Rano
Koteczka tego dnia udała się ze swoim mentorem na plażę. Na dziś Promieniste Słońce przewidział naukę otwierania krabów. Nietoperza Łapa nie mogła się tego doczekać. W końcu mogła poznać coś nowego. Słyszała, jak starsze koty o tym opowiadały, ale do tej pory jeszcze nie ćwiczyła. Najwidoczniej nadszedł ten moment. Usiadła obok mentora.
— Jak to w ogóle możliwe, by móc wydostać kraba z jego skorupy? Przecież ona jest twarda jak kamień — odezwała się Psotka. Mentor kotki uśmiechnął się. Wyglądał tak, jakby sobie coś przypomniał.
— Wiesz Nietoperza Łapo? Krab nie jest takim trudnym przeciwnikiem, jak ci się zdaje. Trzeba po prostu wiedzieć gdzie uderzyć. Nigdy nie zaczynaj od szczypiec, bo wtedy może być to niebezpieczne — poinformował kocicę. Ciemna klifiaczka skinęła leciutko łebkiem. Po czym owinęła łapy ogonem. Cały czas jej niebieskie oczka spoczywały na pysku starszego.
— Najpierw trzeba odwrócić kraba, a następnie odnaleźć miękki brzuch tego stworka. Na sam koniec uderzyć nim o skałę i wydobyć ze skorupy — dokończył swoją wypowiedź. Psotka zamrugała, wciąż nie rozumiejąc, jak miała złapać owe zwierzę? Przecież ono cały czas się ruszało!
— Przecież on ciągle ucieka — mruknęła wyraźnie zniechęcona. To brzmiało tak niedorzecznie, jak te wszystkie opowieści o drzewach, którymi uraczyła ją Pchełka, gdy Psotka była jeszcze kociątkiem.
— Nietoperza Łapo, ty nie masz go łapać. Do tego zadania trzeba cierpliwości. Musisz odczekać, aż skorupiak uniesie szczypce. Kiedy to zrobi, doskocz do niego i pacnij go przy ostatniej nodze — to mówiąc, jasny wykonał ruch, a krab w kilka chwil leżał już na grzbiecie.
— Teraz podnieś go zębami za bok skorupy i z całych swoich sił uderz nim w skałę — instruował ją dalej. Psotka kiwnęła łebkiem. Chwyciła skorupiaka i uderzyła nim tak, jak jej kazał mentor. Skorupka pękła za drugim razem, tym samym pozbywając się kraba bezpieczeństwa.
— Bardzo dobrze. Teraz uważając, usuń odłamki pazurem — mówił dalej. Nietoperza Łapa podążyła za jego instrukcjami.
— I gotowe, teraz można zjeść kraba bez żadnych obaw. Dobrze sobie poradziłaś — pochwalił młodszą, na co ślepia Psotki zalśniły.
— Dziękuję! — wymruczała koteczka. Poćwiczyli to jeszcze trzy razy, nim wrócili do obozu.
Wieczorem
Czarna uczennica właśnie odpoczywała na uboczu, obserwując życie w obozie. Koty wchodziły i wychodziły. Niektóre rozmawiały ze sobą, a inne podobnie jak Psotka, siedziały same. Tego wieczoru Nietoperza Łapa chciała pobyć w samotności. Czasem nawet ktoś tak energiczny, jak ona potrzebował spokoju. Przymknęła ślipka na moment, ale zaraz po tym poczuła szturchnięcie.
— Huh? — mruknęła, uchylając powieki. Przeniosła wzrok na starszego kocura, którego od razu rozpoznała. Wszak nie dało się go nie znać. W końcu niedawno wrócił wraz z bratem i Bukową Łapą do klanu Klifu. Jak mu było? Lekkomyślna Łapa?
— Jak chodzisz — mruknęła niezbyt zachwycona z tego, co się właśnie wydarzyło. Westchnęła cicho, a następnie usiadła. Wbiła wzrok w kocura.
— Właśnie odpoczywałam i spędzałam czas ze swoimi myślami, a tym mi w tym przeszkodziłeś — dodała i pokręciła lekko łebkiem.
— Cóż za brak wychowania — dorzuciła i wyszczerzyła delikatnie ząbki. Oczywiście nie była jakoś bardzo obrażona, ale przecież mogła sobie trochę pożartować z kocura, który wyglądał, jakby zobaczył coś strasznego prawda?
<Lekkomyślna Łapo?>
[495 słowa + otwieranie krabów]
[przyznano 10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz