Dawno temu…
Zatrzymała się obok jednego z drzew. Końcówka jej ogona poruszyła się niespokojnie i milczała przez moment.
— Nic nie możesz zrobić — miauknęła w końcu, odwracając pysk w stronę uczennicy.
Żar zamrugała i zmarszczyła brwi, jakby chciała się z nią kłócić. Uniosła łapę i uciszyła ją zawczasu.
— Nie zmienisz tego, jak inni patrzą na… Twój były klan — kontynuowała, krzywiąc się nieznacznie — a zarazem na Ciebie. Nie jesteś w stanie. Może z czasem im… Nam ta niechęć minie.
Nie kryła się z tym, że za kotką nie przepadała. Powinna wiedzieć, gdzie jej miejsce. Zapchlony wilczak. Jednak… W zasadzie to nie pokazała siebie jeszcze z żadnej złej strony. Była miła. Pomocna. Nie podchodziła pod łapy, nie protestowała przy wykonywaniu poleceń. Była chętna do ukończenia treningu.
Oprócz jej pochodzenia, Łuna nie miała żadnych powodów, by jej nie tolerować.
— Zadowala Cię taka odpowiedź, czy będziemy tu stać do wieczora?
Uczennica zamrugała, po czym z westchnieniem pokiwała głową i postąpiła krok do przodu. Niebieska nie czekała na nią, znikając prędko pomiędzy drzewami.
Teraźniejszość…
Od dnia, w którym została przyniesiona jej ta nieszczęsna mewa, przyszło jej w zwyczaju jadać poza obozem. Nie chciała powtórki; nie chciała słyszeć szeptów Ćmiego Księżyca, nie chciała czuć krzywych spojrzeń co po niektórych współklanowiczów, gdy próbowali się domyśleć, o co chodzi.
Tak było i tym razem. Unosząc pysk znad nornicy, wbiła spojrzenie w zachodzące powoli słońce, starając się zignorować odrażający smak w pysku, który wiedziała, że był jedynie wytworem jej wyobraźni. Piszczka była zdrowa, choć marna – nie przypominała tamtej dużej, tłustej mewy. Chyba i lepiej.
Zajęta przeżuwaniem i próbowaniem utrzymania posiłku w żołądku nie usłyszała zbliżających się do niej kroków. Kątem oka zauważyła na trawie cień długofutrej sylwetki, który prędko zamienił się w rudy pysk Rozżarzonej Pieśni.
— Mogę dołączyć? — zapytała młodsza, przyglądając się jej z pewnym rodzajem zaciekawienia. Wiedziała, że wygląda teraz pewnie dość dziwnie, siedząc w odosobnieniu. — Nie wyglądasz na zajętą.
Wzruszyła barkami, spoglądając na rudą z ukosa.
— Skoro nalegasz.
Łuna nie powiedziałaby, że ona i Żar to przyjaciółki. Co to, to nie. Prędzej… Znajome. Tolerowały się. Raz po raz rozmawiały, polowały razem, zanim jeszcze niebieska wylądowała w żłobku. Musiała przyznać, była wilczaczka wcale nie była taka zła – nadal jej nie ufała, ale pojawiła się pomiędzy nimi nić porozumienia.
— Możesz dokończyć — miauknęła, przesuwając swoją piszczkę łapą w stronę rudej. — Nie mam apetytu, a widziałam, że dzisiaj spędziłaś cały dzień poza obozem. Pewnie jesteś głodna.
<Żar?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz