Nagle za jego plecami usłyszał głos jednego z Owocniaków. Po głosie był w stanie powiedzieć, że był to kocur. Odwrócił się powoli w kierunku jego nowego rozmówcy. Rzeczywiście był to kocur o dziwnym rozłożeniu bieli i czarnym cętkowanym pręgowaniu.
“Co was tak naprawdę tu sprowadza?” “Co oznaczają wasze długie imiona?” “Jak brzmi twoje imię?” — pytania kocura krążyły w jego głowie. Zmrużył nieprzyjemnie oczy.
Czy ten Owocniak żył pod kamieniem? Wczoraj się dowiedział o ich historii? A może Czereśnia skutecznie zatajał jakieś fakty?
Nie wiedział, czy jego rozmówca rzeczywiście był takim ignorantem, czy tylko starał się go sprowokować. Przeczesał swoją brodę, nie ukrywając poirytowania.
— Myślałem, że rozmowę zaczyna się od przedstawienia siebie. Chyba, że te reguły w Owocowym Lesie nie występują? — mruknął i przyjrzał się pyskowi rozmówcy.
Nie wiedział ile tamten miał księżyców, ale był w stanie stwierdzić, że byli w podobnym wieku. Przez co wątpił w powagę pytań wojownika (przynajmniej taką rangę założył mu Mglisty Sen). Takie pytania mógł mu zadać ciekawski kociak, który urwał się ze żłobka.
— Nazywam się Mglisty Sen. Chociaż moje imię pewnie zostanie zmienione niebawem przez waszego przywódcę — powiedział z nieukrywaną niechęcią. — Jednak zgodziłem się na te warunki, które postawił mi Czereśnia, więc nie powinienem narzekać…
Po minie kocura mógł stwierdzić, że sam nie zrobił na nim dobrego wrażenia. Chyba potraktował go zbyt oschle, jednak, czy powinien się dziwić? Był więźniem i sam uważał, że przeżył bardzo dużo. Nikt nie powinien traktować ich olewczo. Byli przecież już w Owocowym Lesie jakiś czas.
— Nazywam się Guziczek — odezwał się w końcu Owocniak. — Jestem zwiadowcą w tej społeczności i zamierzam troszczyć się o własnych pobratymców, dlatego wolę również samemu sprawdzać koty, które od dłuższego czasu tak się szwędały w okolicach naszego terytorium.
Kilka Świetlików spojrzało w ich stronę z zaciekawieniem. Natomiast on zakrył swoim czarnym futrem resztę izolatki, by Guziczek nie skupił się na pozostałych.
— Nie słyszałem o takiej roli, jak zwiadowca. Czy to znaczy, że jesteś wojownikiem?
— Nie zmieniaj tematu. Mogę ci później powiedzieć — upomniał go.
Mglisty Sen pokręcił nosem, przedłużając ciszę, która zapadła między nimi. Widząc, że Guziczek jest uparty, w końcu miauknął:
— Moje dwuczłonowe imię wynika z tego, że ukończyłem trening na wojownika Klanu Wilka i przeszedłem wszystkie testy, jakie miał dla mnie przyszykowane Nikła Gwiazda. Nic poza tym. Natomiast jeśli chodzi o nasze “szwendanie się” wokół waszych terenów, to staraliśmy się przetrwać na naszą łapę, z dala od krwawych łapsk Klanu Wilka oraz kultu, który i tak by nas zabił, jeśli odkryliby, że nie wierzymy w Mroczną Puszczę. Z czasem koty umarły lub uciekły. Głodowaliśmy. Tyle ci wystarczy, czy już przestaniesz udawać, że jesteś ignorantem?
— Nie jestem ignorantem — odpowiedział z niesmakiem Guziczek.
— Skoro nie jesteś, to nie pytaj się mnie o takie głupie rzeczy, jak jakiś ciekawski kociak — Mglisty Sen naprawdę się starał nie podnieść głosu. — Powinieneś być na bieżąco, to co się dzieje w waszej przynależności. A teraz zostaw nas samych. Już i tak nas pilnują stróże oraz wojownicy. Zajmij się czymś przydatnym — machnął łapą i odwrócił się do niego tyłem, wracając do zacienionej izolatki.
Strażnicy popatrzyli się po sobie, a Guziczek zacisnął szczęki, obrócił się na pięcie i zniknął w legowiskach, których Mglisty Sen jeszcze nie zdążył pozwiedzać.
Ich pierwsze spotkanie może i nie było najprzyjemniejsze, jednak sam nie zamierzał, być miłym dla kogoś, kto podchodził do nich olewczo i z taką podejrzliwością. Może robił się zgorzkniały po śmierci Jarzębinowego Żaru? Zastanowił się nad tym Mglisty Sen. Może i tak było lepiej. Nie powinien być tak ufny i przyjemny dla każdego. Skończyło się bycie wyrozumiałym młodziutkim wojownikiem.
***
Wszedł wraz z Kasztanem i Miodunką do legowiska przywódcy. Poznał już trochę kotów, które ich pilnowało i zaczął pojmować, kogo mógł bezkarnie prosić o różne przysługi. Akurat tymi kotami była ta dwójka. Usiadł grzecznie naprzeciw Czereśni, który z zaciekawieniem popatrzył na niego.
— Co Cię sprowadza do mnie, Mglisty Śnie? — zapytał czekoladowy solid i ułożył się wygodnie na posłaniu.
— Chciałem dopytać ciebie, kiedy Świetliki będą mianowane w waszej społeczności? Czy od razu zostaniemy wojownikami?
— Najpierw musicie przejść trening, więc będziecie zapewne niedługo mianowani na uczniów i zmienię wam imiona na bardziej odpowiadające standardom Owocowego Lasu.
Mglisty Sen wiedział, że Czereśnia nie zmieni do tego czasu zdania na temat zmiany ich imion. Nie byli wyjątkowymi kotami, które mogłyby zasłużyć na dwuczłonowe imiona. Jednak to nie podobało się nadal kocurowi. Nie po to harował jako uczeń i nie po to tyle przeszedł, żeby teraz zabierać mu jeszcze imię, na które tak mocno pracował.
— Chciałbym żeby nasze imiona były, jak najmniej zmienione.
— Pozwól, że twoi pobratymcy sami wybiorą, jak chcą zostać nazwani. Zamierzam z wszystkimi przeprowadzić rozmowę na temat ich imion oraz zasad, których będą musieli tutaj przestrzegać, skoro mają się stać częścią Owocowego Lasu.
— Rozumiem, jednak ja jako ich przywódca przedstawię warunki, jakie nam stawiasz. Nadal te koty należą do Świetlików i czy tego chcesz, czy nie, nigdy nie odnajdą się w waszym systemie. Dlatego ja jestem ci potrzebny, jako most porozumienia. Czy mieliście kiedyś u siebie koty, w których płynie Wilczacka krew? — Czereśnia milczał, co ucieszyło Mglistego Sna w środku. Mógł zostać właśnie kimś ważnym, nie tylko jakimś tam Świetlikiem, który zostałby zmieniony na zwykłego Owocniaka. — Nadal jestem ich przywódcą. Znamy techniki walki i szkolenia Klanu Wilka, jak i nauczyliśmy się polować na innych terenach jako samotnicy. Nie wierzymy w waszą wiarę i jesteśmy tutaj mniejszością. Pozwól, żeby tak zostało, a wtedy Świetliki będą tobie bardziej lojalne.
— Niech będzie — westchnął w końcu Czereśnia. — Widzę, że nie mam zbyt wielkiego wyboru… Natomiast wracając do imion, jakie byś chciał?
— Takie które nawiązywałoby do mojego dotychczasowego imienia, tylko bym nie nazywał się jak moje kocięce imię. Nie jestem już Snem.
— Zatem proponuje Śnienie. Jest podobne.
“Śnienie?” — po jego barkach przeszły ciary. To imię brzmiało zbyt obco, jednak nie chciał już przedłużać tej rozmowy. Zbyt długo przesiedział w tym legowisku, a zapach lidera wyżerał mu nos od środka.
— To imię się nada — mruknął do przywódcy, który skinął zadowolony głową.
***
Pora Zielonych Liści nadeszła, a wraz z nią słońce. Przynajmniej tego dnia kiedy odbył swoją odsiadkę wraz z pozostałymi Świetlikami. Teraz stał właśnie przed topolą, gdzie na jednej z niskich gałęzi siedział Czereśnia. Właśnie nadawali Świetlikom nowe imiona. Oczywiście on był wywołany na środek, jako pierwszy. Czyżby czekoladowy wziął sobie do serca, że on jest liderem Świetlików?
— Mglisty Śnie, od dzisiaj będziesz znany jako Śnienie. Stajesz się właśnie członkiem naszej społeczności i przejdziesz szkolenie, które sam sobie wybierzesz. Jednak najpierw nauczysz się o rolach, jakie są w naszym klanie — głos Czereśni był oficjalny i dźwięczny. Kocur pewnie chciał przekonać pobratymców do swojej decyzji o zwerbowaniu ich w szeregi Owocowego Lasu.
Skinął krótko głową i znajomy mu wcześniej zwiadowca zaprowadził go do legowiska uczniów, gdzie miał znaleźć własne posłanie.
— Guziczku, teraz możesz mi powiedzieć, na czym polega wasza rola. Przyda mi się zaznajomienie chociaż trochę z waszą tradycją, skoro mam tutaj zostać.
< Guziczku, może wytłumaczysz starszemu, co i jak? 🎓💡 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz