— Tato, kociam Cię! — rzekła głośno, kiedy Fala jeszcze ociekał wodą.
— Haha — miauknął. — Ja Ciebie też.
Zmierzchająca Fala podarował rybę Kropiatkowej Skórce, a cała trójka córek zrobiła głośne “awww” na ten romantyczny gest. Były ich najwierniejszymi fankami! Każde kwiatki przyniesione przez tatę były podziwiane, zabawki, jedzenie, wszystko wręcz. Uczyło to również dziewczyny tego, jakiego partnera powinny sobie szukać. Przystojnego i takiego, co przynosi fajne rzeczy! Rzekotka wpatrywała się wielkimi oczyskami w rodziców. Ich ojciec był wciąż mokry. Zerknęła na rzeczkę. Czy woda była ciepła?
Koteczka podeszła, gdy tamci byli zajęci sobą, do brzegu. Trawa falowała, szumiąc dzięki wiatrowi, przynosząc do noska małej rybi zapach. Prąd wodny przyniósł również za sobą kawałek drewnianej kory z jakiegoś drzewa. Była mokra i śliska. Rzekotka sięgnęła ją ledwie swoimi krótkimi łapkami, ale musiała je zamoczyć. Ah, woda była zimna!
Nagle jedno ze źdźbeł przy brzegu dotknęło ją w tyłek i się wystraszyła, wskakując na właśnie ten złapany kawałek kory. Kotka obróciła się na nim jak na karuzeli, nie wiedząc za bardzo, co się stało, ale było zabawnie! Kiwała się na boki i zaczęła nucić wesołą melodię. Nie zauważyła, nawet kiedy leniwy rzeczny prąd zaczął ją zabierać dalej.
— Gdzie jest Rzekotka? — zapytała Ropuszka, która zauważyła jej brak.
— TUTAJ JESTEM! — miauknęła malutka, bujając się na swojej prowizorycznej tratwie. — Mamo! Tato PATRZCIE! PATRZCIE TERAZ!
I łapką powiosłowała, sprawiając, że kora się obróciła wraz z nią. Jej ogon nurkował od dłuższego czasu w rzece i był cały nasiąknięty. Zmierzchająca Fala pobladł, tak samo, jak Kropiatkowa Skórka.
— CO TY TAM ROBISZ?! — wrzasnął.
Cała czwórka zaczęła gonić kociaka, który wesoło odpływał w nieznane. Kropiatka poganiała dzieci, ale dziewczynkom ciężko było tak biec, więc Zmierzchająca Fala, korzystając, że i tak był mokry, pobiegł przodem. Tak oto Rzekotka płynęła rzeczką od obozu, obok wszystkich mniejszych wysepek. Zmierzchająca Fala biegł za nią, w pewnym momencie wyprzedzając młodą podróżniczkę. Znalazł odpowiednie miejsce, po czym wskoczył do wody, by złapać swoje niesforne dziecko. Bardzo sprawnie podpłynął do córki, odgradzając ją swoim ciałem i zatrzymując jej małą, spróchniałą łódkę.
— Yippe! Tatuś bohater! — krzyknęła oczarowana Rzekotka.
Została odholowana do brzegu przez kocura i wyciągnięta za kark przez matkę. Dostała ochrzan życia, ale nigdy nie zapomni tej przygody! Jej siostry całą drogę powrotną wypytywały ją, jak było i snuły domysły, gdzie ta Rzekotka by dopłynęła, gdyby nie ich ojciec. Może znalazłaby jakiś nowy zakątek do zabaw? Albo spotkałaby morskie potwory! Podobno takie istniały!
— Przyda nam się lina dla niej — burknął pod nosem przemoczony i zmęczony Zmierzchająca Fala.
— Ależ byłeś dzielny! — pochwaliła go, śmiejąc się Kropiatkowa Skórka. — Obawiam się, że nie damy rady jej przywiązać do nas. Wystarczy na chwilę wzrok odwrócić, a jej nie ma…
— W kogo ona się wdała? — myślał na głos ciemny kocur. — Ja taki nie byłem za młodu!
Gdy wrócili do obozu, Rzekotka wciąż pachniała rzeczną wodą, ale była niemal sucha. Jej sierść sterczała w każdym możliwym kierunku. Kropiatka usiadła pod ścianą w żłobku i odetchnęła z ulgą. Jej partner zaproponował, że przyniesie posiłek, poprosił więc Złocistego Widlika o pomoc przy maluchach. Kocur podszedł do Rzekotki. Niebieski kociak przeniósł wzrok z pustej ściany, na jasnego kota. Jej oczy rozbłysły.
— Piękny Pan! — krzyknęła. — Umyjesz mi futro? Wiesz jaką przygodę dziś miałam? Płynęłam po rzece i tatuś mnie uratował! Jest taki dzielny i wspaniały! — mówiła dalej, dostrzegając jakieś ozdoby w futrze starszego. — Łoooooo a co to? — zapytała, dotykając je łapką. — Jakie śliczne! Takie ładne jak Pan! A teraz pora na przytulaska.
Po czym wlepiła swoje śmierdzące futro w Widlika z uśmiechem.
<Widlik? :D >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz