BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

23 sierpnia 2025

Od Gąbczastej Łapy

Gąbczasta Łapa siedziała skulona w cieniu lecznicy. Była skąpana w mroku, a cierpka woń ziół unosiła się w powietrzu. Obok niej spała Różana Woń, która najwyraźniej postanowiła uciąć sobie drzemkę w ciągu dnia. Jej spokojny oddech kontrastował z niepokojem, który odczuwała uczennica. Dymna nie potrafiła zmrużyć oka. Ostatnio koszmary męczyły ją co noc – te wstrętne oczy, które wpatrywały się w nią, jak w ofiarę, dołączenie do klanu Szeptu i Kropiatki, a do tego wizje powodzi i śmierci Mątwiego Marzenia. Gąbka czuła, że wszyscy zbyt szybko zapomnieli o tej stracie, a przecież jej siostra nie była byle kim! Była jedną z księżniczek, była z miotu sojuszniczego! “Czy Klan Wilka w ogóle wie, że tylko ja im zostałam?” – przemknęło jej przez głowę, a futro na jej karku zjeżyło się z poddenerwowania. To przecież nie tak miało wyglądać. Mątwa miała odwiedzać Wilczaków, miała budować z nimi więzi… a teraz? Teraz nie miał już kto robić tego za nią. Czy Nikła Gwiazda i Spieniona Gwiazda zdecydują się na kolejny miot sojuszniczy? Czy może machną na to wszystko łapą i pozwolą, by sojusz się rozpadł?
Ogon uczennicy nerwowo drgał, gdy myślała o tym wszystkim – aż nagle w progu ujawnił się inny kot. Wszystkie te przemyślenia rozproszyły się w jednej chwili, a Gąbka prychnęła pod nosem, podnosząc się powoli z miejsca. Już z daleka widziała, kto do niej przyszedł.
Siwa Czapla, a niby kto inny?
— To znowu ty! — wycedziła, przewracając oczami. — Widać, że brak jednego oka ci nie służy. Ciągle tu przychodzisz, częściej niż inni. Dziwne, prawda? — dodała. Łaciaty kocur nic na to nie odparł. Po prostu usiadł na posadzce, jakby sam miał już dosyć przebywania w lecznicy. “Dobrze mu tak!” – stwierdziła.
— Chyba kolec wbił mi się w łapę — wymamrotał w końcu przez zęby, gdy zauważył, że Gąbczasta Łapa nie zamierza odezwać się pierwsza. Uczennica, zamiast odpowiedzieć normalnie, zmarszczyła nosek i uniosła brwi.
— To chyba, czy wbił? — burknęła, choć już zaczęła szukać pajęczyn i odrobiny skrzypu, żeby zapobiec infekcji.
— Wbił, wbił — mruknął, wyciągając bolącą łapę w jej stronę. Dymna nachyliła się nad poduszką, a gdy dostrzegła kolec, sprawnie wyciągnęła go ząbkami i wypluła gdzieś w kąt. “Ech, nic trudnego. Nie rozumiem, czemu sami nie potrafią sobie takich rzeczy załatwić!” – pomyślała lekko zirytowana. Chwyciła skrzyp w zęby i przeżuła go na gęstą, lepką papkę. Wiedziała dobrze, że w dużych ilościach mogłaby ją okaleczyć, więc starała się to robić ostrożnie. Papkę przyłożyła do łapy łaciatego, a potem sprawnie owinęła ją pajęczyną, by trzymała się w miejscu.
— Gotowe! Potrzeba czegoś jeszcze? — spytała, starając się wymusić na pysku uśmiech, choć w jej głosie pobrzmiewała nutka ironii. Siwa Czapla zmrużył swoje jedyne oko, przyjrzał się opatrunkowi, a potem stwierdził:
— Nie. — Odwrócił się i wyszedł z legowiska, nie mówiąc ani słowa więcej. Za jego plecami Gąbczasta Łapa wystawiła mu język. “Zero kultury! Żadnego ‘dziękuję’, nic! Tak właśnie szanują medyków!” – burknęła pod nosem. Potem westchnęła ciężko, wróciła na swoje miejsce i zwinęła się w kłębek. Przymknęła oczy, ale po jej głowie natychmiast zaczęły krążyć te przeklęte oczy.

***

Układała właśnie zioła w składziku wraz z Różaną Wonią. Stosy ususzonych łodyżek i liści piętrzyły się gdzieś w kącie lecznicy, a dookoła unosił się zapach kurzu. Musieli wyrzucić wszystkie zioła, które były już zbyt wyschnięte, kruche i niezdatne do użytku. Nie było to łatwe – zapasy wciąż się kurczyły, a teraz, kiedy panowała Pora Nagich Drzew, nie prędko będzie można je na nowo uzupełnić. Dymna czuła ścisk w żołądku na samą myśl, że to, co im zostanie, może nie wystarczyć do końca zimy.
Praca trochę ją uspokajała, choć w głowie wciąż czaił się ten sen, który nie dawał jej spokoju. Przypominał jej się nagle, wywołując dreszcze na karku, jednak mimo to, musiała wciąż wypełniać swoje obowiązki. “Ciekawe, kiedy nadadzą mi imię medyczki… ile można przedstawiać się jako Gąbczasta Łapa!” – przemknęło jej przez myśl. Zerknęła na Różaną Woń, ale natychmiast poczuła się tak, jakby została przyłapana na czymś złym. Chłodne spojrzenie mentorki przeszyło ją na wskroś.
— Dlaczego nie pracujesz? — zapytała, unosząc jedną brew. Dymna otworzyła szerzej oczy, zakłopotana, i natychmiast pochyliła głowę z powrotem nad ziołami, zaczynając pospiesznie przekładać liście i korzenie. Nie zdążyła jednak długo przy nich posiedzieć, bo nagle do lecznicy wkroczyła szylkretowa kotka – Kuni Strumyczek. Gąbka nawiązała krótki kontakt wzrokowy z Różą, która tylko skinęła głową i bez słowa wycofała się od składziku, zostawiając uczennicy więcej przestrzeni. Dymna wróciła do pracy, starając się udawać, że wcale nie ciekawi jej, z czym do nich przyszła wojowniczka.
— Wydaję mi się, że zwichnęłam sobie ogon. — Te słowa usłyszała od szylkretki, która opadła ciężko na posadzkę. Potem natychmiast podniosła uszy. Różana Woń mruknęła coś pod nosem, a następnie wróciła do składziku, rozpychając nosem ułożone wcześniej kupki. Uczennica miała ochotę prychnąć, zirytowana tym, że wszystko znów się rozsypało, ale zacisnęła szczęki. Nie chciała wywołać tu żadnej kłótni.
— Gdzie korzeń żywokostu? Albo liście bzu? — mruknęła w końcu Róża, patrząc ostro na swoją podopieczną. Brązowooka szybko wygrzebała roślinę ze stosiku nieopodal i podała ją mentorce. Ta wyrwała ją z jej pyszczka i odwróciła się na pięcie, wracając do Kuniego Strumyka. Gąbczasta Łapa kątem oka obserwowała, jak czarnofutra zajmuje się ranną. “Co ona taka rozdrażniona? Może coś się stało? Nie… pewnie tylko wstała lewą łapą” – pomyślała, kręcąc lekko głową.
— Dziękuję! — odezwała się w końcu szylkretka, co oznaczało, że Róży udało się przywrócić jej ogon do porządku. Kroki wojowniczki rozległy się po lecznicy, aż wreszcie ucichły w oddali. W legowisku znów zostały tylko Gąbka i jej mentorka.
— Dobra, zostaw to już — poinstruowała ją zielonooka, spokojniej niż wcześniej. — Idź i wyrzuć te niezdatne zioła.
Dymna skinęła głową, po czym zgarnęła zepsute liście i łodygi w pysk. Kilka z nich rozkruszyło się od razu pod naciskiem jej szczęk, pozostawiając gorzki pył na języku. Skrzywiła się lekko, ale ruszyła w stronę wyjścia, wdzięczna za chwilę na świeżym powietrzu.

***

Gąbczasta Łapa obudziła się wczesnym rankiem, cała zlana zimnym potem. Jej futro było nastroszone i zmierzwione, a ogon nerwowo drgał. Źrenice w jej oczach były wręcz nienaturalnie zwężone, wciąż czujnie i niespokojnie śledząc teren dookoła, jakby coś złego miało zaraz wyskoczyć z cienia. Wspomnienie snu rozpłynęło się niczym mgła o świcie, ale pozostał po nim strach i te dziwne, nieswoje uczucie. Kojarzyła tylko jedno: oczy. Te potworne oczy! Czuła je gdzieś w pobliżu, jakby wciąż ją obserwowały, śledziły każdy jej ruch. Potem – po kilku uderzeniach serca, dymna zaczęła wylizywać swoje kosmyki futra, doprowadzając je do porządku, a przy okazji uspokajając własne myśli. Wyluzowanie się jednak nie było takie proste, bo każdy ruch jej języka był drżący i niepewny.
Nagle do lecznicy wkroczyła Świteziankowe Jezioro. Jej kroki były miękkie, niemal bezgłośne, a spojrzenie nieobecne i puste. Nieopodal wciąż drzemała Różana Woń, której bok miarowo unosił się i opadał.
— Cześć — rzuciła Gąbka, podnosząc się z miejsca i podchodząc do wojowniczki. Miała nadzieję, że krótka konwersacja z rówieśniczką sprawi, że zapomni o koszmarze. — Coś się stało? Dlaczego tak wcześnie tu przyszłaś? — spytała, przechylając głowę z ciekawości. Świtezianka spuściła wzrok na swoje łapy, milcząc. To było dla niej typowe, bo nieczęsto się odzywała, a przynajmniej nie w obecności uczennicy medyczki. Dopiero po chwili, stłumionym głosem, wymamrotała:
— Zimno.
Dymna zmarszczyła brwi. “Zimno? Wielkie mi halo! Wystarczy, że zwinie się w kłębek na swoim posłaniu, nic trudnego” – pomyślała zirytowana, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język, by nie powiedzieć tego na głos.
— Jak bardzo? — zapytała, starając się wyciągnąć od kotki nieco więcej informacji. Może to coś poważniejszego, skoro z tym przyszła?
— Wczoraj byłam długo poza obozem… za długo — odparła powoli, kładąc po sobie uszy. Gąbka domyśliła się, że wojowniczka musiała przemarznąć.
— To nic. Musisz się tylko ogrzać — odpowiedziała i usiadła obok niej. Ich futra lekko się dotknęły, przez co bura wojowniczka lekko drgnęła, jakby się tego nie spodziewała. — Cieplej? — spytała Gąbka. Nie wiedziała, jak inaczej mogłaby pomóc Świteziance się ogrzać. Pręgowana skinęła głową, mrucząc pod nosem krótkie “mhm”. — Co tam u ciebie? Podoba ci się w Klanie Nocy? — zagadnęła, próbując przełamać ciszę.
— Nie wiem — odparła bura, wzruszając ramionami. Dymna czuła, że Świtezianka miała coś do powiedzenia, tylko po prostu… się bała? Nieważne, jeśli nie chciała, nie musiała nic mówić.
— Masz już jakichś znajomych? — spróbowała jeszcze raz, nie będąc w stanie wytrzymać w tym niezręcznym milczeniu. Wojowniczka zawahała się, jakby naprawdę musiała się nad tym zastanowić, po czym odpowiedziała krótko:
— Nie.
Jej spojrzenie błądziło po ścianach lecznicy, dokładnie analizując każdą wnękę i każdą półkę w składziku, jakby szukała tam odpowiedzi.
— To chyba niefajnie, co? Nie masz z kim rozmawiać — mruknęła, ale odpowiedzi się nie doczekała. Bura kotka pokiwała jedynie głową, jakby zabrakło jej języka w buzi. Jednak wreszcie, po wielu uderzeniach serca, zdobyła się na miauknięcie:
— Już lepiej. — Gąbka skinęła głową, a zaraz potem odsunęła się i pozwoliła wojowniczce wstać. — Do… zobaczenia — wymamrotała Świtezianka i wyszła z lecznicy, zostawiając za sobą chłód, który jeszcze przez jakiś czas unosił się w powietrzu. Dymna przysiadła na posadzce, wpatrując się w uporządkowany składzik. Zapach liści i korzeni zazwyczaj działał na nią kojąco, lecz teraz – gdy nie potrafiła przegnać ze swojej głowy tych dziwnych oczu – tylko pogarszał te objawy. Czuła, że one wciąż gdzieś tam są, blisko, czekając na to, aż wykona jeden zły ruch. Gdy o tym pomyślała, dreszcz przemknął po jej grzbiecie.
Wtedy też do jej głowy wpadła pewna myśl. Przecież była z miotu sojuszniczego! To Mątwie Marzenie miała chodzić w odwiedziny do Klanu Wilka, ale zginęła… a skoro ona nie mogła, to może Gąbce się uda? Mogłaby choć trochę poduczyć się walczenia, może udałoby się jej też poznać bliżej koty z Klanu Wilka, a przede wszystkim – mogłaby odpocząć od tego prześladującego ją wrażenia, że ktoś na nią czyha. Podniosła się szybko, z iskierką determinacji w oczach, i spojrzała na wciąż drzemiącą Różaną Woń. Wiedziała, że należą jej się jakieś wyjaśnienia, ale… nimi zajmie się później.
Wybiegła z lecznicy, niemal potykając się o własne łapy. Serce tłukło się w klatce piersiowej jak oszalałe, a wąsy drżały od podekscytowania. Od razu skierowała się w stronę legowiska przywódczyni. To był świetny plan! Spieniona Gwiazda nie mogła się nie zgodzić – przecież wszystko w nim miało sens! Gąbczasta Łapa zatrzymała się przed wejściem na krótką chwilę, by nabrać powietrza w płuca, a potem weszła do środka z wysoko uniesioną głową. W legowisku pachniało świeżym mchem, a także czymś ziemistym. Przywódczyni leżała na swoim posłaniu, ale już nie spała – podniosła głowę, gdy tylko usłyszała kroki uczennicy. Jej uszy drgnęły, a oczy powoli otworzyły się szerzej.
— Gąbczasta Łapo? Co cię tu sprowadza? — zapytała spokojnie, jeszcze dosyć sennie. Ziewnęła, po czym przetarła oczy łapą. — Dzieje się coś ważnego? — dodała z lekkim zmartwieniem w głosie.
— Nie, nie! Nic się nie dzieje! — dymna wyrzuciła z siebie prędko, a potem rozsiadła się na ziemi, owijając ogon wokół łap. Spojrzała śmiało w stronę liliowej. — Po prostu tak sobie myślałam, czy… nie mogłabym pójść do Klanu Wilka? — zaczęła niepewnie, ale z każdą chwilą jej głos nabierał pewności. Spieniona Gwiazda uniosła jedną brew, ale nie przerwała. Jej spojrzenie stało się poważniejsze, jakby chciała wybadać, do czego zmierza młodsza kotka. — Chodzi o to, że moja siostra – Mątwie Marzenie – miała być tą, która chodziłaby do Klanu Wilka, tak? — zaczęła tłumaczyć, czując, jak z każdym kolejnym słowem jest coraz bardziej zakłopotana. — Eee… ale ona… umarła.
Po tych słowach zapadła cisza. Kotki przez moment patrzyły na siebie, jakby wspominały dzień śmierci Mątwy.
— Chciałabym przejąć jej zadanie… — odezwała się znów Gąbka, tym razem wolniej, ale wciąż z błyskiem w oczach. — Chciałabym iść w odwiedziny do Klanu Wilka, chciałabym dostać tam nowego mentora, chciałabym poduczyć się nieco walki! Wciąż pamiętam, jak tragicznie mi szło podczas powodzi… To Rozpędzona Łapa musiała mnie ratować, bo ja byłam zbyt słaba fizycznie! Nie chcę, by coś takiego powtórzyło się w przyszłości. Chcę mieć dobrą kondycję, chcę szybko biegać, chcę umieć tropić, polować… Mam nadzieję, że pani to zrozumie. — Gdy skończyła, jej uszy drgnęły z oczekiwania. Spieniona Gwiazda zmrużyła oczy i milczała przez dłuższą chwilę. Wyglądała, jakby naprawdę rozważała tę propozycję, ważąc w myślach wszystkie ‘za’ i ‘przeciw’. W końcu jej pyszczek złagodniał.
— Jestem skłonna zgodzić się na twój pomysł, Gąbczasta Łapo — powiedziała wreszcie, spokojnie, ale stanowczo. — Gdy słońce będzie w zenicie, wraz z Algową Strugą i Błękitną Laguną udacie się w stronę terenów Klanu Wilka. O nic się nie martw, twoja matka porozmawia z Nikłą Gwiazdą, a jeśli wszystko przebiegnie sprawnie, zostaniesz tam na kilka księżyców. Pamiętaj jednak, że ostatecznie musisz do nas wrócić. Jesteś uczennicą medyczki, jesteś nam potrzebna. — Jej głos był ciepły, ale też przypominał, że decyzja Gąbki wiąże się z odpowiedzialnością. — Musisz dobrze pokazać się przed naszymi sojusznikami — zakończyła.
Brązowooka poczuła, jak robi jej się cieplej na sercu. Prawie podskoczyła z radości, a jej łapki aż drżały ze szczęścia. Od razu widziała oczyma wyobraźni, jak biega po nowych terenach, jak uczy się walki i polowania, oraz jak rozmawia ze swoimi nowymi rówieśnikami. Teraz wystarczy tylko wrócić do lecznicy, pożegnać się z mentorką, potem z bliskimi i… wyczekiwać chwili, w której wyruszy.

Wyleczeni: Siwa Czapla, Kuni Strumyczek, Świteziankowe Jezioro

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz