BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

31 sierpnia 2025

Od Brukselkowej Zadry CD. Wilczej Łapy (Wilczego Skowytu)

Kiedyś

Brukselkowa Zadra siedziała przy wyjściu z obozu, wypatrując swojego ucznia, Wilczej Łapy. Czekoladowy kocur wrócił prędko, a gdy tylko wszedł do obozu, od razu dostrzegł Brukselkę kręcącą się przy wejściu. Próbował ją ominąć, ale nie miał szans. Liliowa zagrodziła mu drogę swoim cielskiem.
— Gdzieś ty był! Wiesz, jak się martwiłam?! Myślałam, że Klifiacy cię ukradli! — podniosła głos, krzycząc na młodego ucznia. Ten wiedział doskonale, że może mieć przechlapane.
— Przepraszam Brukselkowa Zadro... potrzebowałem... samotności, chciałem poukładać myśli! — rzucił najprostszą wymówkę. Liliowa kotka skinęła głową, ale jej wzrok wyraźnie mówił: “Nie rób mi tego więcej, bo obedrę cię ze skóry!”. Jej ostre spojrzenie mówiło samo za siebie. Wilcza Łapa westchnął i udał się do swojego legowiska, a Brukselka została sama. Po chwili ruszyła w stronę żłobka, by odwiedzić Wrotyczową Szramę.
— Hej — mruknęła, wchodząc powoli do środka.
Horyzont, Sen i Gwiazdnica smacznie spali, a liliowa wojowniczka czuwała nad nimi, obserwując ich powoli unoszące się i opadające boki. Brukselka podeszła do niej i musnęła ją językiem po policzku, na co Wrotycz zapiekły uszy, a przynajmniej tak wydawało się Brukselce.
— Jak się czujesz? Kociaki są grzeczne? — spytała, przenosząc wzrok na trzy puchate kulki futra.
— Tak… tak. Nie broją za bardzo, więc ani ja, ani ty nie musimy się o nic martwić. Ale by było, gdyby któreś z nich uciekło z oboz–.
Nie zdążyła dokończyć, bo Brukselka uciszyła ją łapą.
— Tylko tego nie wykrakaj! Jeszcze by im się coś stało… — westchnęła, kręcąc głową. — Nie zasługują na to, tym bardziej nie po tym, jak ich własna matka je porzuciła.
Wrotyczowa Szrama uśmiechnęła się ciepło.
— Dobrze, że mają nas.
Brukselkowa Zadra spojrzała na nią poważnie i skinęła głową.
— Tak, dobrze…

***

Zgromadzenie

Gdy Wilczy Skowyt dostrzegł w tłumie Brukselkową Zadrę, od razu ruszył w jej stronę, by się przywitać. Wciąż był od niej trochę mniejszy.
— Kiedyś cię przerosnę, staruszko — zachichotał, spoglądając na swoją byłą mentorkę. Brukselkowa Zadra stała wyprostowana, martwiąc się o stan swojej matki, która została w obozie. Gdy podszedł do niej Wilczy Skowyt, niemal podskoczyła.
— Nie strasz mnie tak! — zachichotała i podniosła łapę, by rozczochrać mu futro na głowie. — Chciałbyś! Nie pozwolę na to, niziołku.
Po chwili czekoladowy odrzucił jej łapę i na nowo ułożył futro na głowie.
— Aj tam! Jeszcze kilka księżyców i będę większy od ciebie! — uniósł głowę do góry, próbując pokazać kotce, że są niemal tego samego wzrostu. Potem uśmiechnął się do siebie. — Wyjdziemy może niedługo na wspólne polowanie? Od mojego mianowania jeszcze nie byliśmy razem poza obozem! — chrząknął oburzony.
Brukselkowa Zadra zmrużyła oczy, udając, że się zastanawia. Faktycznie, odkąd czekoladowy kocur został wojownikiem, nie rozmawiali ze sobą zbyt często.
— No jasne! Musisz się pochwalić, jak świetnie sobie radzisz na nowej randze! — mruknęła. — A wiesz, czyja to zasługa?
— Oczywiście, że twoja zasługa, Brukselkowa Zadro! Bez takiej cudownej mentorki nie zostałbym wojownikiem — zaśmiał się lekko, a ton jego głosu był przyjazny. Lubił rozmawiać ze swoją mentorką, tym bardziej na zgromadzeniach. Brukselka pokiwała głową z uznaniem. Potem spojrzała na swojego byłego ucznia, dostrzegając, że zaczyna on delikatnie machać ogonem z podekscytowania.
— O czym tak myślisz? — zapytała, unosząc jedną brew. Następnie uśmiechnęła się zadziornie. — Masz już kogoś na oku, prawda? Musisz mieć! Nie pytam się ciebie o to na każdym zgromadzeniu po nic! — przewróciła oczami. Ciekawe, w kim młody Wilczak mógłby się zakochać.
Wilczy Skowyt szybko oderwał się od swoich myśli, gdy głos Brukselki przerwał jego rozważania.
— Aaa, ja no... Mam kogoś na oku! Wreszcie mogę ci powiedzieć, że mam! — uśmiechnął się, jego uśmiech był szeroki, a ogon nerwowo stukał o ziemię. Brukselkowa Zadra zastanowiła się przez chwilę, czy kocur mówił prawdę, czy skłamał, by nie wracała do tego tematu.
— Powiedzmy, że ci wierzę... Jest z Klanu Wilka? To kotka? — zaczęła dopytywać. Nawet jeśli Wilczy Skowyt zakochałby się w kimś z obcego klanu, nie miałaby z tym problemu, dopóki byłby szczęśliwy – choć wolałaby, by nie mieszał się w związki międzyklanowe. Są dosyć ryzykowne.
— Eee... no, jest to kotka, ale nie z Klanu Wilka... tak jakby — zawahał się przed wypowiedzeniem ostatnich słów. Może było to trochę ryzykowne, lecz mówił Brukselce wszystko. Liliowa zdziwiła się nieco, gdy usłyszała te wieści.
— No proszę! A kiedy mi ją przedstawisz? — zamrugała kilka razy. — Nie wiedziałam, że zadajesz się z kotami z innych klanów! Jest z Klanu Klifu? Czy Klanu Burzy? — mruknęła, ostatnie słowa wypowiadając szeptem. — Uważaj na siebie, młody... Nie chcę, byś miał problemy!
Wilczy Skowyt uśmiechnął się niepewnie, nie chcąc dokładnie zdradzać szczegółów dotyczących kotki.
— Ach... no, przedstawię ci ją może kiedyś... — Na pytanie dotyczące klanu już jej nie odpowiedział, nie wiedział, jak zareaguje.
— Nie narobię sobie problemów! Przecież mnie znasz...
— No dobrze, dobrze. Będę czekać w takim razie.
Brukselka zauważyła, że kocur nie odpowiedział jej na pytanie o klanie, ale nie zamierzała tego drążyć. Jeśli nie chciał rozmawiać o tym, to nie musiał.
— To prawda... Nieczęsto pakujesz się w tarapaty. A szkoda! Byłoby ciekawiej — zażartowała. — Może znalazłbyś w końcu jakichś znajomych w Klanie Wilka... Nie widzę, byś rozmawiał z innymi zbyt często.
— Nie wiem, czy byłoby ciekawiej! A z innymi nie potrzebuję za dużo rozmawiać, wystarczy, że mam Mew... moją koleżankę! I ciebie, oczywiście! — zaczął wylizywać swoje łapy z zakłopotania.
— Mew? — powtórzyła. — Chyba mi się nie przesłyszało, kim jest Mew? To ten twój obiekt westchnień?
Jej końcówka ogona drgnęła.
— Nie musisz mówić, oczywiście. Tylko ten Mew nie brzmi jak klanowe imię... Czy to jakiś samotnik?
— A niee... myślałem o swojej siostrze i się przejęzyczyłem — zatrzymał powietrze w płucach, wyczekując na odpowiedź Brukselki. Nastawił uszy, po chwili głośno wypuścił powietrze z ust. Wojowniczka wpatrywała się w niego przez moment ze zmrużonymi oczami, a potem westchnęła i poprawiła swoją pozycję.
— Aha, no jasne — wzruszyła ramionami. — Nie pamiętam... O czym ona ostatnio ci mówiła? W sensie twoja siostra.
— A mówiła, że nic nie rozumie, dlaczego nie wróciłem do nich i takie tam... że mam wrócić i nikomu nie powie, że wróciłem. Ale nie chcę wracać! Wolę zostać z tobą i z Mewą! — przez przypadek wymsknęło mu się imię białej kotki. Lekka wtopa... ale już nic nie zrobi.
— No i tyle z tego wyszło... jak co, to nic nie słyszałaś!
Brukselka zachichotała.
— Ach! Świetnie ci idzie w trzymaniu języka za zębami — zażartowała. Więc jego wybranka miała na imię Mewa? Czy była samotniczką? — To dobrze, że... chcesz zostać z nami. Znaczy, wiesz, ja cię tu nie trzymam, ale... tutaj się wychowałeś. W Klanie Klifu może ciężej byłoby ci się odnaleźć... — wzruszyła ramionami.
— Racja, ale chyba wygodniej mi zostać tutaj... tym bardziej już po wojnie... — westchnął, po czym wstał, aby rozprostować nogi. — Może przejdziemy się po wyspie? — zaproponował.
— No jasne!

***

Brukselkowa Zadra siedziała przed legowiskiem starszyzny, a obok niej przysiadła Wrotyczowa Szrama. Ogon pręgowanej kotki nerwowo uderzał o ziemię, wystukując niespokojny, nierówny rytm.
— Brukselko, wszystko w porządku? — zapytała dymna, opierając głowę na jej barku. Pręgowana lekko drgnęła pod jej naciskiem. — Wyglądasz na zaniepokojoną. Coś się stało? Czy chodzi o twoją matkę? A może o Pokrzywowego Wąsa? — wyszeptała troskliwie.
— Nie… tym razem nie o to chodzi. Myślę o Wilczym Skowycie i… sama wiesz o czym — odparła Brukselka, ostrzej niż zwykle. Nie można jej było jednak winić. Od dawna źle spała, prawie nie jadła, a stres nie opuszczał jej ani na chwilę.
— Nie rozumiem? — Wrotycz zmarszczyła lekko brwi.
Brukselka spojrzała na nią, jakby patrzyła na głupca. Ten wzrok ukuł dymną w serce i sprawił, że jej oczy zasnuły się smutkiem. Dopiero wtedy pręgowana spuściła wzrok.
— Chodzi o… wiarę — mruknęła pod nosem. — Będę musiała z nim o tym porozmawiać. Choć nie sądzę, żeby miało to być takie trudne. W końcu wychował się w Klanie Klifu… w normalnym klanie.
Wrotycz kiwnęła głową, przyznając jej rację. Przez chwilę obie siedziały w milczeniu.
— To czemu nie zrobisz tego teraz? — odezwała się w końcu dymna. — Jest twoim byłym uczniem, jesteś mu bliska, na pewno cię zrozumie. — Po chwili zawahała się, po czym dodała nieco niepewnie: — M-mogę nawet pójść z tobą… jeśli potrzebowałabyś wsparcia. — Uśmiechnęła się ciepło.
— Może to wcale nie jest taki głupi pomysł. Tylko boję się, że kiedy nas nie będzie, coś stanie się z Kwitnącym Kalafiorem… a ja dowiem się dopiero wtedy, gdy będzie już za późno — westchnęła Brukselka. Jej mięśnie napięły się ze stresu. Strach towarzyszył jej bez przerwy, odbierając resztki radości z życia, ale… to przecież Klan Wilka. Nikt nie spodziewał się, że życie tutaj będzie szczęśliwe. Dobrze, że chociaż miała Wrotycz.
— Och, Brukselko… nie możesz pozwolić, żeby choroba twojej matki całkiem cię opanowała…
— Wiem — ucięła ostro, jej głos był zimny jak lód. — Słyszałam to już nie raz, ale… to nie jest takie proste. Nie potrafię tak po prostu przestać się martwić. Te myśli krążą po mojej głowie jak wygłodniałe sępy, dniem i nocą. To strasznie męczące — przyznała, a jej skórę przeszedł dreszcz. Nie była przyzwyczajona do otwartego zwierzania się ze swoich problemów. Zazwyczaj ich po prostu nie miała. — Może skończmy już mówić o mnie? Słyszałam, że Senna Łapa cię unika. Wyjaśnisz mi, co się między wami stało? — zapytała, a jej ton zabrzmiał pretensjonalnie. Nie miała jednak tego na myśli.
— Ja… — Wrotycz urwała, biorąc głęboki wdech. — Ja nie wiem… Opowiedziałam mu trochę o swojej przeszłości. Byłam szczera, a on… przestał się do mnie odzywać. Nie rozumiem, co się z nim stało. Ja… naprawdę nie wiem! — wymamrotała, a w jej oczach zabłysły łzy. Wtuliła nos w gęste futro Brukselki. — Te wspomnienia bolą, a jego reakcja sprawia, że… czuję się winna. Jakby to, że los cały czas dawał mi kłody pod nogi, było moją winą. A przecież… to bez sensu! — wyrzuciła z siebie drżącym głosem.
— Nawet tak nie myśl! — Brukselka westchnęła ciężko. — Porozmawiam z nim, jak tylko się nadarzy okazja.
Podniosła głowę i w tej samej chwili dostrzegła znajomą, czekoladową sylwetkę.
— Szybko, chodź! — szepnęła do Wrotycz, która uniosła uszy i także spojrzała w tamtym kierunku. Obie kotki zerwały się na łapy i ruszyły w stronę wojownika.
— O! Hej, Brukselko! — Wilczy Skowyt uśmiechnął się lekko, widząc nadchodzącą kotkę. — I Wrotyczowa Szramo… — dodał z uprzejmością. — Coś się stało?
Brukselka zawahała się. Jej spojrzenie uciekło ku legowisku starszyzny, potem zatrzymało się na Wrotyczowej Szramie, aż w końcu wróciło do czekoladowego wojownika.
— Chcesz przejść się na spacer? — zapytała.
Wilczy Skowyt patrzył na nią przez kilka uderzeń serca, po czym kiwnął głową.
— Jasne! O czym chcesz porozmawiać?
— Powiem ci po drodze — mruknęła, wychodząc z obozu.
Czekoladowy ruszył za nią. Tuż przy wyjściu Brukselka nagle poczuła, że powinna obejrzeć się za siebie. Tak zrobiła – a tam, w tym samym miejscu co wcześniej, stała Wrotyczowa Szrama.
— Wrotycz! Chodź z nami! — zawołała. Uszy dymnej od razu się uniosły, a na pysku pojawił się pogodny uśmiech. Nieśmiało dołączyła do nich.
Gdy szli lasem, Wilczy Skowyt w końcu odezwał się z lekkim niepokojem:
— To co? Coś się dzieje? Las się pali?
Brukselka pokręciła głową.
— Gorzej, synku, gorzej! — zachichotała, ale zaraz spoważniała i przełknęła ślinę. — Słuchaj, bo… — zaczęła cicho, przenosząc wzrok na Wrotycz. — Rozglądaj się, czy nikt nas nie podsłuchuje, dobrze?
Dymna skinęła głową.
— Dobrze… — Brukselka westchnęła. — Wilczy Skowycie, chodzi o to, że w Klanie Wilka są dwie wiary. Wiem, że nigdy nie wspominałeś mi o swojej, ale zakładam, że nadal wierzysz w Klan Gwiazdy. I chcę, żebyś wiedział jedno…
Czekoladowy nadstawił uszu, wsłuchując się uważnie.
— Tutaj większość czci Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Wiem, że dla ciebie to może brzmieć dziwnie… ale tak jest. — Zawahała się. Mogłaby powiedzieć mu więcej – o kulcie, przepowiedniach, misjach – ale wiedziała, że to zbyt wiele, jak na jedną rozmowę. — Chcę tylko, żebyś zawsze pamiętał, że to gwiezdni przodkowie są prawdziwi. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

<Wilczku?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz