— Ach tak? Skoro tak bardzo ci się nudzi, odradzam kolejnych wycieczek w towarzystwie naszej dwójki. Nam też nie na łapę twoja obecność — wysyczał w odpowiedzi. Guziczek był tak bezczelny, jak mało kto! Zdecydowanie Czerwiec nie poprawił sobie o nim zdania. Może nawet się ono pogorszyło.
— Uważaj na swój ton — skarcił go Czerwiec. Nikt nie miał pozwolenia prychać czy warczeć na Miodunkę. Nikt.
— Ale twojej mentorki tu nie ma. Nie obchodzi mnie, na co ci ona pozwala. Może równie dobrze pozwolić ci na wstrzymywanie oddechu pod wodą, to już nie jest mój problem, czy sprawa. Jednak skoro jesteś pod moją opieką, stosujesz się do moich rozkazów. Jeśli ci się to nie podoba, to spadaj bawić się gdzie indziej — dodał, a gdy ten przeprosił, pręgus przewrócił oczami.
— Na co mi twoje przeprosiny. Cały czas robisz to samo — odwarknął. W nosie miał tak puste przeprosiny. Kiedy ten spróbował odejść, Czerwiec zagrodził mu drogę.
— Teraz chcesz uciec? Ani mi się śni. Dopóki nie upolujesz trzech piszczek, nie masz po co wracać do obozu. Potraktuj to jako karę. Jeśli masz jakieś obiekcje, to możemy równie dobrze powiedzieć o tym Kajzerce i Orzeszkowi. Co wybierasz? — rzekł, skutecznie zagradzając mu drogę.
— Trzech? Czerwiec, może to być trudne. Może starczy jedna — zasugerowała Miodunka, ale zwiadowca nie miał zamiaru aż tak iść na łapę uciekinierowi.
— Dobrze, ze względu na Miodunkę upoluj dwie, a nie trzy. Podziękuj ładnie i bierz się do pracy, ale pójdziemy razem, by cię jaki drapieżnik nie zjadł jako obiadek — wiedział, że młodszy niezbyt chciał, by Czerwiec doniósł na jego wybryki dwójce kotów. Prawda była taka, że czekoladowemu było to zupełnie obojętne.
— Bez względu na twoją decyzję wpierw odprowadzimy Miodunkę do obozu — dodał, widząc zmęczenie kotki. Zdecydowanie zależało mu na niej i chciał dla niej dobrze.
— Uważaj na swój ton — skarcił go Czerwiec. Nikt nie miał pozwolenia prychać czy warczeć na Miodunkę. Nikt.
— Ale twojej mentorki tu nie ma. Nie obchodzi mnie, na co ci ona pozwala. Może równie dobrze pozwolić ci na wstrzymywanie oddechu pod wodą, to już nie jest mój problem, czy sprawa. Jednak skoro jesteś pod moją opieką, stosujesz się do moich rozkazów. Jeśli ci się to nie podoba, to spadaj bawić się gdzie indziej — dodał, a gdy ten przeprosił, pręgus przewrócił oczami.
— Na co mi twoje przeprosiny. Cały czas robisz to samo — odwarknął. W nosie miał tak puste przeprosiny. Kiedy ten spróbował odejść, Czerwiec zagrodził mu drogę.
— Teraz chcesz uciec? Ani mi się śni. Dopóki nie upolujesz trzech piszczek, nie masz po co wracać do obozu. Potraktuj to jako karę. Jeśli masz jakieś obiekcje, to możemy równie dobrze powiedzieć o tym Kajzerce i Orzeszkowi. Co wybierasz? — rzekł, skutecznie zagradzając mu drogę.
— Trzech? Czerwiec, może to być trudne. Może starczy jedna — zasugerowała Miodunka, ale zwiadowca nie miał zamiaru aż tak iść na łapę uciekinierowi.
— Dobrze, ze względu na Miodunkę upoluj dwie, a nie trzy. Podziękuj ładnie i bierz się do pracy, ale pójdziemy razem, by cię jaki drapieżnik nie zjadł jako obiadek — wiedział, że młodszy niezbyt chciał, by Czerwiec doniósł na jego wybryki dwójce kotów. Prawda była taka, że czekoladowemu było to zupełnie obojętne.
— Bez względu na twoją decyzję wpierw odprowadzimy Miodunkę do obozu — dodał, widząc zmęczenie kotki. Zdecydowanie zależało mu na niej i chciał dla niej dobrze.
<Guziczku? Co wybierasz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz