Zgromadzenie…
Nocny, rześki wiatr muskał kosmyki jej futra. Jej wzrok wbity był w dwójkę uczniów, którzy skupiali na sobie uwagę… Na spokojnie połowy wyspy.
Kto by pomyślał, że pokojowe, międzyklanowe spotkania będą źródłem bójek pośród uczniów przeróżnych przynależności. Na pewno nie ten, kto wpadł na ten pomysł, bo na pewno by z niego zrezygnował. A jak na razie, to na każdym zgromadzeniu, na którym dane jej było postawić łapę, coś się działo. Ktoś postanowił przyłożyć koledze, kolega postanowił oddać…
Co prawda, pojawiła się jedynie na dwóch zgromadzeniach, ale jej opinia nadal stoi twardo.
Najpierw Narcyzowa Łapa i bury szczur, a teraz jakiś Klifiak z Wilczaczką… Przypatrywała się z zaciekawieniem, jak kotka przygniata równieśnika do skały. Kruczoczarny wydał z siebie wrzask, machając łapami na oślep.
Miała nadzieję, że ona tak nie wyglądała podczas treningów…
Liliowa wgryzła się w ucho przeciwnika, warcząc. W przeciągu paru uderzeń serca do uczniów dopadła inna, starsza kotka, od której również jechało Klanem Wilka.
— Biała Łapo!
Nowoprzybyła chwyciła młodą kotkę za kark.
— Czy wam już kompletnie mózgi zaniknęły?!
— Zamknij pysk! — odkrzyknęła młoda uczennica, strząsając z siebie szczęki współklanowiczki. — To moja walka, nie twoja! Ty nie masz tu nic do roboty.
— Pamiętaj, jakie jest twoje miejsce!
Klifiak obnarzył zęby i zaczął syczeć.
— Skończ ryczeć i się uspokój! Zaatakowałaś mnie z błachego powodu! Psychopatka!
Jego ostatnie słowa przeciągnęły się w krzyk, gdy zęby przeciwniczki zacisnęły się na jego ogonie.
Nagle, szepty w tłumie ucichły. Podążyła wzrokiem za spojrzeniem innych… I natknęła się na kroczącego w ich kierunku lidera Klanu Klifu. Rudy, wysoki kocur zatrzymał się tuż za uczniem, zniżając głowę do jego poziomu.
— Złamana Łapo. Wracaj do swojego mentora, zanim naprawdę będziesz chodzić z połamaną kończyną.
Kocur- To znaczy, Złamana Łapa, zbył słowa lidera, po czym rzucił się ponownie na Białą Łapę, która bez wahania wysunęła pazury.
— Biała Łapo!
Kotka ponownie została złapana za kark i odciągnięta od Klifiaków, a później przyciśnięta do ziemi.
— Jeszcze jeden taki ruch, a już nigdy nie wystawisz nawet nosa z obozu!
Złamana Łapa nastroszył się.
— Wariatka!
— Mysia Paszo! Lepiej przestań tak się do mnie odzywać!
Narwana Łapa spojrzała na dwójkę uczniów, później na poirytowaną wojowniczkę, a na końcu na zmęczonego lidera. Odczekała parę uderzeń serca, zanim odwróciła się na pięcie i czmychnęła w tłum. Zdecydowanie nie opłacało jej się w to mieszać.
༚⊹◈❆◈⊹༚
Łaciaty usiadł obok niej, przeciągnął się, po czym spojrzał na nią kątem oka.
— Kasztanek nie powinien zostać mianowany jako pierwszy. Prędzej zostanie zjedzony przez lisa niż przyda się na coś klanowi.
Spojrzała z ukosa na brata. Przypalony Kasztan… Przypalone, a raczej spalone, to on może mieć wąsy, gdy jeszcze raz ich wyprzedzi i utrze nosa!
— Masz rację — prychnęła. Końcówka jej ogona zadrżała. — Dziwne, że podczas treningu nigdy się nie utopił. Chociaż... Może ten cały puch w głowie sprawił, że unosił się na powierzchni.
— Pewnie tak — odparł, unosząc łeb, aby spojrzeć na liderów. Pokiwał głową. — Myślisz, że teraz mama lubi go bardziej, niż nas?
Zrobiła wielkie oczy.
— Nie no, nie ma takiej opcji! — miauknęła, spoglądając na Narcyza. — Musiałaby mieć taki sam puch w głowie, same pustki! Na pewno wie lepiej.
[529 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz