Pov Wełnistej Łapy, nawiązujące do opowiadania Słonecznego Fragmentu
Nie. Tym razem ktoś inny wymagał pomocy medycznej, a tym kimś był jego nowy mentor. Wiedziała, że od kilku dni Słonecznych Fragment przebywał w tunelach, jednak gdy została przeprowadzona przez brata przed oblicze przewodnika, była przerażona jego stanem. Ledwo zipiał, a w dodatku jego ciałem przechodziły drgawki i miał gorączkę.
Opuściła tobołek, w którym zabrała potrzebne rzeczy, zgodnie z opisem przez brata przypadłości kremowego. Wszystko o wskazywało, że cierpiał na biały kaszel.
– Jak mogłeś się doprowadzić do takiego stanu Słoneczny Fragmencie... – miauknęła Wełnista Łapa, nachylając się do kocura. Podała mu odpowiednie zioła na kaszel oraz przetarła pysk zwilżonym mchem. – Taki duży, a rozumu mniej niż u kociaka... – Mimo słów, które można było odebrać jako zaczepkę, przez cały czas obdarowywała przewodnika łagodnym spojrzeniem. Co jakiś czas zerkała w stronę brata, który stał przy wejściu do pomieszczenia, w którym przebywał chory, obserwując, jak zajmuje się starszym kocurem.
– To wina oglądania gwiazd do późna – wychrypiał. – Wełnista Łapo... mam do ciebie prośbę. Popytaj kotów z sąsiednich klanów o to, czy nie spotkali na swoich terenach burej kocicy o brązowych oczach... – Wełnista Łapa nastawiła uszu, będąc ciekawa, jaką kremowy mógłby mieć do niej prośbę. Napięła mięśnie, gdy kot, którego opisał z wyglądu, pasował do samotniczki, która ją zaatakowała jakiś czas temu. Czy to właśnie ją miał na myśli przewodnik? – Na imię ma Pacynka. Jeśli ktoś ją widział, przekaż im, aby uważali na nią. Jest najprawdziwszym lisem w kociej skórze... – Przymknął powieki. – I proszę, poproś przodków o zapewnienie bezpieczeństwa moim kociętom. Ja nie byłem w stanie im go zapewnić.
Ostatnie zdanie ledwo wyszeptał, nim zasnął i nim uczennica dotknęła łapą jego opuszka, obiecując, że spełni jego prośby.
Wełnista Łapa poruszyła uchem, zastanawiając się, czy jej brat również słyszał dziwne wyznanie kocura. Powoli zaczęła pakować do liścia zioła, które nie były potrzebne, jak i uprzątnęła miejsce pracy.
– Przyjdę do niego jeszcze pod wieczór. Niech odpoczywa. Sen jest najlepszym lekarstwem – poinformowała brata, nim skierowała się ku wyjściu z tuneli.
~ ~ ~
Fioletowooka korzystając z wolnej chwili, położyła się na wolnym posłaniu, zastanawiając się nad słowami kocura. Poprosił ją, aby poprosiła przodków o bezpieczeństwo dla jego kociąt. Tyle że... Słoneczny Fragment nie miał kociąt. Przynajmniej w Klanie Burzy. I chyba w innych klanach również ich nie miał. Jedyną kotką, z którą wydawał się być blisko, nie licząc Słodkiej Dziewanny była Wieleni Szlak. Jednak z tego, co wiedziała, para kotów nim zbrodnie burej szylkretki wyszły na światło dzienne, nie była żadną parą, a tym bardziej nie oczekiwała kociąt. A ojcem kociąt Słodkiej Dziewanny był przecież Burzowych Chmur.
"O jakie kocięta mogło mu chodzić?"
Zgodnie z jego prośbą, złożyła modły do przodków. Nie widziała czy zmarli jej wysłuchali, w końcu nigdy nie odpowiedzieli na jej wezwania.
Pozostawała również sprawa Pacynki, przed którą przewodnik przestrzegł uczennicę i nakazał przestrzec inne koty. I wtedy ją olśniło. Przypominała sobie, jak kocur był zdenerwowany, gdy zajrzał do lecznicy i poprosił ją na boku, aby udała się z nim kolejnego dnia na granicę, po tym, jak została zaatakowana. Po podobno widział przy niej jakąś samotniczkę, która wyglądała na ciężarną, jednak nie był w stu procentach tego pewny. Co prawda udała się z nim na obrzeża terenów, jednak do spotkania z kocicą, a tym bardziej badania nie doszło. Czyżby... czyżby...
Wzdrygnęła się, gdy do lecznicy wpadła czwórka kociąt, za którymi powolnym krokiem weszła Słodka Dziewanna. Córki oraz kotka, którą przygarnęła, musiały dawać jej w kość, sądząc po jej umęczonym pysku. Mimo wszystko gościł na nim również uśmiech.
– Miałam z nimi przyjść na comiesięczne badanie... – wytłumaczyła, rozglądając się po legowisku, być może starając się odszukać Wdzięczna Firletkę. – Nie ma Wdzięcznej Firletki lub Zawilcowej Korony? – Wełna poleciła łebkiem. – Och. No dobrze. W takim razie ty je zbadaj.
~ ~ ~
Królowa wraz z kociętami była ostatnimi pacjentami dzisiejszego dnia. Wełnista Łapa zmęczona położyła się na legowisku, przypominając sobie, że obiecała jeszcze zajrzeć do przewodnika. Jeśli będzie w stanie wstać miała zamiar zaprowadzić go do lecznicy. Podniosła się i gotowa ruszyć do tuneli, skierowała się do wyjścia z lecznicy, w którym dostrzegła sylwetkę głównej medyczki i jej asystenta. Kocur po cichu zniknął we wnętrzu lecznicy, która lśniła czystością. Wdzięczna Firletka przez długi czas omiatała spojrzeniem lecznice, aż w końcu przeniosła spojrzenie na swoją terminatorkę. Poprosiła uczennicę o zdanie raportu, a Wełnista Łapa po krotce streściła, kim się zajęła dzisiejszego dnia pod ich nieobecność i co komu dolegało.
– Dobra robota, Wełnista Łapo. – Wibrysy kocicy poruszyły się delikatnie. – Celowo zostałaś dzisiaj sama w lecznicy. Udało ci się zdać test. W dodatku celująco.
Wełnista Łapa posłała uśmiech kocicy, po czym dopadła do jej boku i przytuliła Wdzięczną Firletkę. Zaraz jednak wycofała się, lekko speszona swoim zachowaniem.
– D-dziękuję. Za wszystko – wymruczała. W jej oczach zagościły łzy, które starała się powstrzymać. Nie mogła zapłakana udać się do przewodnika, którego najpewniej by jedynie zestresowała. – Dziękuję...
Powoli ruszyła w stronę tuneli.
[Test do treningu Wełnistej Łapy + 1000 słów do treningu medyka]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz