Ten dzień miał niczym nie różnić się od poprzednich. Tylko kolejny nudny dzień wyznaczania patroli albo nadzorowania treningów. Bardzo też się zdziwiła, gdy została wezwana do Spienionej Gwiazdy. Co jeszcze dziwniejsze była tam również jej siostra. Weszła do legowiska przywódczyni i skłoniła głowę. Usiadła obok Algowej Strugi z zamiarem usłyszenia, o co tym razem chodzi ich ciotce. Miała tylko nadzieję, że tym razem nie chodzi o budowanie czegoś. Z tym ile ich klan ostatnio zajmował się tym, mogliby równie dobrze być Klanem Bobra.— Mandarynkowe Pióro, Algowa Strugo, mam wam bardzo ważną rzecz do powiedzenia. Mianowicie zamierzam odejść na emeryturę.
Obie kotki spojrzały zdziwione na kremową, po czym przeniosły wzrok na siebie.
— Czyli co teraz? Nie możemy prowadzić klanu we dwie — miauknęła Algowa Struga.
— Nie mogę wybierać pomiędzy wami. Obie byłyście znakomitymi zastępczyniami. Pozostawię to klanowi.
Mandarynka była jeszcze bardziej zdezorientowana.
— To zadanie przywódcy, by wybierał zastępców! — zaprotestowała. Nie byli jakimiś samotnikami. Nie mogli powierzyć pospólstwu aż takiego wyboru.
— To klanowiczom będziecie przewodzić, więc to oni powinni wybrać, którą z was wolą na przywódczynię. Przecież gdybym zmarła i tak pewnie musiałoby się tak stać. Podjęłam taką decyzję i tak się stanie. Ogłoszę to później tego dnia. Możecie już iść.
Obie kotki wyszły z legowiska Spienionej Gwiazdy. Srebrna była spięta. Czyli możliwe było, że cała jej życiowa praca pójdzie na marne. Ich ciotka postanowiła umywać od tego łapy, stawiając w ciemno na wybór ogółu. Co się teraz stanie z jej przyszłością?
***
Do czasu ogłoszenia zdążyła jeszcze ładniej się przyszykować i uspokoić się. Teraz już w ogóle się nie bała. Dlatego, gdy razem z ciotką wskakiwała na gałęzie starego sumaka, była pewna, że przedstawienie czas zacząć. Tylko tym razem nie mogła się potknąć ani razu.
— Niech wszystkie koty zdolne samodzielnie polować, zbiorą się pod starym sumakiem! — Rozbrzmiał ochrypły głos. Gdy arenę zapełniła ciemna, kocia masa, liderka kontynuowała. — Jak każde z was wie, mój czas zbliża się ku końcowi. Nie jestem już tak sprawna, jak kiedyś, a co za tym idzie — nie w stanie prowadzić Klanu Nocy równie dobrze, jak robiłam to od śmierci Sroczej Gwiazdy — mówiła, po czym wzięła większy oddech. — Podjęłam więc decyzję o przekazaniu władzy. Chcę jednak, byście to wy, wojownicy, dokonali wyboru, kto stanie na czele waszego klanu. Przez wiele ostatnich księżyców mogliście na własne oczy obserwować zachowania obu naszych zastępczyń, a dziś nadszedł czas, by podjąć tę najważniejszą decyzję. Niech koty staną po stronach tej z kotek, którą wasze serca wybierają na nową przywódczynię Klanu Nocy. Mandarynkowe Pióro wyglądała pewnie. Była przekonana, że to ona będzie wyborem większości. Stała tam jednak tylko uśmiechając się. Nie była ani trochę zdziwiona wyborem Dryfującej Bulwy. Domyślała się, że cała rodzina Baśniowej Stokrotki będzie przeciwko niej. Może poza Trzcinowym Szmerem. Była przygotowana, więc uśmiech nie znikał z jej pyska. „Niech wygra najlepsza” pomyślała, rzucając siostrze rywalskie spojrzenie. Nie było wredne. Bardziej, jak do najlepszej przyjaciółki, z którą zawsze się ścigała. Klan Nocy wybierze tego, kogo woli. A ona wiedziała, że wolą ją. W końcu kto by jej nie wolał? Jako pierwsza do grona jej popleczników dołączyła Trzcinowy Szmer. Skinęła jej powoli głową. Po chwili jednak zauważyła Czyhającą Murenę. Czemu stała? Wiedziała, że Algowa Struga była jej mentorką, ale zawsze uważała głos córki za oczywisty. Jej pewność siebie opadła. Została wytrącona z równowagi. Nadal się uśmiechała, ale jej wzrok nie był już aż tak pewny, jak przed chwilą. Był jakby zamglony, przygnębiony. Czy akurat w tak ważnym dniu wszystko musiało być przeciwko niej? Jakim cudem miała być pewna siebie, skoro wszystko szło inaczej, niż powinno? Inne koty stawały po jej stronie. Nie patrzyła na nie za bardzo. Jej wzrok był trwale utkwiony w Murenie. Po jakimś czasie kotka wybrała jej stronę, ale czemu się wahała? Czy coś się działo między nimi? Coś, o czym nie miała pojęcia? Nie mogła tak stracić kolejnego dziecka. I kolejnego wnuka. Kiedy już praktycznie wszystkie koty zajęły wybrane przez siebie strony, Spieniona Gwiazda zaczęła ostrożnie, przesuwając wzrok po każdym z zebranych, liczyć ilość głosów, jakie otrzymała każda z zastępczyń. Odchrząknęła, oczyszczając gardło z osiadłej w nim flegmy, by móc głośno i wyraźnie obwieścić całemu Klanowi Nocy, kim zostanie nowa przywódczyni.
— Głosowanie dobiegło końca! — zawołała z góry. — Jak zapewne wszyscy zdążyli zauważyć, wybór wcale nie był łatwy. Niektórym kotom podjęcie go zajęło tak wiele czasu, że paru wojowników zdążyło zasnąć... — Przywódczyni odniosła się do Dryfującej Bulwy, który właśnie przecierał zaspane oczy. — Czas jednak oficjalnie rozstrzygnąć, kto zostanie moim następcą. — Koty wstrzymały oddech, gdzieś w tle rozległ się omdlewający jęk Śnieżnej Mordki, która z emocji utraciła przytomność i właśnie była cucona przez Szałwiowe Serce, ktoś pisnął, ktoś miauknął, aż... — Klanie Nocy, powitajcie Mandarynkową Gwiazdę!
Spodziewała się teraz jakiegoś śpiewu ptaków, obrzucania ją płatkami kwiatów, gwiazdek zstępujących na ziemię lub chociaż księcia z bajki wyciągającego do niej łapę z ziemi. Nic. Nic się nie stało…
***
Siedziała w swoim nowym legowisku. Czuła się dziwnie. Po raz pierwszy była rzeczywiście sama w legowisku. Niby zawsze na to czekała. Chciała być przywódczynią. Teraz… nie czuła, że na to zasługuje. Zazwyczaj przywódca zostaje przywódcą, gdy poprzedni umiera. Wtedy często musi zapracować na swoją pozycję. Czy ona mogła nazywać się przywódczynią, skoro została delikatnie poprowadzona za łapkę? Kiedy patrzyła po obozie, widziała tylko zmiany. Obóz nie wyglądał tak jak kiedyś. Był inny. Musieli go przebudować po powodzi. Zawsze, kiedy myślała o zostaniu przywódczynią, widziała swój stary obóz. To wszystko wyglądało dla niej obco. Czuła się zagubiona i bezradna. Nie wiedziała co teraz. Jednocześnie uważała, że ma za łatwo i nie zasługuje na to, co teraz ma. Jej wzrok powędrował do źródełka na środku obozu. Na jednym kamyku przy jego brzegu wyryty był symbol gwiazdy. Właśnie. Teraz była Mandarynkową Gwiazdą. Nigdy nie myślała o tym, że jej imię rzeczywiście będzie inne. Cieszyła się, że pozbyła się znienawidzonego członu, ale nadal uważała, że to nie jej imię. Przecież Spieniona Gwiazda dalej żyła. Dwie “Gwiazdy” nie mogły żyć jednocześnie w jednym klanie. Do tego, czy miała w ogóle prawo nazywać się tym członem? Nie miała dziewięciu żyć. Nie chciała teraz nawet pytać w myślach Sroczej Gwiazdy o to, czy jest z niej dumna. Czuła, że babcia by się do niej nie odezwała. Nie po tym, jak splugawiła jej imię. Skaziła święty człon, przyjmując go bez pozwolenia przodków. Nie mogła jednak go odrzucić. To nie wypadało. Nie miała prawdziwej władzy. Była tylko zastępczynią z lśniącą odznaką i pustym legowiskiem. Nie czuła, że była w stanie cokolwiek zmieniać. Bała się, że sprowadzi tym nieszczęście na swój klan. Czyli… nie mogła wybrać zastępcy. Co pomyśli o niej klan? Co pomyślą o niej inne klany? Niedługo zgromadzenie. Musiała się zaprezentować. Żołądek podszedł jej do gardła. Wtedy usłyszała znajomy głos siostry:
— Mandarynkowa Gwiazdo, mogę wejść?
Wzdrygnęła się, słysząc swoje, a jednak tak obce imię.
—T-tak…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz