Niedługo po mianowaniu kocur spotkał się znów ze wzrokiem Pierza. Zdecydował się podejść, czekając na to, co młodszy od niego wojownik będzie potrzebował od niego. Pierze bez słowa skinął na wyjście z obozu. Cierń domyślał się, że będzie chciał, aby rozmowa zaczekała na moment, gdy będą oddaleni od obozu, nie podsłuchiwani. Podążył więc za nim, ruszając w głąb terytorium. W końcu zatrzymali się niedaleko granicy z Klanem Wilka.
— A więc? Po co mnie tu zaciągnąłeś? — zapytał w końcu srebrny. Szmaragdowe, śliczne oczęta złotego rycerza wbiły się nieprzyjemnie w Ciernia. Powoli na jego pysku gościł się szeroki, niewinny uśmiech.
— Jak się czujesz po odciśnięciu łapy na tym ich zasranym kamieniu, drogi Cierniu~? — Gradobijący Cierń sam nie wiedział, co odpowiedzieć. Wzurszył więc ramionami zamiast tego.
— Nijak. Znaczy, cieszę się, że mogłem zostać nareszcie wojownikiem, czas najwyższy, jednak… Aspiruję na coś więcej, zapewne jak i ty. Chcę się zapisać na kartach historii Klanu Burzy. Nie musiałbym być nawet liderem. Może po prostu legendą. — Pierze skinął mu głową w zrozumieniu. Uciekł wzrokiem.
— Legendy... legenda to słowo, które jest na skraju wymarcia, Gradobijący Cierniu — odparł niewzruszony. — Legendą stajesz się w chwili, gdy zmieniają całą twoją historię. Twoje dokonania przekształcają się w coś, w co nigdy nie celowałeś. To kłamstwa zbudowane na prawdzie, na fakcie, jednakże porzucone na rzecz abstrakcji i zachwycenia młodszej audiencji. Wiesz przecież, jaką propagandę nam wciskano od dzieciaka... przywódca najważniejszy... pff... co to za klan, który nie umie sobie poradzić z własnymi kotami? - mówił lekkim, miękkim głosem. Nagle podszedł bliżej Ciernia, niebezpiecznie się nachylając. Pewność Tańcującego Pierza mogła przytłaczać kocura, nawet jeśli nie chciał się do tego przyznawać. Uśmiech nie zniknął z pyska. Dzieliło ich mniej niż wibrys, a mimo to żaden nie odważył się na przerwanie tej napiętej chwili.
— Dobrze wiesz, że twój ojciec, twoja matka, twój brat i reszta mogli żyć - szepnął niskim, wibrującym mrukiem. Nie pozwalał Cierniowi na ucieczkę wzrokiem; szmaragdowe ślepia niby hipnotyzująca muzyka dla żmii. — I dobrze wiesz, kto za to odpowiada.
— Fakt… Masz w tym trochę racji. To nie zmienia faktu, że chcę być zapamiętamy. Wiem, że Królicza Gwiazda jest powodem ich śmierci. On sam nie zasługuje na życie.
— ...I nie tylko on, Cierniu ty mój... — mówił. — Królicza Gwiazda to tylko jedna z gałęzi tego okropnego drzewa. Pieniem jest jego syn, Echo. To on rozkazał go zabić. To on nie zapewnił nam bezpieczeństwa.
Srebrny zaśmiał się gorzko na jego słowa.
— Myślę, że on sam zwieje ze strachu gdy zobaczy, że jego stary się przekręcił. Będzie wiedział, że to on jest następny na celowniku. — Maska zadowolenia rozgościła się na dobre na pysku Tańcującego Pierza na słowa kocura.
— Och, taki jesteś pewny? Rozkazał synowi zabić ojca, który go zabił w szale. Mój ojciec go wykończył, tracąc resztki zdrowego rozsądku. To jest chwast, którego kryją uzbrojone po zęby pokrzywy. Dostanie się do pnia będzie wiele kosztować... skoro chcesz zostać zapamiętany jako ten, który przywróci porządek Klanowi Burzy. Ten, który zasiądzie po prawicy Klanu Gwiazdy i ten, który będzie rządził sprawiedliwie, jak na przywódcę, naszego mentora, przystało.
— Co proponujesz? — zapytał kocur.
— A co ty mi zaoferujesz? - uniósł brew ze swoim uśmieszkiem i prychnął krótko głębokim śmiechem.
— Lojalność. Będę mógł być… Twoją bronią. Jestem dość przekonujący, w dodatku silny. Ty również. Dwóch kocurów o takich cechach ma duży potencjał, musisz przyznać. Reszta zacznie nam ufać, a my… Sprytnie to wykorzystamy. Co o tym sądzisz?
<Pierze, mój drogi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz