“Pora wstać i ruszyć do pracy.”
Zmotywowany wyszedł na polanę, gdzie niektórzy właśnie dzielili się językami z pozostałymi Świetlikami. Nie minęło dużo czasu, kiedy on wraz z Miodową Korą zarządzili obowiązkami oraz patrolami, które wyszły na polowania. Mało kotów zostało w obozie, jedynie Stroczkowa Łapa, który właśnie zmierzał ku legowisku Jarzębinowego Żaru. Czarny wojownik podszedł do ucznia medyczki i przywitał się z nim uprzejmie, skinieniem głowy.
— Witam cię, Stroczkowa Łapo. Co dzisiaj porabiasz?
Młodzieniec nie zdążył otworzyć pyska, kiedy przed nimi wyrosła Jarzębinowy Żar.
— Miał mi właśnie pomóc przy rehabilitacji Poziomkowej Polany oraz Porywistego Dębu.
— Czy mógłbym go wziąć do pomocy przy wykopywaniu lecznicy w nowym obozie?
Kotka zamyśliła się na chwilę, po czym pokręciła stanowczo głową.
— Nie teraz Mglisty Śnie. Porywisty Dąb naprawdę potrzebuje opieki, mimo tego, że rwie się do pracy. Później możemy we trójkę pójść i ci pomóc, jednak nie teraz.
Z zawodem przytaknął głową. Musiał się uzbroić w cierpliwość.
— Rozumiem, w takim razie idę zapolować. Każdy kęs zwierzyny jest na wagę złota.
* * *
“Takie polowanie, to ja rozumiem. Bardzo dobrze mi poszło.” — pomyślał, odkładając myszkę, na resztę swoich łupów.
Zwierzyna może nie była tłusta, jednak jeszcze nie mógłby narzekać na jej brak. Jeszcze dzisiaj mogliby zrobić ucztę. Każdy by się najadł. Złapał w pysk myszkę, wróbla oraz nornicę, po czym skierował się do prowizorycznego obozu. Jego oczom ukazała się Jarzębinowy Żar wraz z Stroczkową Łapą, którzy wychodzili z legowiska, gdzie spali ranni.
Machnął do nich swoim krótkim ogonkiem i podszedł do nich ze swoją zwierzyną.
— Chcecie coś do jedzenia? — zapytał, dając wybrać najpierw uczniowi.
— Poproszę ryjówkę. — odpowiedział tamten grzecznie.
— Jarzębinowy Żarze? Skusisz się?
— Nie. — wzięła od niego zdobycze i położyła je na dość mizernym stosie zwierzyny — Nie pora na jedzenie. Później się na nim skupimy. Zjemy po pomocach w nowym obozie.
Stroczkowa Łapa zawiedziony tym, że właśnie odmówiono mu posiłku, zwiesił głowę i westchnął zrezygnowany. Pewnie musiał być zmęczony pomocą przy rannych.
— Dobrze, więc chodźmy. Powoli słońce zaczyna zachodzić, więc nie zostaniemy tam na długo.
We troje ruszyli w głąb lasu, w stronę nowego obozowiska.
* * *
— Witajcie! Jak wam się podoba polana główna? Nie jest ładna? — zagadał liliowy.
Widać było po nim zmęczenie. Jego powieki powoli opadały oraz co jakiś czas zdarzyło mu się ziewać.
— Wygląda dobrze — pochwalił go. — Ale nie zamierzamy was dekoncentrować, przyszliśmy do lecznicy, a raczej jej zaczątków.
— W takim razie ja też nie przeszkadzam. Ruszajcie, bo niedługo będziemy musieli się stąd zwijać. Nie będziemy po ciemku pracować, gdy w obozie leżą nadal ranni.
Mglisty Sen pokiwał mu głową. Rozumiał, że kocur martwił się o swojego syna i nie chciał zostawiać go samego na dłużej. Porywisty Dąb może i już wyzdrowiał, jednak została przed nim jeszcze długa droga rehabilitacji. W razie wypadku nie dałby rady się obronić ani uciekać.
Wrócił do medyczki oraz jej ucznia, którzy już zaczęli kopać w norze. Młodzieniec świetnie sobie radził, a medyczka starannie odciągała gruz. Sam dołączył do Stroczkowej Łapy i z wysuniętymi pazurami zaczął zagarniać czerwonawą ziemię, robiąc tym samym miejsce, gdzie w przyszłości mieliby spiżarkę na zioła.
* * *
— Nie spodziewałem się, że dobrze ci tak będzie szło kopanie. Czy jutro chciałbyś mi pomóc jeszcze raz z lecznicą?
< Stroczkowa Łapo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz