Jakiś czas temu
Mordor jak co dzień leżała w żłobku, na własnym mini legowisku z “kradzionego” mchu obok swojej mamy. Było dosyć ciepło, zbliżała się w końcu nieubłaganie Pora Zielonych Liści. Szylkretka coraz bardziej oddalała się od innych legowisk, żeby nie musieć znosić ich gorąca. Nadstawiła lekko uszu, słysząc szelest liści. Ktoś właśnie wszedł do złobka. Przytuptała swoje legowisko, nie chcąc, aby ktoś je jej odebrał. Ostatnim razem udało się jej tego uniknąć, gdy to wdała się w sprzeczkę z jednym uczniem. W końcu sama je zbudowała! Co prawda z kradzionego mchu, jednak było jej własne. Widząc burego kocurka zjeżyła futerko.
“Nie tym razem!” pomyślała, chcąc bronić swojego mchu za wszelką cenę. Gdy, jak się okazało, uczeń podszedł do kotki, leżącej na swoim posłaniu, ta posłała mu niezadowolone spojrzenie.
— Nu! Moje!! — miauknęła, pacając łapka w ziemię przed kocurem. — Nie oddam! — zmrużyła oczka, a uczeń spojrzał na nią pytająco.
— Ale… — zawiesił się na moment. — Muszę je wziąć. Wymienić na czyste — stwierdził, zapewne nie wiedząc o co może chodzić małej kotce.
— Siama to zlobię! Siama!! — pisnęła niezadowolona, wyrywając fragment świeżrgo mchu, który akurat przyniósł kocur.
Nie spodziewała się jednak, że to sprawi, że mech będzie rozniesiony…po całym żłobku. Położyła uszy po sobie, patrząc na ucznia, tak jakby zastanawiała się czy jest zły. Nie wyglądał jednak na takiego. Zaczął spokojnie zbierać świeży mech. Mordor westchnęła, ale ostatecznie pomogła kocurowi.
— Moldol! Jeśtem Moldol! — miauknęła za chwilę w stronę ucznia.
— Moldol? Dziwne imię. Jestem Borowik — mruknął cicho.
— Nie! Mmmmoldol! — zawyła zdenerwowana i podrapała podłoże drobnymi pazurkami. — Llllllrlllr!!! — miauknęła niezadowolona.
— Mordo? — zapytał, a szylkretka wyglądała jakby próbowała sobie przypomnieć jak brzmi jej imię.
Pokręciła zaraz głową na nie. Zaczęła szukać czegoś po żłobku, aż w końcu przywlokła ze sobą dwa patyczki.
— Dwa! — miauknęła, dumna z siebie.
Naprawdę wierzyła, że w ten sposób zdoła się porządnie przedstawić uczniowi.
— Co dwa? — zapytał kocur, ale po chwili go oświeciło. — Aach! Mordor, tak? — uśmiechnął się lekko, jednak trochę nieśmiało.
Kotka kiwnęła ochoczo głową, zbierając ostatecznie kawałki mchu.
— Nauc! Legowiska! Jak! — miauknęła, machając ogonkiem na boki podekscytowana.
<Bolowiku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz