Ruszyła lekkim kłusem w stronę Przybrzeżnego Oka. Cieszyło ją, że udało jej się złapać bratanka na spokojną rozmowę. Mimo że często odwiedzała dzieci brata, gdy były jeszcze kociętami, to odkąd zostali uczniami, rzadko znajdowała czas, by zamienić z nimi, choć kilka słów. Rozumiała to doskonale; sama, będąc uczennicą, skupiała się niemal wyłącznie na treningach, odcinając się od reszty świata. Tym bardziej doceniała fakt, że Berberysowa Łapa mimo wszystko chciał z nią porozmawiać. Niepokoiły ją jego słowa na temat ćwiczeń. Jako kocię był niezwykle cichy i zamknięty w sobie, zawsze bardziej obserwował, niż działał. Miała nadzieję, że jego trudności z nauką są czymś naturalnym, czymś, co spotyka większość młodych kotów, a nie początkiem problemów podobnych do tych, z którymi sama kiedyś się zmagała. Ciężko żyje się w klanie opartym na długich, wytrzymałościowych biegach, gdy samemu najlepiej radzi się na krótkich dystansach. Widząc, jak kocurek idzie ze zwieszoną głową, lekko trąciła go barkiem.
— Może przebiegniemy się do jeziorka? — zaproponowała. — To pomaga się rozluźnić, nie musi to być nic szybkiego — dodała łagodnie i już przyspieszała krok.
Zauważyła zawahanie w oczach ucznia, jednak po chwili ruszył za nią. Dzięki temu szybciej dotarli do celu. Usiedli nad samą wodą, niemal w ogóle niezmęczeni biegiem.
Motylkowa Łączka wciągnęła powietrze nosem. Czuła przyjemną woń chłodnej wody i kaczek kryjących się gdzieś w trzcinach. Lekki, jesienny wietrzyk poruszał jej świeżo umytym futrem. Zerknęła na pobliskie drzewa, ich liście powoli przybierały ciepłe odcienie czerwieni i pomarańczu, miękko opadając na ziemię.
— A więc… co cię trapi? — zapytała w końcu, patrząc na bratanka, który wciąż wpatrywał się w taflę wody.
Kocur przez dłuższą chwilę milczał, aż w końcu głośno westchnął.
— Zwiewny Mak… — mruknął krótko, odwracając wzrok.
— Hm? Coś nie tak z twoją siostrą? — dopytała, trącając go delikatnie nosem.
— Bo… ona już jest wojowniczką, a ja nadal nie — zaczął niepewnie. — Chyba potrzebuję więcej czasu na to wszystko i przez to czuję się gorszy od innych. Czy coś jest ze mną nie tak? — zapytał w końcu, spoglądając jej w oczy z wyraźnym smutkiem.
Kocica posmutniała i przysunęła się bliżej niego, tak by mógł poczuć jej ciepło.
— Wszystko z tobą w porządku — powiedziała spokojnie. — Każdy z nas uczy się w swoim tempie. Jedni szybciej, inni wolniej. To nie czyni nikogo gorszym ani lepszym. Dłuższy trening daje ci więcej czasu na zrozumienie wszystkiego i opanowanie umiejętności do perfekcji. Ci, którzy zostali wojownikami zbyt szybko, często muszą wracać do podstaw i powtarzać je raz za razem. Najważniejsze jest to, żeby ta droga była zgodna z tobą — wymruczała ciepło i polizała go za uchem.
Sama nie potrafiła już sobie przypomnieć, jak długo trwał jej własny trening. Przez pewien czas była medyczką, więc jej nauka przebiegała inaczej niż u reszty. Jednak odkąd trenowała z Rudą Lisówką, czas zdawał się mijać znacznie szybciej.
<Berberysowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz