No właśnie.
Pożegnałem się z Kurką i skierowałem się w stronę legowiska uczniów. Wtem zatrzymał mnie czyjś znajomy, słodki głosik. Spojrzałem w dół. O. To Łza.
***
Zmarszczyłem brwi.
Zamrugałem.
Wyplułem wróbelka na ziemię, tuż obok Łzy, która skrzywiła się wyraźnie i odsunęła pół kroczku.
– Um. Nie rozumiem – spytałem, gwałtownie kręcąc na boki głową. – To znaczy wróbel dobry czy wróbel niedobry? Twoja wypowiedź jest… uh… co najmniej wieloznaczna.
Zgubiłem się. Zawsze się gubię, kiedy koty mówią coś wieloznacznego. Łza jest małym kociaczkiem. Kociaczki kocham. Szkoda tylko, że wychodzi na to, że tak samo jak dorosłe koty, kociaki mówią w ten specyficzny sposób, który mnie dezorientuje. Ale nie szkodzi, nie szkodzi. Kociaczkom wybaczę.
Mała westchnęła głośno, przewracając oczkami. Uniosła lekko brwi, patrząc na mnie z profilu.
– No dobrze, dobrze, już wyjaśniam. Nie mówiłam poważnie, że jest dobry. Myślałam, że każdy powinien się domyślić… Ale jak widać, ty nie. Jeśli chcesz, Borowiku, mogę mówić do ciebie… prostszym językiem - wyjaśniła spokojnie, uśmiechając się do mnie tak, jak Gąska się uśmiechała, gdy za kociaka wbiegłem głową w głaz. To znaczy tak miło. Miło, tak. Lubię, jak się ktoś do mnie miło uśmiecha. Na szczęście koty robią to często.
– Oh… Tak, tak, w sumie możesz – otworzyłem szerzej oczy ze zdziwieniem i z lekką ulgą. – Bardzo miło z twojej strony. Dobrze rozmawia się z kimś, kto mówi tak o, a nie tak… no. Wszyscy coś mieszają… niepotrzebnie… Dzięki, Łzo. Że ty pomyślałaś. Że nie mieszasz. Miły z ciebie kociaczek.
Otrzepałem uszy.
Przez pyszczek małej koteczki przeszło coś w rodzaju lekkiego zakłopotania i dezorientacji, ale zniknęło niemal od razu zastąpione czymś na kształt radości.
– Oh… Tak, tak, wiem, Borowiku! Nie martw się, nie każdy jest stworzony do… powiedzmy, umysłowych rzeczy. Gdybyś kiedykolwiek potrzebował pomocy w bardziej skomplikowanych zadaniach, to zawsze jestem tu dla ciebie! – odparła piskliwie, ale niewątpliwie ciepło, unosząc lekko główkę.
Przypadłem do ziemi i położyłem pysk na piasku, świdrując wzrokiem Łzę.
– Hm. Słodkie, słodkie – mruknąłem. – No. A chcesz wróbla? Mówisz, że jest malutki. Idealny na przekąskę. Ja miałem go zjeść. Ale ty taka miła dla mnie. I malutka. Za malutka. Znaczy, musisz jeść. Jeść więcej wróbla.
Łza jest naprawdę malutka. Za malutka jak na kota. Chociaż równie dobrze może być to po prostu cecha kociaków. Ale co ja tam wiem.
Popchnąłem nosem wyplutego wróbelka w jej stronę. Milutkie te kociaczki.
<Łzo?>
[487 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz