— Tak się składa, że może i tak było — zaczęła powoli, zniżając ton głosu.
Zauważyła, jak wąsy Blasku drgnęły z zaskoczenia. Otworzył lekko pysk, ale długo zastanawiał się nad tym, jakie szczegóły jej zdradzić… Przysiadła na kamiennej posadzce.
— Czyli jednak to nie były zwidy — skwitowała, uśmiechając się niemrawo. — Pamiętasz, jak ojciec opowiadał nam o swojej siostrze? Czyśćcowej Łapie?
Wojownik skinął głową po paru uderzeniach serca.
— To właśnie z nią rozmawiałam. Znaczy- To ja gadałam, a ona… — skrzywiła się nieco — robiła inne rzeczy.
Nie chciała przypominać sobie krwawych malunków, które musiała sobie później zmywać z pyska. Ani brudnego pęczka szałwii, którym zmarła raczyła ją obdarować.
— Mnie odwiedził Przyczajona Kania — miauknął Blask po chwili namysłu.
Mina Łuny nieco spoważniała.
— Zastępca?
— Mhm.
Zmarszczyła brwi. W co jej brat był zamieszany? Czyściec miała do nich jakieś… Powiązania, ale on?
— Trochę dziwne, nie uważasz? Czego on u ciebie szukał?
Ciało Blasku spięło się, a futro na karku nastroszyło nieznacznie.
— To nieistotne — mruknął. Och, czyli zdecydowanie było istotne. — Po prostu… Chciałem wiedzieć, czy coś takiego komuś jeszcze się przytrafiło.
Jakiś czas temu…
Wpatrywała się w zwierzynę u jej łap. Rybitwa, jej ulubiona. Przyniesiona jej specjalnie przez Króliczą Prawdę zaledwie parę chwil temu. Może… Może gdyby znaleźli się w innych okolicznościach, rudy wojownik rzeczywiście mógłby być dobrym partnerem.
Zacisnęła szczęki, ledwie powstrzymując się przed pacnięciem siebie samej łapą w czoło. Co ona bredzi? Gdyby byli w innych okolicznościach, to odsypiałaby właśnie noc zarwaną wraz z Szałwiowym Sercem, a nie brodziła w bagnie, w które wciągnęła siebie i Królika. Z westchnieniem odsunęła piszczkę na długość łapy, bliżej posłania śpiącego Postrzępionego Mrozu, nie chcąc patrzeć na dowód sztucznych czułości jej “partnera”.
Oparła głowę o brzeg posłania. Jej nos otarł się o przysypiającą Szronkę, która wydała z siebie niezadowolony dźwięk i przewróciła się na drugi bok. Jej szare futerko nastroszyło się lekko. Kocię rozciągnęło się, wyciągając do przodu łapki, aż nie natrafiły na głowę jej brata. Łuna z westchnieniem odwróciła wzrok, słysząc odgłos kroków, nie podnosząc jednak głowy.
Sylwetka Mirtowego Lśnienia zasłoniła światło wpadające do legowiska wejściem. Neutralna mina na jego pysku wiele jej nie podpowiedziała; odruchowo poruszyła ogonem, nieznacznie odcinając Szronkę i Strzępka od oceniającego spojrzenia.
— Blasku? — miauknęła cicho, mrużąc ślepię. Zauważyła, jak drgnął na jej słowo. — Czegoś tu szukasz?
Rudy pokręcił głową.
— Niczego konkretnego.
Z niezadowolonym parsknięciem wcisnęła policzek głębiej w mech. Elokwentny jak zwykle.
Obserwowała, jak Blask zbliża się do niej powolnymi krokami. Jego spojrzenie mało subtelnie wędrowało pomiędzy nią i jego siostrzeńcami. Wzdrygnęła się. Nie lubiła, gdy przychodził ją odwiedzać. Nie lubiła, gdy przypatrywał się jej dzieciom, jak gdyby rozwiązywał jakąś zagadkę – wiedziała, że gdyby się postarał, to by ją rozwiązał. Nie było o to trudno. Jako jeden z nielicznych (a przynajmniej tych, którzy ją w tym temacie skonfrontowali) widział ją w towarzystwie Szałwiowego Serca. A teraz widział dwójkę kociąt, bardziej podobnych do nocniaka, niż do ich rzekomego ojca.
— Przyszedłeś się patrzeć, czy porozmawiać? — zapytała, jej ton ostry, ale nieco żartobliwy. Po chwili spoważniała. — Jesteś bardziej marudny niż zwykle. Coś Cię trapi?
<Blasku? Chcesz mnie może przekonać do swojej rewolucji?>
ja tu karku nadstawiam zeby cie wyzywic, trzymam twoj sekret w tajemnicy, mierze sie z podejrzliwymi spojrzeniami pobratymcow a ty mi chcesz matke kropnac. no ładnie
OdpowiedzUsuńsorry not sorry trzeba było się nie zgadzać (jk proszę nie zostawiaj mnie)
Usuń