BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzyk x Wrona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzyk x Wrona. Pokaż wszystkie posty

10 lipca 2026

Od Iskrzyka CD. Wrony

— Ja? No cóż, skomplikowana sprawa… Trudne pytanie zadałaś, Wrono! — rzekł Iskrzyk, który w rzeczywistości zapomniał, ile wtedy miał księżyców. Dodał też później, zmieniając temat — Myślisz, że ten nowy jest sympatyczny? Wyglądał na takiego, jego matka z innej strony… No wiesz no... 
— Czemu to miałoby być trudne pytanie? Poza tym, o co ci chodzi z wyglądem jego matki? — zapytała Wrona, przechylając nieco głowę.
— Wygląda niesympatycznie! — dodał też po chwili, wymyślając wymówkę, by nie odpowiadać — Chyba muszę iść… Przypomniało mi się, że muszę coś zrobić! Żegnam 
Kocur, nie czekając na odpowiedź nieco zmieszanej wrony, szybkim krokiem odszedł od niej. Mając nadzieję, że nigdy już o to nie zapyta, głupio byłoby odpowiedzieć, że nie wie, prawda? W każdym razie miał nadzieję, że szybko znajdzie sobie faktyczne zajęcie i nikt go nie wsypie, że nie miał tego od początku robić. Nie chciał wyjść na głupca, nawet w oczach kogoś tak młodego. W końcu nie mógł sobie pozwolić, by młodzież go nie szanowała!

* * *

Słońce już dawno zawitało na samym czubku nieba. Nie poprawiało to jednak sytuacji kotów. Było zimno, wietrznie, a do tego opady śniegu z ostatniej nocy zostawiły cały teren Owocego Lasu zaśnieżony… Tragedia, przynajmniej za taki stan rzeczy uznał to Iskrzyk. Kocur obecnie był na patrolu, nic niezwykłego, patrząc na to, że był zwiadowcą. Był obecnie z dala od obozu, w dębowej ostoi. Również nic niezwykłego, choć niespecjalnie mu się to podobało, bo było mu nieco zimno. Obecnie na pniu dębu, który złamał się w pół jakiś czas temu. Drzewo było tuż obok drogi grzmotów. Kremowy zwiadowca obserwował więc drogę grzmotu przez jakiś czas. Byłoby i tak dłużej, gdyby nie to, że usłyszał głos innego, a raczej innej zwiadowczyni:
— Co ty tam robisz, Iskrzyku! Idziemy dalej. Nie siedź tam jak pisklę w gnieździe! — krzyknęła wrona z pewnej odległości.
Iskrzyk odwrócił się do niej, z uśmiechem tylko po to, by zobaczyć jak przewraca swoimi pomarańczowymi niczym nagietki oczami.
— Ej! Choć tu Wrono! Niezły tu widok! Zobaczysz i już sobie idziemy! – zaproponował kocur.

 <Wroniu? Choć zobaczysz dachy autek>

14 czerwca 2026

Od Wrony CD. Iskrzyka

Wrona zaśmiała się na słowa Iskrzyka.
– Jedyne co musisz zrobić, to pójść do uzdrowiciela by wyjął ci drzazgę, a gdy każe ci zostać nie protestować! – miauknęła i dotknęła mu ramienia jej czarno-białym ogonem.
– Dobrze, Wrono! – zaśmiał się Iskrzyk i podreptał do legowiska.

***

Tw:opis zwłok

Wrona jadła mysz, gdy Figa przy drzewie dała komunikat:
– Ja, Iskrzyk, Wrona i Hiacynt pójdziemy na patrol przy Dębowej Ostoi!
Dymna zastrzygła uszami na tę wiadomość. Ona pójdzie na wielki patrol! Zadowolona kotka, jakby mała mysz uzupełniła jej całą energię, wyskoczyła z miejsca i podbiegła do matki.
– Cześć, mamo! – zamruczała.
– Cześć, Wrono! – odparła koteczce Figa.
– Ruszamy już? – spytała.
– Tak – czekoladowa polizała ją po uchu. – Za mną! – zawołała do reszty i wyszli zgraną grupą z obozu.
Mijali dawne sady, przeszli przez Konający Buk, grządzili w rozlewisku i doszli do jedynego tak dużego i gęstego siedliska drzew nieowocowych, Dębowej Ostoi.
W tej drodze Wrona rozmawiała z Iskrzykiem.
– Jak łapa? – zapytała.
– Bardzo dobrze, dziękuję – zamruczał kremowy zadowolony kocur. – Wiciokrzew powiedział, że drzazga nie zraniła mi mocno poduszki i że nic mi nie będzie.
– To wspaniale! – rzekła kłapoucha, odwracając głowę przed siebie. – O, patrz! Już jesteśmy na-...
Przerwał jej koci wrzask przerażenia, a zarazem złości i jakieś warknięcie… chyba je skądś rozpoznawała.
– Borsuk! – zasyczał Hiacynt. – Ktoś ma kłopoty!
Patrol rzucił się w dół zbocza, przed ich oczami ujawnił się straszny widok: dwaj samotnicy stali przerażeni z położonymi uszami oraz rozszerzonymi oczami, które wpatrywały się w niebieską szylkretkę – Mgiełkę, która walczyła z wielkimi szczękami borsuka, które były zaciśnięte na jej szczęce. Czekoladowo biała kotka zasłaniała swym ciałem liliowego kocurka, nie wyglądał jak kociak, raczej jak dorosły kocur, a jednak tak to wyglądało, jak matka chroniąca swoje młode.
– Pomocy! – wrzasnęła kotka.
Hiacynt rzucił się na borsuka i wbił pazury w jego grzbiet. Figa próbowała oswobodzić Mgiełkę, jednakże stworzenie nie chciało jej puścić. Iskrzyk z Wroną chronili przybyszy, kremowy stał na warcie, a dymna pytała i oglądała nowe koty.
– Co tu się stało? – spytała.
– Szukaliśmy jedzenia i miejsca do odpoczynku, gdy zaatakował nas borsuk! Ta szylkretka przybyła nam z pomocą! – odpowiedziała, liżąc gorączkowo swojego syna.
– Z synem wszystko w porządku, nie widzę ran – mruknęła uczennica.
Gdy upewniła się, że z kotami wszystko w porządku, wystrzeliła się do przodu i rzuciła się w stronę borsuka, lecz zamarła. Na ziemi leżało bezwładne ciało szylkretki, jej kark był oblepiony krwią, a głowa zwisała pod nienaturalnym kątem. Hiacynt z Figą syczeli na borsuka, a Iskrzyk siedział przy wojowniczce. Krew uczennicy zagrzała, a strachowi ustępował zawód. Może, może gdyby im pomogła ona by żyła, żyłaby! Złość w niej się kumulowała, tym bardziej że chodziło jej o to, że nie zawalczyła niż to, że Mgiełka umarła. Jak mogła być aż tak samolubna?!
Z zamyślenia wyrwała ją matka, która machnęła ostrzegawczo łapą na borsuka, który odszedł ciężkim krokiem od granicy i podeszła do córki.
– Hej, co się stało?
– Nie uratowałam Mgiełki – rzekła ze smutkiem w głosie.
– Hej, to nie twoja wina. Zajmowałaś się tymi, którzy zostali przez nią uratowani przed tym stworzeniem.
– Wiem, ale może gdybym pomogła…
– Przestań z tym “gdybym”, to nic nie zmieni. Gdy przybyliśmy Mgiełka już ledwo żyła. Chodź, zaprowadzisz tych dwoje, a ja z Czereśnią weźmiemy ciało…
– A właśnie, gdzie Czereśnia? – uczennica gorączkowo szukała swego mentora.
– Tutaj! – odezwał się czekoladowy, wychodząc z krzaków. – Sprawdzałem, czy borsuk nie ma tu gdzieś swojej nory, nic nie znalazłem.
– Przynajmniej tak prędko nie wróci – zaśmiał się Iskrzyk.
– Em, dziękujemy wam za pomoc – rzekła nieśmiało nowa kotka, pochylając głowę w stronę grupy zwiadowców. – Ten akt poświęcenia będzie w naszej pamięci do końca życia. Czy wy jesteście członkami jednego z tych klanów?
– Nie, lecz też jesteśmy dużą grupą jak klany, nazywamy się Owocowy Las – odpowiedziała z dumą Wrona.
– W takim razie czy ja i mój synek możemy dołączyć do waszego zgrupowania? Tyle przeszliśmy, oddałam wszystko dla Płateczka.
Kotka wytrzeszczyła oczy z niedowierzania, że koty chciały tak szybko do nich dołączyć.
– Oczywiście, każda pomocna łapa się przyda – powiedział przywódca i machnął ogonem na znak, by ruszyć, a następnie poszedł do tyłu, by wziąć z jego zastępczynią ciało zmarłej. Dymna ruszyła przed siebie, patrząc na kocura, który zachowywał się tak, jakby go tu nie było.

***

Po obozie rozległ się szmer rozmawiających i plotkujących ze sobą kotów odnośnie do nowo przybyłych oraz śmierci wojowniczki, gdy patrol wszedł. Czereśnia, nie czekając, aż pobratymcy ich otoczą, zasypując pytaniami i sprawiając niemożność przejścia, od razu wszedł na drzewo i zawołał, by zgromadzić cały klan. Figa instruowała nowoprzybyłych, by siedli przed drzewem, zapraszając też Wronę na miejsce zastępcze. Ale tu było fajnie! Miała nadzieję, że w przyszłości będzie tutaj stać bez zaproszeń.
– Dzisiaj zdarzyła się rzecz straszna, ale też dobra. Borsuk zaatakował dwójkę samotników, na pomoc przyszła im polująca samotnie Mgiełka. Niestety, wojowniczka nie przeżyła starcia ze zwierzęciem. Niech jej poświęcenie będzie zapamiętane – kocur pochylił głowę w celu oddania hołdu, a reszta Owocniaków zrobiła to samo. – Ocalali postanowili się odwdzięczyć i dołączyć do naszej społeczności. Powitajmy ich z otwartymi łapami!
Niektóre koty mruczały z zadowoleniem, a inne syczały z dezaprobatą. Najbardziej było słychać Daglezję, która przewracała oczami i ironicznie przemawiała do przysłuchującej jej się kotów.
– Wiem, że niektórym kotom może się to nie spodobać, ale pamiętajcie, każdy, kto należy do Owocowego Lasu, jest z Owocowego Lasu.
Pomruki ucichły. Po krótkich, mniej ważnych i szokujących wiadomościach lider oznajmił, że można się rozejść. Głodna jak wilk Wrona podeszła do stosu zwierzyny i wzięła pulchną nornicę. Siadła i pochyliła się nad zdobyczą, odgryzając jej pierwszy, ciepły kawałek. Ach, jak była szczęśliwa! Czuła, że jak się nie powstrzyma, to połknie ją w jednym kawałku. Nagle odezwał się do niej Iskrzyk, który nagle się pojawił przy jej boku:
– Hej, jak się czujesz?
Kłapoucha podskoczyła na jego słowa, nie spodziewając się go tutaj.
– Cześć, wszystko dobrze, szok minął. Czy wiesz, kiedy będzie czuwanie nad ciałem Mgiełki?
– Pod wieczór, uzdrowiciele chyba ją badają czy coś – odpowiedział jej kremowy.
– A jak u nowych?
– Dobrze, właśnie siedzą u Czereśni i wybierają swoje ścieżki szkolenia.
– Jestem ciekawa, jakie wybiorą – miauknęła koteczka, a następnie przysunęła nornicę do kocura. – Chcesz kawałek?
– Tak, dzięki – zwiadowca przyjął zwierzę i odgryzł kawałek.
– Jak twój trening? – zapytał kotki
– Bardzo dobrze, dziękuję – odpowiedziała, biorąc kolejny kawałek pokarmu. – Mam nadzieję, że gdy będę miała dziesięć księżyców, zostanę mianowana. A ty, Iskrzyku, powiedz, kiedy zostałeś mianowany?

<Iskrzyku?>
[1026 słów]

[21%]

08 czerwca 2026

Od Iskrzyka CD. Wrony

Iskrzyk spojrzał na drzewo. Wrona miała być z czego dumna. Aż sam by się w takim przespał! Chciał już pochwalić uczennicę, gdy ta nagle rzekła;
– Ale tu pięknie! – powiedziała z zachwytem w głosie.
– Zgadzam się – zawtórowałem jej z uśmiechem, faktycznie było tu ładnie.
– Dobra robota, Wrono, spisałaś się na medal – zamruczał Czereśnia
– Dziękuję, Czereśnio – uczennica delikatnie pochyliła swój łeb.
– Mamy jeszcze trochę czasu. Możemy trochę popolować, a potem tu zjeść, i tak sterta jest obfita w zwierzynę, a kociaki i królowe już dostały jedzenie — zaproponował lider.
Wrona zamruczała coś, czego Iskrzyk nie usłyszał, po czym dodała trochę głośniej:
– Iskrzyku, chodźmy!
— Dobry pom… — chciał coś powiedzieć kremowy, ale nagłe ukłucie bólu przerwało mu zdanie. — Ał!...
— Coś się stało, Iskrzyku? — zapytał Czereśnia swoim przyjemnym dla ucha głosem.
Wrona nie powiedziała nic. Patrzyła się tylko na Iskrzyka swymi pomarańczowymi oczyskami. Iskrzyk bez dalszego słowa spojrzał na lewą przednią łapę… O droga Wszechmatko. W różowej poduszce znajdowała się drewniana drzazga. Mały ostry kawałek drzewa, nic niezwykłego. Kremowy po paru uderzeniach serca bez większych emocji powiedział:
— No to chyba nie zapolujemy, coś mi się w łapę wbiło — próbował nie reagować na ból, w końcu nie był zbyt ostry.
— No to wracamy — mruknął czekoladowy, po czym dodał, zwracając się do młodej kotki: — Kolejnym razem, Wrono, obiecuję.
Wrona wydała cichy dźwięk, prawdopodobnie świadczący o niezadowoleniu, po czym na znak zgodzenia się potrząsnęła głową. Grupa kotów zaczęła wracać do obozu.

***

Grupa kotów szybko dotarła do obozu w zupełnej ciszy. Czereśnia szybko pożegnał się z resztą i wrócił do swoich obowiązków. Iskrzyk miał już iść poszukać kogoś, kto wyjąłby mu drzazgę, ale postanowił się odezwać do Wrony:
— Dobrze się spisałaś z gniazdem, wyglądało na naprawdę wygodne! — po czym powiedział żartobliwie: — Chcesz może zrobić legowisko dla Lisa? Robisz za nic czy muszę ci coś za to dać?

<Co ty na to, panienko Wrono?>

31 maja 2026

Od Wrony CD. Iskrzyka

Wrona popatrzyła na Iskrzyka.
– Tak, wszystko dobrze. Jak się czujesz jako zwiadowca?
– Długo na to czekałem, więc się cieszę, że w końcu nim zostałem – uśmiechnął się. Zaczął grzebać pazurem w ziemi, a jego uśmiech powoli bladł. – Ale jak na razie to tutaj skwierczę. Mam ochotę wyjść z obozu.
– To możeee, pójdziesz z nami na trening? – zapytała uczennica kremowego.
– Cóż, jeżeli Czereśnia pozwoli… – rzekł Iskrzyk.
– To chodźmy! – szturchnęła go Wrona i poszła jak zawsze w kierunku wyjścia z obozu.
– Witaj, Czereśnio! Czy Iskrzyk mógłby z nami pójść na trening? – popatrzyła na mentora słodkim wzrokiem.
– Witaj, Wrono, niech wam będzie. Choć skończył trening, nie zaszkodzi mu przypomnienie, jak się robi legowiska na drzewie.
– To dzisiaj? Jak super! – podskoczyła. W sumie jak zawsze, gdy się dowiadywała, że będzie się uczyć czegoś nowego.
– W takim razie idziemy do owocowego lasku – machnął ogonem i gęsiego przeszli do ustalonego miejsca.
– Ale tu pięknie! – zachwyciła się kotka, gdy pierwszy raz zobaczyła owocowy lasek naprawdę owocowym. Z każdej strony było czuć zapach gruszek, śliwek a przede wszystkim jabłek. Koty rozmawiały tu ze sobą, ćwiczyły wspinaczkę czy patrzyli na jerzyki. Zewsząd też było słychać powitania i widać skinienia głowami: “Dzień dobry, Czereśnio!”,”witaj, Czereśnio!”,”jak mija ci dzień, Czereśnio!”. Lider tylko odpowiadał, skinąwszy głową lub dając twierdzące odpowiedzi.
– Dobrze, zaczynajmy – rzekł czekoladowy, siadając i owijając ogon wokół łap.
– Od czego zaczynamy? – spytała kłapoucha.
– Najpierw musisz określić, czy dane drzewo nadaje się do budowy na nim legowiska. Gałęzie muszą być grube, aby wytrzymały ciężar kotów i innych rzeczy. Muszą też być rozłożyste, aby można było w nie wplątać patyki. Spróbuj sprawdzić tę gruszę – machnął ogonem w stronę drzewa.
Wrona przytaknęła głową. Weszła na nie i położyła łapę na gałęzi. Uginały się pod jej ciężarem.
– Nie nadaje się! Za cienkie gałęzie! – krzyknęła.
– W takim razie spraw tę śliwę – odparł mentor, wskazując na nią łapą.
Dymna zeszła z gruszy i weszła na drugie drzewo. Tu gałęzie były grube i masywne, ale była tak gęsta sieć pomniejszych odbij, że trzeba było się przeciskać.
– Tu też niezbyt! Za ciasno! – oznajmiła.
– To może ta jabłoń? – powiedział kocur.
Koteczka szybciutko na niego weszła. Gałęzie były mocne i rozłożyste, a liście nad nią robiły baldachim, sprawiając, że w środku było rześko.
– Idealne!
– W takim razie zabierzmy się do pracy – miauknął Czereśnia. – Aby zrobić dobre legowisko, najpierw potrzebujemy grubych patyków na stelaż, później mniejszych na podłogę i liści lub mchu by było miękko.
Przez następne chwile ona i jej mentor z pomocą Iskrzyka zbierali materiały do legowiska. Najpierw dali grube badyle, by zrobić podstawę, następnie wpletli mniejsze patyki w szczeliny i wyłożyli podłogę liśćmi.

***

Wrona popatrzyła na całość budowli. Była naprawdę z siebie dumna. Kotka poszła po drewnianej posadzce, wyłożonej miękkimi, zielonymi liść. Tam, gdzie gałęzie się pięły do góry, były badylki, które emitowały w ściany. W gałązkach nad nimi były piórka zawieszone na giętkich kawałkach trawy.
– Ale tu pięknie! – zachwyciła się kłapoucha.
– Zgadzam się – zawtórował jej Iskrzyk.
– Dobra robota, Wrono, spisałaś się na medal – zamruczał mentor.
– Dziękuję, Czereśnio – uczennica lekko pochyliła głowę.
– Mamy jeszcze trochę czasu. Możemy trochę popolować, a potem tu zjeść, i tak sterta jest obfita w zwierzynę, a kociaki i królowe już dostały jedzenie.
– Ale tu będzie miło – zamruczała do siebie, po czym dodała trochę głośniej: – Iskrzyku, chodźmy!

<Iskrzyku?>
[534 słowa + wspinaczka na drzewa]

[11% + 5%]

28 maja 2026

Od Iskrzyka do Wrony

Słońce grzało świat, było nawet aż za ciepło. Całe szczęście, faktycznie, wiał wiatr, jednak ten był bardziej delikatną bryzą. Z niewyobrażalną ulgą, gdy patrzyło się na niebo, widać było, że ciemne chmury powoli wędrowały na niebie coraz bliżej obozu, było to... marnym pocieszeniem. W każdym razie Iskrzyk siedział dzisiejszego poranka spokojnie na drzewie. Słońce przedostające się przez liście grzało mu kremowe nieco ciemniejsze niż reszta ciała plecy. Jasne pazury miał mocno wbite w korę klonu. Kocur obserwował resztę obozu z wysoka. Był ciekawy, co robiła reszta kotów Owocowego Lasu, a tak miał świetny widok właśnie na to. Jednakże mimo tego, jeśli popatrzyło się na jego kremowy pyszczek, było widać obojętną minę. Kocur nudził się dziś niemiłosiernie. Także, gdy nagle myśl o porozmawianiu z kimś zawitała do jego głowy, chętnie powitał ją z otwartymi łapami. Wyprostował się więc powoli, próbując nie spaść z gałęzi i poszedł do miejsca, z którego wyrastała gałąź. Parę uderzeń serca potem i już był na ziemi. Rozejrzał się po obozie, zauważając młodego, a raczej młodą czarno białą koteczkę. Definitywnie wrona, patrząc na to, że miała oklapnięte uszy oraz inne cechy, których nie dzielił obecnie żaden inny uczeń. Postanowił więc podejść i przywitać się z nią:
— Witam, jak tam życie bywa? — zapytał Iskrzyk nadal naprawdę znudzony. Było to widoczne zarówno na jego pysku, jak i z głosu. O droga Wszechmatko! Ile by dał, żeby pójść teraz poza obóz...!

<Wronisławo?>