Skłonił krótko głową na przywitanie.
— Witam cię Rysi Tropie.
Nie był pewien, jaka dokładnie jest kocica. Wiedział, że była kultystką, jednak musiała chyba zaprzestać wierze w Mroczną Puszczę, skoro z nimi poszła, nieprawdaż? Nie mógł również podchodzić do kotki z nieufnością, żaden Świetlik nie mógł unikać drugiego, przecież tworzyli wspólnotę!
— Dostaliśmy bojowe zadanie od Jarzębinowego Żaru. Musimy pogłębić norę w nowym obozie. Ma tam powstać lecznica.
Kotka coś do siebie warczała, jednak nie był w stanie nic z tego zrozumieć. Przekrzywił głowę, czekając aż ta się do niego odezwie.
"Może źle się czuje? Powinienem pójść po Stroczkową Łapę i Jarzębinowy Żar?" — zastanowił się, a jego ogonek poruszył się niespokojnie.
Rysi Trop zachowywała się, jakby była chodzącym widmem.
— Dobrze się czujesz, Rysi Tropie? — wydusił z siebie, przekręcając głowę.
— Naturalnie — wykrzywiła swój wyraz pyska — Możemy już iść? Chcę mieć później wolne — zapytała.
Jego życzliwa mina stwardniała. Jednak kotka miała ciężki charakter, a w dodatku chyba nie przepadała za nim zbytnio. Szczególnie że robiła w jego stronę strasznie kwaśne miny.
"Nie jestem ryjówką, żeby mnie każdy lubił. Z czasem najwyżej zmieni zdanie o mnie." — pomyślał.
Czuł, że to będzie długi dzień.
— Mhm. — przytaknął jej i ruszyli do obozu.
Myślał, że kotka będzie bardziej chętna do rozmowy, jednak cisza również mu odpowiadała.
Zza niedalekich krzaków wyłonił się obóz, wyglądaj on schludniej niż wtedy, kiedy ona wraz z uczniem medyka i jej bratem go znaleźli. Gdzieniegdzie trzeba jeszcze posprzątać, ale wyglądało to ładnie. Czarny wojownik wystąpił do przodu, obwąchując norę kuny. Miał już zacząć kopać, gdy zobaczy, że jego towarzyszka zniknęła, a bardziej schowała się cała za paprociami.
Westchnął pod nosem i zawołał do niej.
— Idziesz Rysi Tropie? Mieliśmy kopać!
— Wiem, wiem! — wysyczała.
Wojowniczka z trudem wygramoliła się z paproci, odsłaniając łeb. Położyła po sobie uszy i spojrzała się na Mglisty Sen z morderczym wyrazem pyska. Niechętnie wstała i podbiegła do kocura. Wystawiła język na widok dziury i starego zapachu kuny.
Popatrzył na starszą od siebie kotkę. Ewidentnie nie przepadała za brudzeniem sobie łap, jednak co mógł jej na to poradzić. Akurat ona się ostała w obozie, a inne koty zajęły się innymi obowiązkami.
— Cieszy mnie to niezmiernie, że wiesz. — powiedział bardziej do siebie niż do Rysiego Tropu.
Nie czekał na reakcje kotki, zajął się powiększaniem nory. Liczył się efekt, a nie ględzenie. Nie czuł żadnych negatywnych uczuć względem szylkretki, była raczej mu obojętna, jednak w drugą stronę ewidentnie było inaczej. Skoro taka błaha rzecz była dla byłej kultystki problemem, to był ciekaw, co ona w tym kulcie rzeczywiście robiła. Zabijanie kotów było mniej ohydnym i hańbiącym zajęciem niż kopanie w ziemi?
Zamyślony przystąpił do kopania, robił to sprawnie, zarzucając ziemię pod siebie. Podczas kopania, widział kątem oka, jak Rysi Trop nadal przeżywa grzebanie swoimi łapami w ziemi. Przewrócił oczyma w myślach. Oderwał się od roboty dopiero, kiedy potoczył się do niego kamyczek. Zwrócił jego uwagę, więc postanowił go pod nieść. Obejrzał go przelotnie, po to, by zaraz spojrzeć w stronę Rysiego Tropu, która odkryła jakieś kamienie zaplątane wśród korzeni starego drzewa.
— Znalazłaś całkiem ciekawe kamienie. Mogłyby służyć jako schodki... — odezwał się zadumany. — Mogłyby być schodkami, które prowadzą do kolejnego legowiska. Przykładowo, tam mógłby spać lider.
Na te słowa Rysi Trop prychnęła pod nosem. Wydawała się oburzona pomysłem młodszego od niej kocura, przynajmniej, jakby właśnie on mówił jej wprost, że zostanie przywódcą Świetlików.
* * *
— Dobrze nam poszło. — zauważył, otrzepując ze swojej czarnej sierści rudawy gruz. — Zostało nam jeszcze wyniesienie ziemi, którą wykopaliśmy oraz usunięcie trochę niepotrzebnych zarośli.
Starsza szylkretka zakołysała się znudzona na łapach. Jej mina ewidentnie wskazywała na niechęć oraz poirytowanie w jego kierunku. Czym on sobie zapracował na takie negatywne emocje?
— No niech ci będzie! Tylko szybko! Już nie chcę dzisiaj kolejnych niepotrzebnych zadań… To wszystko jest takie zbędne.
“Narzekania…” — przewrócił oczyma przed kotką.
Rysi Trop zawarczała cicho na jego reakcje, jednak już więcej się nie odezwała. Resztę dnia spędzili na wyrywaniu niepotrzebnych chaszczy oraz innych roślin, które by tylko im zawadzały. Kiedy się ściemniło, dopiero wrócili do prowizorycznego obozu. Byli cali uklejeni gliną oraz ich futro gdzieniegdzie zdobiły liście.
— Dobra robota Rysi Tropie. — pochwalił ją, jednak kotka mu nie odpowiedziała. Rysi Trop tak, jak weszła do obozu, tak bez większego zastanowienia, poszła na swoje posłanie. Odwróciła się do wszystkich tyłem i poszła spać. Mglisty Sen westchnął. Czuł się bezsilnie, nie chciał, żeby szylkretka czuła się źle wśród swoich, a jednak to sama się zdystansowała. Była markotna oraz zwykła komunikacja z nim, sprawiała jej problem.
< Rysi Tropie? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz