*przeszłość*
Razem z Wełnistą Łapą udał się na obrzeża terenów, aby spotkać się z Pacynką. Niestety, nieważne ile czekali, po burej samotnicze nie było ani śladu; jedynie jej zapach był wyczuwalny, lecz cóż się dziwić, skoro kocica niczym cień przemieszczała się po całych terenach klanu. Sprawniejszy nos na pewno wyczuł woń samotniczki, być może uczennica medyka również zdołała go wyłapać, jednak nie odezwała się na ten temat ani słowem.
Słoneczny Fragment, mimo że rozważał wystawienie, stawił się na umówione spotkanie. Westchnął, przenosząc spojrzenie na uczennicę medyka.
– Przepraszam, że cię fatygowałem, zawłaszcza po tym wczorajszym ataku – miauknął, uśmiechając się słabo.
– Nic nie szkodzi. – Uśmiechnęła się. – Cieszę się, że zwróciłeś się do mnie z prośbą o pomoc. To znaczy, że mi ufasz i wierzysz w moje umiejętności. – Czy ta kotka, która stała tuż obok niego naprawdę posiadała w sobie cząstkę Klanu Gwiazdy? Czy naprawdę była pośrednikiem między kotami a Gwiezdnymi bytami, jak starał się przekonać współklanowiczów jej ojciec, Szara Skóra?
Być może tak było. Być może naprawdę Wełnista Łapa całkiem sprawnie i szybko przyswajała wiedzę medyczną, być może za niedługo dorówna nią Wdzięcznej Firletce oraz Zawilcowej Koronie. Jednak również istniał drugi powód przez który zwrócił się do niej z prośbą o przeprowadzenia badania. W przeciwieństwie do starszych medyków, Wełnista Łapa zachowałaby milczenie
– Zazwyczaj się nie spóźniała... – podjął, rozglądając się wokół, mając nadzieję, że dostrzeże gdzieś wśród traw tę burą lisicę, która spodziewała się jego kociąt.
– Poczekajmy jeszcze, może się gorzej poczuła, skoro oczekuje kociąt... Albo...
– Nie, skoro nie przyszła, to już więcej nie przyjedzie. – Ton głosu kocura zmienił się całkowicie. – Chodźmy, wracajmy do obozu.
– A-ale... – miauknęła, jednak Słoneczny Fragment ruszył już w drogę powrotną.
Albinoska nim ruszyła za przewodnikiem, rozejrzała się jeszcze dookoła terenów, aż w końcu również zdecydowała się na powrót.
~ ~ ~
Pacynka odeszła. I to na dobre. Jej zapach urywał się na granicy z Klanem Nocy, a z każdym kolejnym dniem słabnął na terenach Klanu Burzy. Gdyby sytuacja była inna, najpewniej kocur by czuł ulgę w związku z zakończeniem ich relacji i faktu, że bura zniknęła z jego życia. Jednak nie potrafił się cieszyć, zamiast tego zamartwiał się o los swoich kociąt. Kociąt będących niczym innym jak błędem. Błędem, który nie powinien dla niego nic znaczyć, a mimo to trudno mu było pogodzić się z tym, że samotniczka odebrała mu możliwość poznania własnych młodych i uniemożliwiła mu próbę zapewnienia im bezpieczeństwa w klanie. Nie posłuchała go, jednak czego się mógł spodziewać po kimś takim, jak Pacynka? Żałował, że nie zaciągnął jej do obozu tamtego dnia, gdy wyjawiła mu informacje o ciąży. Może gdyby wyznał Ognistej Piękności i Śnieżycowej Chmurze prawdę, o tym, że on lub Burzowe Chmury mogą być ojcami kociąt, Pacynka zostałaby przyjęta?
Przewodnik uniósł powoli wzrok na Burzowe Chmury, który wykłócał się kolejny raz z Śnieżycową Chmurą na środku legowiska wojowników. Niektóre koty przyglądały się im zaciekawione potencjalnymi informacjami, które podczas wymiany zdań padną, inne zdecydowały się ulotnić na zewnątrz, mając dość kłótni między wojownikami.
– [...] Mówię ci przecież już po raz dziesiąty, że ta samotniczka w żadnym stopniu nie wyglądała na ciężarną kotkę! Głuchy jesteś?
– W takim razie może powinnaś udać się po medyków, aby potwierdzili jej słowa lub też zaprzeczyli, nim skazałaś ją i jej kocięta na śmierć! Złamałaś kodeks, Śnieżycowa Chmuro! Bo co? Bo nie miała zaokrąglonego brzucha? – parsknął. – Po Słodkiej Dziewannie przez długi czas również nie było widać, że jest w ciąży, a mimo to Wdzięczna Firletka była w stanie ją potwierdzić! – Wygiął grzbiet w łuk. – A ty z tego, co wiem, nie szkoliłaś się na medyka, więc co nam po twoich zapewnieniach, że chciała was okłamać!
– Wiesz co, Burzowe Chmury? – miauknęła przyjaźnie, nie robiąc sobie nic z tego, że doprowadziła do szału niebieskiego kocura w związku z odmową azylu Pacynce. – To naprawdę ciekawe, że aż tak bardzo przejmujesz się losem jakieś samotniczki i godne pochwały, jednak jestem pewna, że ta przybłęda kłamała. Prawda, Słoneczny Fragmencie? – Kremowy westchnął, żałując, że podczas kłótni padło jego imię. Burzowe Chmury zdołał już zwyzywać mentora od przygłupów, gdy dowiedział się, że patrol odmówił Pacynce i kociętom schronienia. Burzowe Chmury podobno wiedział już wcześniej, że Pacynka była w ciąży, dlatego był pewny swoich słów. Najwyraźniej kocica nie poinformował go o tym, kto mógł być poza nim ich ojcem. – Gdyby faktycznie oczekiwała młodych, sama poprosiłaby o przyprowadzenie medyka, aby potwierdzić własne słowa lub zaoferowałaby coś w zamian, a jednak gdy tylko odmówiliśmy jej azylu, zmyła się i tyle ją widziano.
– To prawda, Burzowe Chmury. Nie wszyscy samotnicy mają dobre intencje, o czym powinieneś doskonale wiedzieć. – miauknęła Ognista Piękność, wtrącając się do rozmowy. – Ta kotka chciała wzbudzić w nas współczucie. Gdyby naprawdę oczekiwała młodych i potrzebowała pomocy, zrobiłaby wszystko, aby nas przekonać do udzielenia jej azylu. Mówię to z własnego doświadczenia... – dodała, dostrzegając, że kocur nie wyglądał na przekonanego.
– A co jeśli naprawdę nie kłamała i oczekuje młodych? I po prostu nie chciała kajać się przed nikim? Są różne koty, nieprawdaż? – Zaśmiał się.
– Najwidoczniej nie wiedzie jej się aż tak źle, jak powiedziała. Wyglądała na dobrze odżywioną, więc pewnie nie jednego królika sprzątnęła nam sprzed nosa, ale jej sierść... pozostawała wiele do życzenia. Powinniśmy być wdzięczni, że nie zaraziliśmy się od niej pchłami lub innymi pasożytami!
– Zważaj na słowa, Ognista Piękność. – Syknął Burza, wysuwając pazury. Po legowisku rozniosły się szepty i pomruki. – Obie próbujecie usprawiedliwić złamanie kodeksu, lecz Klan Gwiazdy na pewno was za to ukaże! Ciebie również... – Spojrzał na Słoneczny Fragment. – Obyście mieli rację, że nie oczekiwała młodych. W innym wypadku nie będziecie się różnić od Wieleniego Szlaku. Chociaż w przeciwieństwie do niej wy mieliście pojęcie o kociętach...
– Osz ty... – wysyczała Śnieżycowa Chmura. – Skoro jesteś tak pewny co do jej stanu, to może ty za niego opowiadasz! Hę? – podjęła. – Zamiast uganiać się za samotniczkami i rozczulaniem się nad każdą przybłędą, może skupiłbyś się na klanie i pobratymcach! Samotnikolubie! – wykrzyknęła. – Jeśli Klan Gwiazdy uzna, że złamałam kodeks to z przyjemnością przyjmę karę! Lecz tego nie zrobiłam! Poinformowałam ją o sytuacji mającej miejsce u nas w klanie i zaproponowałam jej udanie się do innych klanów z prośbą o pomoc! Pomogłam, jak mogłam, nie decydując się narazić pozostałych członków klanu na potencjalne niebezpieczeństwo!
– Ma rację...
– Gdyby ojcem kociąt był ktoś z naszych, ale samotnik...
– A co jeśli naprawdę chciała wzbudzić w nas tylko współczucie...
– A jeśli znała się z Wielenim Szlakiem?
Szepty pozostałych kotów, które do tej pory się przysłuchiwały, stały się głośniejsze. Każdy chciał wyrazić swoją opinię w związku z zaistniałą sytuacją. Większość kotów po śmierci wiecznej królowej oczekujących młodych oraz starszego była bardziej cięta na samotników niż dotychczas.
Słoneczny Fragment podniósł się z posłania i dał znać Burzowym Chmurom, aby razem z nim udał się na zewnątrz. Mieli to pogadania.
~ ~ ~
– Jej trop urywa się dokładnie w tym miejscu... – wymruczał, stojąc na granicy z Klanem Nocy. – Powąchaj. Musiały minąć dwa lub trzy dni nim odeszła.
– Ugh. Miałem ją za mądrą kotkę, a zamiast tego ryzykuje życie moich kociąt i łazi po terenach obcych klanów... Myślisz, że dołączyła do Klanu Nocy? Nie pasuje mi do tych bagiennych terenów przesiąkniętych rybim smrodem...
– Nie wiem... równie dobrze mogła tylko przejść przez nie i wrócić tam skąd przyszła. Przykro mi, Burzowe Chmury...
– Przykro... przykro ci?! – wypalił. – Zamiast jej odprawiać, mogłeś nakazać tym zapchlonym wiewiórką pójść po mnie albo po medyków... Zawodzące Echo na pewno by ją przyjął. Klan Burzy zyskałby kolejnych świetnych wojowników, a tak kolejne kocięta będą wychowywać się bez ojca... Eh. Równonoc i Rybeczka na pewno by się ucieszyły na młodszych kolegów w żłobku.
~ ~ ~
Przewodnik zaniemógł. Ból gardła z każdym kolejnym dniem się nasilał, aż w końcu kremowy nie był w stanie normalniej mówić bez chrypy. Kaszel dokuczał mu zarówno za dnia, jak i w nocy, dlatego też, aby nie przeszkadzać innym wojownikom w legowisku, zdecydował się przenieść do tuneli. Miał zamiar kolejnego dnia udać się do medyków, którzy i tak mieli łapy pełne roboty, jednak nie był w stanie podnieść się z legowiska. Gorączka. Dopiero gdy jeden z jego uczniów napatoczył się na niego podczas patrolowania tunelu, poprosił młodzika, aby ten udał się po pomoc. Biały kocur przyprowadził do pacjenta swoją siostrę, która dostrzegając, w jakim stanie jest starszy kocur, od razu przystąpiła do działania. Według słów kocicy miał to być dla niej swego rodzaju test, podczas którego miała sama poradzić sobie z poważniejszymi dolegliwościami.
– Jak mogłeś się doprowadzić do takiego stanu Słoneczny Fragmencie... – miauknęła Wełnista Łapa, nachylając się do kocura. Podała mu zioła na kaszel oraz przetarła pysk mchem.
– To wina oglądania gwiazd do późna – wychrypiał. Ostatnie kilka nocy spędził na modłach do Klanu Gwiazdy, aby czuwali nad jego potomkami, nie ważne, gdzie ci byli. Jeśli się nie mylił w obliczeniach, Pacynka lada moment powinna oczekiwać rozwiązania. O ile nie zdecydowała się przerwać ciąży, gdy patrol odmówił jej schronienia. – Wełnista Łapo... mam do ciebie prośbę. Popytaj kotów z sąsiednich klanów o to, czy nie spotkali na swoich terenach burej kocicy o brązowych oczach... – Zignorował fakt, że śnieżnobiała kotka się spięła, gdy tylko opisał wygląd samotniczki. – Na imię ma Pacynka. Jeśli ktoś ją widział, przekaż im, aby uważali na nią. Jest najprawdziwszym lisem w kociej skórze... – Przymknął powieki. Miał nadzieję, że gorączka oraz kaszel opuszczą jego ciało tak szybko, jak zdołały się go przyczepić. – I proszę, poproś przodków o zapewnienie bezpieczeństwa moim kociętom. Ja nie byłem w stanie im go zapewnić.
Wełnista Łapa dotknęła łapą czoła przewodnika. Kilkukrotnie przejechała po nim, ledwo słyszalnie mówiąc "ci". Kocur ponownie otworzył oczy, wpatrując się w białą postać, by ponownie je zamknąć. Zasnął.
Koniec sesji/Wstrzymanie sesji + test medyczny do treningu Wełnistej Łapy
Wyleczeni: Słoneczny Fragment
🌞🌞🌞
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz