Jakiś czas temu…
Ciemne chmury kłębiły się na jeszcze ciemniejszym niebie. Trawa uginała się pod jej łapami, gdy szła parę kroków od Słoty; jej spojrzenie jednak wbite było w wysoki punkt, górujący nad ich głowami… Cierniste Drzewo. Pamiętała dzień, w którym Blade Lico zaprowadził ją tutaj i pytał ją, co o tym miejscu myśli. Teraz ten sam kocur miał przyglądać się jej, gdy będzie składała hołd przy grobie Mrocznej Gwiazdy.
Siostra przeprowadziła słowami przez wszystko, co miało się wydarzyć, a nawet więcej. Pytaniom Pomroku nie było końca.
Koty rozstąpiły się na boki. Zbliżyła się do otoczonego ciernistymi pędami nagrobka. Końcówka jej ogona podrygiwała wraz z podmuchami wiatru, ale starała się nie okazywać nerwów.
— Wielki Mroczna Gwiazdo — zaczęła, biorąc głęboki oddech — wspaniały liderze Klanu Wilka. Składam Ci hołd...
Zgodnie z poleceniem Mrocznej Wizjii przycupnęła na ziemi, unosząc lekko przednie łapy. Wysunęła pazury u jednej z nich, zbliżając je do lewego nadgarstka. Zacisnęła zęby na języku, wbijając je w skórę na tyle mocno, aby na wyschniętą glebę opadły krople czerwieni.
— Podarowuję Ci moją krew, która jest esencją życia.
Jej łapy ponownie opadły na trawę.
— Niech będzie dowodem mojej lojalności po wsze czasy. Chwała Ci, o panie...
Schyliła głowę, a po chwili, jak jedność, zawtórowała jej tym gestem reszta zebranych.
↝❇⌑❂⌑❇↜
Teraźniejszość, jeszcze przed zgromadzeniem…
Język drugiej mistrzyni metodycznie przesuwał się po szylkretowej sierści. Klatka piersiowa, bark… Lśniące zęby złapały skrawek mchu, skryty w kosmykach na ogonie.
Cieszyła się, że mimo dużej liczby obowiązków nadal miały szansę opuścić obóz we dwie, przycupnąć na osobności i odpocząć od gwaru. Podziedzieć, poplotkować, rozplanować kolejną lekcję ruchów bitewnych dla uczniów i młodszych wojowników, którą mogłyby przeprowadzić…
— Nadal nie wiem, co mam sądzić na temat Chudego Grzbietu — miauknęła, przerywając ciszę.
Słota uniosła wzrok w jej kierunku, jednak nie zaprzestała wylizywania futra. Jej uszy poruszyły się nieznacznie, zachęcając dymną do kontynuowania.
— Od początku miałam wątpliwości, czy poradziłby sobie w walce o pozycję wojownika — mówiła więc dalej. — Nie zliczę, ile razy przerywaliśmy treningi… Bo coś go boli, bo złamał pazur, bo nie może złapać oddechu…
Przekręciła się nieco na gałęzi.
— Powoli miałam już dosyć. Ile można? Naprawdę, nikt nie powinien by mi się dziwić, gdybym straciła cierpliwość. Ale… Nawet sam nie oznajmił mi, że zmienia ścieżkę szkolenia. Dowiedziałam się razem z tymi wszystkimi, których wcale to nie interesowało.
Ognikowa Słota oderwała język od poduszki łapy i postawiła ją na ziemi. Strzepnęła końcówką ogona, namyślając się.
— Może końcowo wyszło to na twoją korzyść? Nie musisz się martwić tym, że jedyny uczeń, którego wyszkoliłaś, to wojownik, który nie umie przebiec przez obóz, nie dostając przy tym zadyszki.
— To zmienia faktu, że jedyny uczeń, którego wytrenowałam, nie istnieje…
Spojrzała na szylkretkę, po czym teatralnie uniosła wzrok ku górze.
— …bo postanowił bawić się ziółkami, tak, jak Jarzębinowy Żar.
Widziała, jak pysk mistrzyni wykrzywiając się na wspomnienie o ich przybranej siostrze.
— Wszyscy na pewno uważają, że nie mógł sobie poradzić, bo byłaś dla niego za bardzo wymagająca — miauknęła Słota. — A to przecież dobrze, prawda?
Delikatnie skinęła głową.
— Prawda.
— To w takim razie, w czym leży problem?
— W tym, że nie wiem, czy obwiniać jego, czy siebie! — parsknęła poirytowana.
Zmrużyła ślipia i westchnęła cicho.
— Czasami cały ten awans na mistrzynię brzmi jak pobłażliwa próba poprawienia mi humoru — mruknęła. — Wiem, że tak nie jest, bo matka nie wyróżniłaby w ten sposób nikogo bez żadnej zasługi… Ale zastanawiam się, czym ta zasługa w moim przypadku była. Nie wytrenowałam nawet ucznia, a nagle spada na mnie obowiązek prowadzenia lekcji dla wojowników starszych ode mnie?
<Słoto?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz