Aktualne
Mglisty Sen właśnie był na polowaniu wraz z Miodową Korą oraz Szczawiowym Sercem. Szło im całkiem dobrze mimo szeleszczących liści, które utrudniały im podkradanie się do zwierzyny. Praca zespołowa oraz taktyczne przeganianie i zaganianie były bardzo skuteczną metodą na pełen stos, jak i brzuchy Świetlików.
Podszedł do niego Miodowa Kora, który właśnie schwytał wiewiórkę.
— Mój syn będzie zadowolony z dzisiejszych łowów — zamruczał liliowy.
— Cieszy mnie to. Możesz przekazać Porywistemu Dębu, że pozdrawiam go i życzę dojścia do sprawności.
Miodowa Kora przekrzywił lekko głowę, jakby nie rozumiejąc jego słów.
— Przecież możesz osobiście mu to powiedzieć. Nie jesteś z innego klanu ani nie uciekasz nigdzie. Jakbyś go odwiedził i może byście porozmawiali, to grupa Świetlików byłaby o wiele bardziej zżyta. Sam ostatnio mówiłeś, że dzielimy się na dwie grupy zamiast być jedną wspólnotą.
— Owszem mówiłem tak, jednak z wami nie wracam do obozu.
Szczawiowe Serce, który podszedł do nich z resztą zdobyczy, której część musiał nosić na barkach, gdyż wszystko nie zmieściłoby mu się w pysku. Zmarszczył brwi i zerknął na Miodową Korę, a potem na Mglistego Sna.
— Gdzie idziesz? Uciekasz? Czy jakieś znalazłeś kolejne zadanie?
— Umówiłem się z Jarzębinowym Żarem na zbieranie ziół oraz pomoc przy kopaniu lecznicy. Jeśli chcecie, to możecie nam pomóc.
Dwóch wojowników poruszyło się niemrawo. Chyba kopanie w ziemi nie było ulubionym zajęciem żadnego ze Świetlików.
Miodowa Kora westchnął w końcu.
— Przyjść mogę ja. Może jeszcze wezmę ze sobą kogoś, żeby poszło sprawnie tym razem.
— Spróbuj poprosić Kosaćcową Grzywę lub Zapomnianą Koniczynę. Nie powinni odmówić — zauważył Szczawiowe Serce.
Miodowa Kora pokiwał krótko głową, jednak już się nie odezwał.
— W takim razie, jeśli to koniec naszego polowania, to możecie wracać do reszty Świetlików. — Dał jeden krok w stronę wydeptanej już przez nich ścieżki, która prowadziła nad rzekę. — Miodowa Koro, jeśli ktoś będzie się nudził, to możesz znaleźć dla nich zadanie przy budowie w nowo odkrytym obozowisku.
***
Wyszedł z zarośli, a przed nim ukazała się rzeka oraz widok dalszych lasów, których liście zmieniły swoje kolory. Cisza przerywana szumem rzeki oraz wiatru koiły jego duszę. Usiadł na jednym z grubych korzeni umoszczonych mchem i wyczekiwał Jarzębinowego Żaru, która miała się pokazać w umówionym miejscu.
— Trochę się spóźniłeś Mglisty Śnie. — Zaskoczyła go medyczka, która wyszła zza zarośli. — Musiałam na ciebie troszkę poczekać, więc sama zaczęłam zbierać zioła. Jak widzisz, jest ich całkiem sporo, więc twoim zadaniem, będzie je nieść. Tylko ostrożnie, nie chcę wracać drugi raz w to samo miejsce, tutaj jest nadal niebezpiecznie.
Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, o czym dokładnie mówi szylkretka.
— Jak to niebezpiecznie? Przecież uciekliśmy z Klanu Wilka. Nic nam tutaj nie grozi.
Jej wzrok stał się poważny, a ogonem strzepnęła na drugą stronę rzeki.
— Mglisty Śnie, widzisz tamten drugi brzeg rzeki?
Przytaknął jej głową
— Jest to terytorium Klanu Nocy. Widziałam ich patrol graniczny i schowałam się w krzewach, by mnie nie zauważyli. Te koty są w zmowie z Klanem Wilka oraz nie są słabym klanem. Nie możemy ryzykować, żeby nas zauważyli, bo inaczej może się to dla nas źle skończyć.
Mglisty Sen spoważniał. To, co mówiła Jarzębinowy Żar, było brutalną prawdą, która zmazała mu wyobrażenia nad idealnym życiem Świetlików oraz ich względnym bezpieczeństwie. Sam wiedział, że bardziej jest marzycielem niż realistą, ale jak mógł nie przejrzeć na oczy, w jakiej sytuacji się nadal znajdują.
— Widzę, że zrozumiałeś. Jednak skupmy się teraz na zadaniu. Weź resztę ziół, wracamy do reszty Świetlików, a potem tak jak obiecałam, pomogę ci w kopaniu lecznicy.
Skinął jej głową, nadal będąc nieobecnym. Klan Nocy był naprawdę wielkim niebezpieczeństwem dla nich. Te koty umiały pływać, więc jeśli chcieliby poszerzać swoje terytorium, to nie mieliby oporów przepłynąć kolejnej rzeki, by zdobyć kolejne lądy. Natomiast Świetliki musiałyby uciekać dalej od klanów, tym samym pozostawiając swój stary dom oraz szansę na zostanie zaakceptowanym przez pozostałe społeczności.
“Niedobrze…” — Przełknął ledwo słyszalnie ślinę.
— Mglisty Śnie! Idziemy — przywołała go do rzeczywistości Jarzębinowy Żar, która już znikała w lesie.
Ten pośpiesznie złapał resztę ziół, które były położone przed nim na kupce, po czym ruszył prędko za medyczką.
***
Była już noc, a oni siedzieli w swoim prowizorycznym obozie. Mglisty Sen czyścił swoje futerko, które było całe w ziemi oraz glinie, którą wykopywał podczas pobytu razem z Jarzębinowym Żarem w drugim obozie. Medyczka również nie była najczystsza, ale jej futro doglądał Stroczkowa Łapa, który starał się doczyścić miejsca, które tamta by sama nie dosięgła. Reszta Świetlików zajmowała się sobą. Rozmawiali, jedli i opowiadali swoje wrażenia nad nowym obozem, który wyglądał coraz to lepiej.
Ten spojrzał na Srebrną Skórę, która świeciła nad nimi. Była bardziej przejrzysta, gdyż korony drzew nie były już tak bogate w swoje kolorowe liście. Między gwiazdami widniał wielki księżyc, który oświetlał ich wszystkich. Był wielki i pełny.
— Zgromadzenie… — powiedziała nagle Jarzębinowy Żar, a inni zwrócili na nią swoją uwagę.
Mglisty Sen już wiedział, na jaki temat szylkretka chciała zejść. Kotka mówiła dalej.
— Pewnie Nikła Gwiazda powiedział o nas pozostałym przywódcom. Możemy mieć przez to kłopoty z zagrzaniem miejsca tutaj na stałe…
Inne Świetliki zaprzestały pogaduszek i wpatrywały się w Jarzębinowy Żar, którą teraz jako jedyną można było usłyszeć na małej polanie głównej. Medyczka znów powróciła do swojego stanu, który mogli zaobserwować w Klanie Wilka.
Postanowił się wtrącić.
— Nie może być aż tak źle. Nie wiemy jakie podejście mają do nas inne społeczności oraz mamy jeszcze swój głos. Musimy tylko zaczekać na odpowiedni moment.
Jarzębinowy Żar posłała mu ciepły uśmiech, jednak i tak widział w jej oczach, że ta nie była do tego wszystkiego przekonana. Nie wierzyła w jego słowa tak bardzo, jednak nadal znajdowała w nim spokój.
— Tak… Musimy zaczekać… — powiedziała tamta ledwo słyszalnie.
<Jarzębinowy Żarze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz