Wrona popatrzyła na Iskrzyka.
– Tak, wszystko dobrze. Jak się czujesz jako zwiadowca?
– Długo na to czekałem, więc się cieszę, że w końcu nim zostałem – uśmiechnął się. Zaczął grzebać pazurem w ziemi, a jego uśmiech powoli bladł. – Ale jak na razie to tutaj skwierczę. Mam ochotę wyjść z obozu.
– To możeee, pójdziesz z nami na trening? – zapytała uczennica kremowego.
– Cóż, jeżeli Czereśnia pozwoli… – rzekł Iskrzyk.
– To chodźmy! – szturchnęła go Wrona i poszła jak zawsze w kierunku wyjścia z obozu.
– Witaj, Czereśnio! Czy Iskrzyk mógłby z nami pójść na trening? – popatrzyła na mentora słodkim wzrokiem.
– Witaj, Wrono, niech wam będzie. Choć skończył trening, nie zaszkodzi mu przypomnienie, jak się robi legowiska na drzewie.
– To dzisiaj? Jak super! – podskoczyła. W sumie jak zawsze, gdy się dowiadywała, że będzie się uczyć czegoś nowego.
– W takim razie idziemy do owocowego lasku – machnął ogonem i gęsiego przeszli do ustalonego miejsca.
– Ale tu pięknie! – zachwyciła się kotka, gdy pierwszy raz zobaczyła owocowy lasek naprawdę owocowym. Z każdej strony było czuć zapach gruszek, śliwek a przede wszystkim jabłek. Koty rozmawiały tu ze sobą, ćwiczyły wspinaczkę czy patrzyli na jerzyki. Zewsząd też było słychać powitania i widać skinienia głowami: “Dzień dobry, Czereśnio!”,”witaj, Czereśnio!”,”jak mija ci dzień, Czereśnio!”. Lider tylko odpowiadał, skinąwszy głową lub dając twierdzące odpowiedzi.
– Dobrze, zaczynajmy – rzekł czekoladowy, siadając i owijając ogon wokół łap.
– Od czego zaczynamy? – spytała kłapoucha.
– Najpierw musisz określić, czy dane drzewo nadaje się do budowy na nim legowiska. Gałęzie muszą być grube, aby wytrzymały ciężar kotów i innych rzeczy. Muszą też być rozłożyste, aby można było w nie wplątać patyki. Spróbuj sprawdzić tę gruszę – machnął ogonem w stronę drzewa.
Wrona przytaknęła głową. Weszła na nie i położyła łapę na gałęzi. Uginały się pod jej ciężarem.
– Nie nadaje się! Za cienkie gałęzie! – krzyknęła.
– W takim razie spraw tę śliwę – odparł mentor, wskazując na nią łapą.
Dymna zeszła z gruszy i weszła na drugie drzewo. Tu gałęzie były grube i masywne, ale była tak gęsta sieć pomniejszych odbij, że trzeba było się przeciskać.
– Tu też niezbyt! Za ciasno! – oznajmiła.
– To może ta jabłoń? – powiedział kocur.
Koteczka szybciutko na niego weszła. Gałęzie były mocne i rozłożyste, a liście nad nią robiły baldachim, sprawiając, że w środku było rześko.
– Idealne!
– W takim razie zabierzmy się do pracy – miauknął Czereśnia. – Aby zrobić dobre legowisko, najpierw potrzebujemy grubych patyków na stelaż, później mniejszych na podłogę i liści lub mchu by było miękko.
Przez następne chwile ona i jej mentor z pomocą Iskrzyka zbierali materiały do legowiska. Najpierw dali grube badyle, by zrobić podstawę, następnie wpletli mniejsze patyki w szczeliny i wyłożyli podłogę liśćmi.
***
Wrona popatrzyła na całość budowli. Była naprawdę z siebie dumna. Kotka poszła po drewnianej posadzce, wyłożonej miękkimi, zielonymi liść. Tam, gdzie gałęzie się pięły do góry, były badylki, które emitowały w ściany. W gałązkach nad nimi były piórka zawieszone na giętkich kawałkach trawy.
– Ale tu pięknie! – zachwyciła się kłapoucha.
– Zgadzam się – zawtórował jej Iskrzyk.
– Dobra robota, Wrono, spisałaś się na medal – zamruczał mentor.
– Dziękuję, Czereśnio – uczennica lekko pochyliła głowę.
– Mamy jeszcze trochę czasu. Możemy trochę popolować, a potem tu zjeść, i tak sterta jest obfita w zwierzynę, a kociaki i królowe już dostały jedzenie.
– Ale tu będzie miło – zamruczała do siebie, po czym dodała trochę głośniej: – Iskrzyku, chodźmy!
<Iskrzyku?>
[534 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz