BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdka w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 24 maja, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

24 maja 2026

Od Księżycowej Łapy do Cętkowanej Łapy

Zgromadzenie

Księżycowa Łapa siedział na uboczu, rozglądając się w poszukiwaniu Zalotnej Gwiazdy. Mieli dziś wyruszyć na zgromadzenie, a zdążył już nawet w tym czasie porządnie wymyć swoje futerko. Widząc swoją mamę, podbiegł do niej.
— Jaskółcze Ziele! Jak się czujesz? Nie będzie cię na zgromadzeniu, prawda mamo? — miauknął, a jego matka nie wyglądała na szczególnie zadowoloną jego obecnością.
— Nie — odparła krótko, brzmiąc nieco oschle.
Zapewne nie chciała być taka dla swojego jedynego syna, ale musiał wyrosnąć na silnego wojownika…nie na maminsynka. Księżycowa Łapa stał jeszcze przez chwilę zbity z tropu, ale ostatecznie usunął się w cień, krzywiąc pyszczek. Ostatnio nasilało się w nim pewne uczucie bezradności. Nieważne jak bardzo miłym starał się być, Klan Wilka nadal zdawał się go nienawidzić. Gdy stał się uczniem, do tego grona zaczęła nawet należeć jego matka.
”Czy powinienem był sobie zasłużyć w jakiś sposób na jej miłość? A może ma mnie już dość, bo za bardzo naciskałem?” myślał kocur, ponownie patrząc po zbierających się już klanowiczach. Sam również wrócił na swoje miejsce, doglądając przywódczyni, która wkrótce wyłoniła się ze swojego legowiska. Nieco przerażała go jej aparycja, ale było w niej również coś znajomego. Wyszedł z obozu wraz z grupą, lecz trzymał się raczej na uboczu, nie zwracając zbytnio uwagi na swoich towarzyszy. Gdy dotarli w końcu na Bursztynową Wyspę, od razu zaczął szukać kogoś do rozmowy. Pełen podekscytowania wędrował pomiędzy zgromadzonymi, szukając interesujących osobników. Widząc rudego kocura, uniósł lekko brwi i podszedł, radośnie machając ogonem. Niemal od razu rozpoznał w nim swojego towarzysza z legowiska.
— Tęgosz! Więc zabrali cię na zgromadzenie. Cześć — przywitał się, zastanawiając się, czy była to ich pierwsza rozmowa. — Mogę Ci tak mówić, prawda? Hmm... Księżycek! Księżycowa Łapa! — przypomniał.
Rozpoznawał kocura przede wszystkim dlatego, że jego legowisko nie było wcale tak daleko od należącego do cętkowanego. Zdawało mu się nawet, że kojarzył jego ojca, choć wcale nie wyglądali na jakoś szczególnie spokrewnionych.
— Nie mam problemu do tego, Księżycowa Łapo. Jakoś dużo tu tych lisich łajn co mają ego wyżej niż zad. Dobrze, że u nas takie coś się nie rozprzestrzeniło — spojrzał na koty wokół spojrzeniem bez emocji, a następnie zlustrował wzrokiem samego Księżycka. Białemu od razu przestało się podobać towarzystwo rudzielca. Zmarszczył brwi w niezadowoleniu.
— Jak ty się wyrażasz na temat innych. Strasznie niemiło! — miauknął. — I po co te wulgaryzmy? — zapytał, liżąc się po łapce. — Możesz nie lubić innych, ale trochę szacunku... Lisie łajna? — skrzywił pyszczek. — Sam się zachowujesz w...ten sposób — mruknął nieco ciszej, wyraźnie rozeźlony.
— I co z tego? Co mnie oni obchodzą? Chyba twój klan powinien bardziej cię interesować niż obce koty z innego klanu — mruknął, brzmiąc na dosyć naburmuszonego.
— Powinni mnie obchodzić wszyscy. Jeśli masz do tego jakiś problem, to tego nie komentuj! — oburzył się.
— A ty myślisz, że mamy wszyscy się kochać? Jedyny klan, który możemy szanować na ten moment to Klan Nocy, mamy z nimi sojusz, więc to jest uzasadnione. Reszta jest dla nas neutralna. Księżycku uwierz mi, że po zgromadzeniu nikt nie będzie pozytywnie o nas myślał. To nie jest rzeczywistość, gdzie wszyscy się kochamy i trzymamy się za łapki jak w żłobku! To twarde pilnowanie swoich spraw i żeby klany nie były słabe. Zwłaszcza naszego — spojrzał na niego jakby niechętnie. — Jako kot, który wyznaje naszych walecznych przodków powinieneś to wiedzieć, nie sądzisz? — zapytał, unosząc jedną brew.
— Żaden z klanów nie jest słaby! — miauknął, chociaż w tej chwili nie wyglądał na szczególnie przekonanego.
Od dziecka wpajano mu dziwne wartości, a on miał je w czterech literach. Czemu miałoby go to teraz obchodzić? Może dlatego, że teraz mówił mu to rówieśnik, a nie babcia Borsucza Puszcza, której teraz nawet przy nim nie było? A może z jeszcze innego powodu? Pozostawało mu tylko nad tym rozmyślać.
— Powinni cię obchodzić? Czy zatem możesz się nazywać lojalnym wobec naszego klanu, skoro cię obchodzą wszyscy? Kiedyś będziesz musiał wybrać między swoim klanem a tymi "wszystkimi". Nie mówiąc, że nie ma wiecznie pokoju, kiedyś możemy wpaść w konflikt z nieprzyjaciółmi i wtedy będziesz musiał pomyśleć drugi raz, nad tym, co powiedziałeś i przemyśleć czy na pewno będzie warto przejmować się tymi kotami, co nie trzeba. Kot, który chce stawać za każdym, prędzej czy później traci równowagę i upada z niczym, bo najbardziej stabilnie stoi się na czterech łapach, a nie po jednej łapie na każdej z klanów, nie mówiąc już o owocowym lesie i samotnikach, którzy ciebie też jakoś obchodzą! — spojrzał na niego z pogardą, najwyraźniej zastanawiając się, czy takie słowa mogły w ogóle paść od kota starszego od niego, który powinien być bardziej doświadczony.
— Jestem lojalny, ale jaki sens ma obrażanie innych bez powodu? — zapytał, a przed oczami mignął mu obraz dwójki kłócących się uczniów. Gdzieś bokiem przeszedł mi przed oczami obraz jakiegoś klifiaka i…wilczaczki. Dosyć szybko rozpoznał w niej nikogo innego jak problematyczną Białą Łapę. To zdecydowanie nie był pierwszy raz, gdy kotka sprawiała problemy, jednak nie spodziewała się, że dojdzie do bitwy między nią a innym kotem podczas zgromadzenia. Zmrużył lekko oczy zirytowany.
— Niektórzy na to akurat może zasługują... — mruknął cichutko. — Ale chodzi o to, że nie można wszystkimi gardzić, jeśli nic ci nie zrobili. Możesz nazywać ich, jak chcesz, ale dopiero, gdy będziesz wiedzieć, że zabrali ci zwierzynę, czy kogoś zaatakowali. No i oczywiście było to po twoich narodzinach — prychnął. — Nie nazywaj mnie nielojalnym. Po prostu powinno się mieć szacunek do innych. I to wszystko — dodał.
Cętkowana Łapa wyglądał na nieco zmęczonego tą rozmową, co Księżycek niemal zrozumiał jako walkower. Jak się jednak można było spodziewać, Tęgosz nie zamierzał w żadnym przypadku się poddać.
— Mam solidne powody, a najlepsze powinieneś sam wiedzieć, czemu tak ich traktuję, a nie inaczej. To matka Ci nie mówiła lub ktoś inny? — burknął niezadowolony, spoglądając na Białą Łapę.
Starszy prychnął cicho niezadowolony. Coraz bardziej nie podobała mu się ta rozmowa i coraz bardziej zdawała się mieć ona rzuty na jego światopogląd.
— Mówiła. Borsucza Puszcza również. Chociaż wtedy nie słuchałem — odparł zgodnie z prawdą, krzywiąc pyszczek.
— Mój drogi Księżycku, ty chyba czegoś nie rozumiesz. Szacunek, który musisz okazywać, należy się jedynie wyższym rangom w twoim klanie, jak i mieszkańcom i też Tobie za to, że w nim żyjesz, nie jakimś losowym kotom, które zapewne mają cię gdzieś, bo jesteś z innego klanu. Takie podejście do innych jest zgubne, ktoś mógłby cię wykorzystać do niewłaściwych celów za twoją naiwność, będącą większą niż tłum zebrany na tym zgromadzeniu, a chyba byś tego nie chciał co nie? — spojrzał na niego, muskając go ogonem po policzku.
— Nie chciałbym — odparł po chwili, najwyraźniej lekko ulegając słowom kocura.
Czując ogon na swoim policzku, otworzył odrobinę szerzej oczy i odsunął głowę.
Zaczął się zastanawiać, dlaczego w ogóle nadal tutaj jest i dlaczego kontynuuje tę rozmowę z półgłówkiem. Wysłuchał go jednak, zastanawiając się nad jego słowami.
— Nie jestem naiwny... — miauknął, choć nie brzmiał na szczególnie przekonanego.
Wmawiał sobie dalej, że nie jest, choć wierzył w to, że potwory zjedzą mu ogon, jak będzie spał, oczywiście, że nie był naiwny. Wcale. Ani odrobinkę.
— Oczywiście nie mówię tego jako obrazę, żebyś nie brał tego dosłownie. Jesteśmy towarzyszami z jednego klanu i nie chcę, by kiedyś stało się tobie coś poważnego przez poglądy, które cię tylko krzywdzą, czynią cię słabszym. Mówię to jako dobry kolega, który chce, żebyś był kimś silnym i docenionym w klanie, bo na razie niestety mówią o tobie w naszym klanie źle. Wierz mi, nie chcę więcej słyszeć o tym, jak nieprzyjemnie gdzieś szepczą w kącie na twój temat — miauknął, lecz niebieskooki nie był w stanie stwierdzić, czy kocur po prostu się z niego naśmiewał, czy może faktycznie był szczery.
— Chyba nie powinno cię obchodzić to, co o mnie mówią. To raczej moja sprawa. Może wolałbym być silnym wojownikiem, ale mogę najwyżej...znosić tę obrazę — dodał dosyć cicho, zastanawiając się nad własnym pochodzeniem.
Może nie braliby go tak pod uwagę, gdyby nie był synem Jaskółczego Ziela? I o co wszystkim chodzi z tym że był słaby? Co to w ogóle za banialuki? Może nie był najlepszym ogniwem Klanu Wilka, ale co to ich obchodziło?
— Możesz ją znosić, to nie trudne, ale co z nią zrobisz? Niestety nad twoją rodziną wisi złe widmo, nie mówiąc o tym, że partner i syn twojej cioci, Iskrzącej Nadziei to uciekinierzy, znienawidzeni przez cały nasz klan zdrajcy. Zdradzę ci coś. Moja babcia nienawidzi zdrajców lub kotów z nimi związanych — uśmiechnął się w grymasie. Widząc, jak Księżycowa Łapa odchodził, przybliżał się bardziej. Białas chciał się odsunąć, jednak ostatecznie również się poddał, widząc, że kocur nie chciał dać mu spokoju. Wysłuchał więc jego słów, usiłując uciszyć kołatanie nieco wystraszonego serca.
— Co ma moja rodzina do tego, jaki jeste... — zaczął, ale nagle ucichł.
Nie. Nie był lepszy od nich. Być może był nawet gorszy. Położył uszy lekko po sobie.
— Nie jestem zdrajcą. Nienawidzę ich. A moje powiązania z nimi nic nie znaczą — odparł cicho, niezbyt pewnie. — Ciocia Iskierka również nic nie zawiniła — miauknął.
— Jako jednak, że jestem twoim dobrym współklanowiczem, to powiem ci jak się tego wyzbyć. Wystarczy, że musisz ciężko pracować dla klanu i naszych mrocznych przodków, a wtedy Zalotna Gwiazda a z nią cały klan będzie uważał cię za przyszłego dobrego wojownika tego klanu — stwierdził.
— Czyli... Mam się starać. Bardziej się starać? — zapytał niepewnie, odwracając swój wzrok.
— Co ty na to, żeby w przyszłości spotkać się na jakimś grupowym treningu? Ja, ty i Seradelkowa Łapa z naszymi mentorami. Myślę, że Zalotna Gwiazda nam na to pozwoli! Powinniśmy w grupie stawać się silniejsi, zwłaszcza ty u mojego boku. Nie zamierzam sobie wyobrażać, że mój kolega miałby być samotny z powodu wrednych kotów — rzucił, brzmiąc, jakby szukał słabego punktu białego.
Słysząc sugestię kocura, długowłosy lekko uniósł ogonek, a oczy wydawały się błysnąć radośnie. Nie podobały mu się słowa, które wcześniej wypowiadał, jednak mógł mieć towarzystwo. I to właśnie to liczyło się dla niego teraz najbardziej.
— Ja... Ja bardzo chętnie! — odparł, uśmiechając się, ale zaraz jakby spoważniał.
Najwyraźniej chciał zostać dobrym materiałem na tego "kolegę". Dlatego też przez moment schował pod ziemią całą swoją nieokiełznaną radość.
— W końcu miło słyszeć, że w czymś się zgadzamy! — ciepłe słowa wydobyły się z jego pyska, będąc kojące dla ucha. Był pewny, że indoktrynacja Księżycowej Łapy będzie prosta jak złapanie ptaka ze złamanymi skrzydłami. Biały nie zamierzał jednak dać się aż tak łatwo. W końcu zawsze był dobry w przytakiwanie i zapominaniu o czymś, co ktoś mówił dwa bicia serca temu.
— Wiedziałem, że można na ciebie liczyć. Oby nienawiść do tych, którzy skrzywdzili twoją rodzinę, została jak najdłużej, żebyś mógł pokazać innym, że się mylą i może mnie, Księżycku? — mruknął, lecz brzmiało to bardziej na pytanie retoryczne niż takie, na które było warto faktycznie odpowiadać.
Księżycek sapnął cicho niezadowolony, przewracając wielkimi oczami. Machnął głową, niby całkowicie przypadkiem trafiając rudzielca w pyszczek jednym z pędzelków, ten jednak tylko się uśmiechnął. Tajna broń jak zwykle (nie) działała.
— Wydaje mi się, że trochę za dużo sobie pozwalasz. Mogę być "lepszy", ale nie do końca obchodzi mnie opinia innych. Raczej... Brakuje mi innych. Błędne koło — miauknął.
Pomyślał chwilę nad słowami kocura, ostatecznie zastanawiając się nad tym, czy powinien puścić to wszystko mimo uszu. Najwyraźniej tak, jednak czy to zrobi? Może nie.
— To nie błędne koło, jeśli ci brakuje innych, to stając się kimś silniejszym i bardziej pracowitych uzyskasz więcej kotów jako towarzyszy. Tak to działa w naszym klanie, wolimy towarzystwo tych, którzy pracują ciężkim kosztem na nasz klan, takie jednostki przyciągają nas. Nie ci, co są słabi i którzy nas hańbią, takim przykładem jest Biała Łapa, która nie umie się zachować aktualnie na zgromadzeniu. — odparł.
Wysłuchał każde ze słów kocura, rozmyślając nad nimi. Czy mógł już uznać go za swojego kumpla? To raczej to chodziło mu w tej chwili po głowie. Nie, żeby narzekał i tak już zdążył zapomnieć morału połowy ich wcześniejszej konwersacji, do czego wolał się nie przyznawać.
— Biała Łapa nie wygląda mi na słabą! — napomknął, liżąc się po piersi. — Ale za to na...niezbyt inteligentną — szepnął. — Chyba wychodzi na jedno i to samo — podsumował, przyglądając się własnym łapom.
Nagle poczuł się nieco zdenerwowany. To, co mówił, nie przypominało czegoś, co powiedziałby Księżycowa Łapa.
— Miałem bardziej na myśli, że nas hańbi, bo dosłownie zaatakowała jakiegoś ucznia, a przez to pokazała nas jako dzikusów. To, co jednak mówisz o niej, też jest trafne. — odparł, wygląda na całkiem ucieszonego takim rozumowaniem starszego od siebie ucznia.
— Czy Seradelkowa Łapa nie będzie miała nic przeciwko mojemu towarzystwu? Wydajecie się bliscy sobie — zapytał.
Czasem w końcu przyjaciele potrafią być o siebie zazdrośni.
— Seradelkowa Łapa chętnie przyjmie twoje towarzystwo. Co do naszej bliskości to gadamy ze sobą, bo zwykle mamy razem treningi za sprawą mojej babci, także rozmawiamy w tematach związanych z naszym szkoleniem i tym, co będziemy robić w następnych treningach. To nić personalnego, bardziej coś służbowego. — Mówił tu szczerze, na razie oprócz wspólnego celu stawania się silnym nie mieli jakoś bliskiej relacji, była ona na razie taka neutralna, ale nie zła. Bardziej z goryczką zazdrości i jego pamiętliwości jak kotka go pokonała w pierwszej walce.
— Rozumiem. Wyglądacie raczej na przyjaciół, ale co ja tam wiem — uśmiechnął się, starając się kryć podekscytowanie.
Mimo wszystko lubił poznawać nowe towarzystwo.
— Jak chcesz, mogę cię z nią zapoznać, może jest wredna z charakteru czasem ale to jej charakter. Tak rozmawiając o naszych wielkich przodkach i o byciu ambitnym wojownikiem to może się tobą zainteresuje. Kiwnął głową lekko, odrobinę odbierając jego słowa jako komplement, do czego wolał się nie przyznawać, jednak lekko zaczerwienione poliki mówiły same za siebie. Jak zwykle był zbyt łatwy do odczytania. Słysząc propozycję kocura, pokiwał głową ochoczo rozweselony.
— Chętnie ją poznam! Lubię poznawać nowe koty! — miauknął. — I ciebie bliżej także. Najchętniej poznałabym każdego ucznia i wojownika w swoim wieku w Klanie Wilka... Tylko że za mną nie przepadają — mruknął.
— Nie martw się, dla mnie jesteś kimś równym, z kim mogę rozmawiać — miauknął, nadal próbując przekonać towarzysza do swoich poglądów.
Niebieskooki cieszył się na słowa kocura, zupełnie nie wyczuwając w nich żadnego podstępu.
— Jeśli chodzi o sytuację w Klanie Wilka, mamy się całkiem dobrze. Nie brakuje nam ani zwierzyny, ani ziół — zaczęła Zalotna Gwiazda, wypinając dumnie pierś. — Nie straciliśmy żadnego wojownika, a wręcz przeciwnie, jednego zyskaliśmy. Nazywa się Zwęglona Kukułka i jest dziś z nami na zgromadzeniu. W szeregi uczniów wstąpiło też kilka kotów: Miodowa Łapa, Cętkowana Łapa, Seradelowa Łapa i Biała Łapa… choć ta ostatnia raczej nie zagrzeje zbyt długo swojego nowego miejsca — prychnęła, rzucając biało-liliowej uczennicy gniewne spojrzenie. Księżycek uniósł lekko brwi zaintrygowany.
— Widzisz, nawet Zalotna Gwiazda nie postrzega tego liliowo białego bachora pozytywnie — skomentował zielonooki.
Długowłosy podniósł uszy, wysłuchując słów Zalotnej Gwiazdy. Brzmiała na niezbyt szczęśliwą. Na taką też nigdy nie wyglądała. Wydawała się prawie tak przerażająca, jak babcia Borsucza Puszcza, jednak dawało mu to swego rodzaju komfort, nawet mógłby powiedzieć, że brakowało mu tego towarzystwa. Z rozmyślań wyrwały go słowa rudego.
— Zdziwiłbym się, gdyby postrzegała go pozytywnie — parsknął z uśmiechem na pysku.
Reszta zgromadzenia była raczej cicha. Koty zdawały się powoli zmęczone zgromadzeniem, a gdy każdy z liderów ogłosił już swoje przemówienie, zaczęła panować wszechstronna nuda. Nic tylko zabierać całą bandę z powrotem do obozu. Przeszli jeszcze przez fragment Klanu Klifu i prędko wrócili do domu, aby wykorzystać pozostałe im jeszcze kilka godzin błogiego snu. Księżycowa Łapa długo jeszcze nie mógł zmrużyć swoich wielkich oczu. Rozmyślał nad rozmową, którą przebył z młodszym uczniem, zastanawiając się przede wszystkim, czy powinien w ogóle pozwolić na to, aby jego słowa miały na niego jakikolwiek wpływ. Z tą jednak myślą udało mu się zasnąć, chwilę przed tym, jak na niebie zawitał świt.

***

Księżycową Łapę obudziły lekkie szturchnięcia w bok. Odwrócił się, spoglądając na swojego kata zirytowany. Zmrużył oczy, rozpoznając w swoim towarzyszu Cętkowaną Łapę. Mruknął cicho niezadowolony, przewracając oczami i odwrócił się z powrotem na drugi bok. Prychnął jeszcze cicho pod nosem i zwinął się w kłębek, oczywiście chowając puchaty ogonek pod sobą.
— Wstawaj Księżyc. Pora na ciebie. Kocimiętkowy Wir cię szuka — miauknął kocur, ponownie szturchając kolegę z legowiska.
— Spadaj na drzewo zbierać kasztany — burknął, zakrywając pyszczek jednym z pędzelków.
— Chodź, zanim Zalotna Gwiazda porządnie się zdenerwuje — prychnął cętkowany, ciągnąc kocura za drugi pędzelek.
Budzenie białego w końcu się udało, z marnym jednak skutkiem. Cętkowanemu znowu oberwało się pędzelkiem.
— Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś irytujący jak pchła na ogonie? — zapytał, mrużąc niebieskie oczka.
— Jestem prawie pewny, że jesteś pierwszy — uśmiechnął się kąśliwie.
Wyszli razem z legowiska uczniów, szukając swoich mentorów, a także Seradelkowej Łapy oraz jej mentorki Zalotnej Gwiazdy.
— Gdy mówiłeś o przyszłości, nie myślałem raczej o… Tak bliskiej przyszłości — prychnął biały kocur, stając obok rudej Kocimiętki.
Rzucił okiem na resztę towarzystwa, zatrzymując swój wzrok na Zalotnej Gwieździe i Cętkowanej Łapie.
“Czy oni w ogóle są spokrewnieni?” pomyślał, ale zaraz pomachał głową, nieomal przez przypadek trafiając swoją mentorkę pędzelkiem prosto w pyszczek.

<Cętkowana Łapo?>

[2741 słów]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz