Sam Gąsieniczek zamknięty był w odosobnieniu, więc nie musiała patrzeć na jego zdradziecki pysk. Inaczej było z jego najbliższą rodziną. Miała nieszczęście wpaść tego poranka nie tylko na jego szurającą po ziemi siostrę, ale i na jedną z jej córek. Została zmuszona do zaniesienia zwierzyny Jagnięcemu Ukłonowi i tej przebrzydłej Aldrowandzie. Specjalnie wybrała najbardziej mierne myszy, aby nie marnować zbyt dobrych kąsków na koty, którym bliżej do głupich robaków niż Klifiaków. Słyszała, jak szylkretka przeprosiła ją za roztargnienie swoje i Niebiańskiej Poświaty, ale pointka jedynie obnażyła kły i przepchnęła się między nimi. Odwróciła się ukradkiem i ujrzała, jak srebrna wojowniczka nieco kołysze się na swoich długich, chudych nogach, najwidoczniej osłabiona. Najpewniej z tego powodu udała się do lecznicy. Szron machnęła na to ogonem. Klan Klifu nie potrzebował słabych kotów, które mają szczudła niczym brzozy.
Do legowiska medyków nawet w pełni nie weszła. Rzuciła dwie piszczki na lity kamień przy wejściu i kompletnie zignorowała ubrudzony mech, który mogła przecież przy okazji ze sobą zabrać poza obóz; i tak się tam kierowała.
"Niech zrobi to ktoś, dla kogo będzie to obowiązek równy jego umiejętnościom" — pomyślała i z wysoko uniesioną głową wybyła na otwarte tereny.
"Niech zrobi to ktoś, dla kogo będzie to obowiązek równy jego umiejętnościom" — pomyślała i z wysoko uniesioną głową wybyła na otwarte tereny.
* * *
Z pewną dozą obrzydzenia obserwowała, jak Rozżarzona Pieśń pieje z bólu, kiedy niewielki skorupiak wczepił się w jej łapę. Sama przyszła nad rzekę, aby móc w spokoju popolować na kraby, ale obecność tej nieostrożnej, nieumiejętnej łamagi na pewno prędko je wszystkie przepędzi prosto z powrotem w morskie odmęty. Pół prychnęła, pół parsknęła, przechodząc obok dawnej Wilczaczki.
— Może w leszie będzie więcej zwierzyny, z którą lepiej szie czujesz, co? — mruknęła kpiącym tonem do Żar. — Nawet te kraby wiedzą, że jesztesz tu obca.
— Ciebie też miło widzieć, Oszroniony Kle — odpowiedziała, sycząc jeszcze nieco z bólu, kiedy w końcu udało jej się odczepić szczypca od rudego palca. — I myślę, że nie robi im to żadnej różnicy, kto rozbije im skorupę i wyje z niej białe mięso.
— Może w leszie będzie więcej zwierzyny, z którą lepiej szie czujesz, co? — mruknęła kpiącym tonem do Żar. — Nawet te kraby wiedzą, że jesztesz tu obca.
— Ciebie też miło widzieć, Oszroniony Kle — odpowiedziała, sycząc jeszcze nieco z bólu, kiedy w końcu udało jej się odczepić szczypca od rudego palca. — I myślę, że nie robi im to żadnej różnicy, kto rozbije im skorupę i wyje z niej białe mięso.
— Może głupim lesznym nornicom nie robi to różnicy. Żywica zalepia im wszysztkie dziury.
— Wiesz, że dołączyłam do Klanu Klifu prędzej niż ty przyszłaś na świat, prawda? — Podniosła jedną brew. Nie była faktycznie zdenerwowana, może lekko podirytowana, ale wrogość pokazywała jedynie postawa młodszej wojowniczki.
— Co to za różnica, co? Jeszcze mi powiedz, że powinnam ci przez to oddawać najlepsze piszczki, kraby o najbielszym mięszie i najmiększe kawałki mchu, co? Niedoczekania — wysyczała zdecydowanie zbyt wściekłe niż faktycznie od tego wymagała sytuacja. Opluła się przy tym paskudnie. Serce waliło jej w piersi, kiedy próbowała otrzeć mokrą od śliny brodę brudną od piasku łapą.
— Co to za różnica, co? Jeszcze mi powiedz, że powinnam ci przez to oddawać najlepsze piszczki, kraby o najbielszym mięszie i najmiększe kawałki mchu, co? Niedoczekania — wysyczała zdecydowanie zbyt wściekłe niż faktycznie od tego wymagała sytuacja. Opluła się przy tym paskudnie. Serce waliło jej w piersi, kiedy próbowała otrzeć mokrą od śliny brodę brudną od piasku łapą.
<Żarka?>
Wyleczeni: Postrzępiony Mróz, Niebiańska Poświata
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz