Skrzypiący Skrzyp wypiął dumnie pierś, na co Skrzydlata Płomykówka wywróciła oczami, a Wełnista Łapa cichutko zachichotała. Zielonooki wciągnął głośno powietrze nosem. Na jego pysku zagościł łobuzerski uśmiech, którym obdarował swoje towarzyszki.
– Czujecie ten smrodek? Wilczaki musiały chwilę temu znakować granicę – oznajmił. – Znajdujemy się kilkadziesiąt lisich ogonów od granicy, a śmierdzi tu, jakbyśmy ją przekroczyli.
– To zasługa wiatru. – Płomykówka skinęła głową w stronę gałęzi lekko poruszających się na wietrze. – Chociaż dla kogo smród, dla tego smród. Mnie osobiście podoba się ten zapach drzew iglastych. Wiesz, o co mi chodzi, prawda Wełnista Łapo? – Uczennica przytaknęła. Sama poruszyła noskiem, starając się pochwycić woń lasu, który przed nimi się znajdował. – Historia historią, nie darze ich sympatią, jednak zazdroszczę im bycia otoczonym ze wszystkich stron przez drzewa. Słońce na pewno nie daje im tak popalić, jak nam, a ten zapach iglaków... – Zaciągnęła się wonią drzew, która wraz z wiatrem została przywiana i uraczyła nozdrza trójki kotów. – Ach!
– Bzdury wygadujecie! I wy się nazywacie Burzakami? Phi! – prychnął. Nadąsany przyłożył pysk do ziemi, węsząc przez dłuższą chwilę. – Płomykówko! Złapałem trop! I coś mi mówi, że się obłowimy, jak nigdy!
– Coś taki pewny... – zamruczała, by chwilę później również przyłożyć pysk do trawy. – Hm. Faktycznie. Na kolację będziemy mieli potrawkę z króliczej rodziny... – Oblizała się. – Wełnista Łapo? Poszukałabyś jakichś ziół, które wzbogaciłby smak mięsa?
– Oczywiście. J-jeśli dobrze pamiętam, niedaleko rośnie tymianek... – Przeniosła spojrzenie w kierunku granicy z Klanem Wilka.
– Tylko uważaj na siebie! Znajdujemy się przy granicy z Klanem Wilka. Nie daj Klanie Gwiazdy, jakiś Wilczak cię dostrzeże i porwi... – Kocur nie dokończył. Długi ogon Płomykówki strzelił kocura w pysk. Wełnista Łapa położyła po sobie uszy, nie popierając zachowania rudej kocicy, jednak również poczuła ukłucie w sercu, gdy bury wyrażał się niepochlebnie o kotach z Klanu Wilka sugerując, że mogliby ją porwać.
Gdyby tylko porozmawiali z Mglistym Snem albo z panią Brukselkową Zadrą, wtedy na pewno przestaliby wierzyć w krzywdzące historię pełne uprzedzeń do sąsiadów. Może i Klan Burzy z Klanem Wilka nie miał przyjaznych stosunków, teraz i w przeszłości, ale Wełnista Łapa wierzyła, że kiedyś, bardzo dawno temu między dwoma sąsiadującymi klanami, które aż tak bardzo nie różniły się od siebie była zgoda.
– Nie strasz jej! Wełnista Łapa nie jest głupia, a tym bardziej słaba. Wiem do czego jest zdolny ten kłębek puchu – prychnęła. Przeniosła spojrzenie na uczennicę medyka i posłała jej uśmiech.– W razie czego użyje pazurów, gdyby wymagała tego sytuacja. A poza tym może nas zawołać. – Zmarszczyła brwi, gdy ponownie utkwiła spojrzenie w kocurze. W jej spojrzeniu oprócz złości na niego było coś jeszcze, coś, co Wełnista Łapa dość szybko zrozumiała. Poczuła ucisk w sercu, lecz również radość i ulgę. – Nie odejdziemy daleko. Pamiętaj o naukach Przeplatkowego Wianku oraz mojego brata. I zadbaj o to, aby nie poszły na marne w razie potrzeby!
– Dobrze – odparła, szczerząc ząbki do wojowników.
Uczennica medyka udała się w przeciwną stronę, decydując się zapuścić w okolicę części lasu Klanu Wilka, który wchodził na tereny Klanu Burzy. Mimo że od dłuższego czasu z utęsknieniem oczekiwała możliwości ponownego spotkania się z Mglistym Snem, w tejże chwili miała nadzieję, że na niego nie wpadnie. Nie chciała, aby między Skrzypiącym Skrzypem a czarnym wojownikiem doszło do jakieś kłótni, jak miało to miejsce wobec Księżycowej Łapy, gdy został poturbowany przez ucznia Klanu Wilka. Miała nadzieję, że ten incydent, który co prawda został zamieniony pod dywan, nie wzbudził większej niechęci do wilczków, do których Burzacy nie pałali miłością. A pragnęła, aby to się zmieniło. Chciała, aby więcej kotów przestało trzymać się przeszłości, a zamiast tego chciało stworzyć lepszą przyszłość, bez wrogości, uprzedzeń i klas.
Przez dłuższą chwilę kluczyła między drzewkami, co jakiś czas decydując się pochwycić w zęby zebrane zioła, a następnie obrzucić teren uważnym spojrzeniem. W pewnej chwili, gdy uniosła wzrok, aby rozejrzeć się dookoła, dostrzegła znajomą postać. Zaskoczona jednak obecnością kocicy przy granicy wypuściła z pyska zioła.
– Brukselkowa Zadro... to znaczy Pani Brukselkowa Zadro! Dobry wieczór. – Głośny szept opuścił pysk kotki. Posłała uśmiech liliowej, jednak po chwili mięśnie albinoski napięły się, a spojrzenie utkwiła w kierunku, gdzie rozdzieliła się z wojownikami. – Tym razem nie jestem sama, towarzyszy mi dwójka wojowników, a jeden z nich nie koniecznie przepada za pani pobratymcami przez wzgląd na historię naszych klanów i napięte relacje... – miauknęła, chcąc uprzedzić kotkę, że tym razem zapewne o wiele krócej ze sobą porozmawiają. Wolała również ją uprzedzić o niezbyt przyjaznym nastawieniu jednego z wojowników, który jej towarzyszył. – Jednak Skrzypiący Skrzyp to dobry kot. Troszczy się o każdego, naprawdę każdego, nawet czasami za bardzo. Gdyby zauważył, że z panią rozmawiam, byłby niezadowolony... Nim się rozdzieliliśmy, przestrzegł mnie, abym uważała i żebym nie dała się porwać żadnemu wilczakowi. – Uśmiechnęłam się. Nie wiedzieć czemu, poczuła potrzebę poinformowania o tym liliową kocicę. Być może właśnie dlatego, że wyczuwała od niej dobro. Wiedziała, że Brukselkowa Zadra nie zrobi jej krzywdy, ponieważ obie wyznawały wiarę w Klan Gwiazdy.
[900 słów - trening medyka]
<Brukselkowa Zadro?>



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz