medyków? Kto wie, co wylizała z ucha Fląderki...
Szylkretka skierowała się z powrotem na swoje posłanie i już miała się na nim położyć, gdy coś wskoczyło na jej ogon. Rzekotka wtuliła mordkę w brązowe futro, wydając z siebie cichy pomruk rozbawienia. Fląderce jednak nie było do śmiechu. Jej serce przyspieszyło bicia, a futerko na grzbiecie się nastroszyło.
"Zmierzchająca Fala jak nic mnie zabije..."
<Rzekotko? To Twój plan, aby pozbyć się Flądry z klanu przy pomocy taty, prawda?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz