Od śmierci mentora Poczciwy Szakłak był cieniem dawnego siebie, choć raczej pasowałoby stwierdzenie, że wrócił do tego, co było, nim w jego życiu rozpoczął się nowy, bardziej radosny rozdział. Miał wrażenie, jakby ktoś wyrwał kartki ledwo rozpoczętego fragmentu i je niemal od razu unicestwił, zostawiając po nich jedynie gorzkie wspomnienie. Przy tym gasząc jakąkolwiek nadzieję na lepsze jutro. Czy już tak zawsze będzie wyglądać jego życie? Ledwo dozna szczęścia, pojawi się przebłysk nadziei, a już zostanie on zniszczony w zarodku? Wieczne cierpienie było mu pisane od początku? Czemu przodkowie aż tak go wyniszczają psychicznie?
Pokręcił głową zrezygnowany, nie chcąc dłużej myśleć o swoim marnym losie. Wystarczająco dużo czasu poświęcał użalaniu się nad sobą oraz dalszej żałobie nad śmiercią swojego mentora. Nawet jeśli Rudzikowe Skrzydełko i Skrzydlata Płomykówka próbowały coś na to zaradzić, to było to zadanie ponad ich siły, gdyż wojownik nie miał ochoty na jakiekolwiek kontakty społeczne po odejściu burego wojownika. Samotność ponownie stała się jego najlepszym wyniszczającym przyjacielem, nie opuszczając go choćby na krok. Na polowania udawał się samotnie, przemykając niczym cień wzdłuż ścian obozu, by następnie sprawnie wyjść jednym z tuneli.
Przez ten czas nieco zaniedbał treningi Kołysankowej Łapy, który został mu przydzielony jako uczeń, gdy Płomienny Ryk zmarł przez infekcję. Na szczęście przed początkiem żałoby, kocur zdążył odbyć parę sesji z rudym kocurem, lecz w ostatnich dniach nie miał na to siły. Zaczął się izolować od wszystkich, jednak nie każdy to rozumiał lub tolerował. Do jednego z tych gron należała Śnieżycowa Chmura, która pod wieczór oznajmiła mu, iż chciała, aby Szakłak wraz z Kołysankiem odbyli trening z nią oraz Berberysem. Srebrna nie była zrażona widoczną niechęcią na pysku kocura ani jego lodowatym, wypranym z jakichkolwiek pozytywnych emocji wzrokiem. W innych okolicznościach może, by w niezadowoleniu machnął łapą z wysuniętymi pazurami tuż przed jej nosem, lecz w obecnym stanie to ledwo miał chęci na cokolwiek bardziej wymagającego wysiłku fizycznego. Młodsza mimo ciszy ze strony kocura nie miała zamiaru się wycofać, więc wyczekująco wpatrywała się w zmęczonego życiem wojownika, dopóki ten z ciężkim westchnieniem nie zgodził się na jej propozycje. Pozbawiony jakichkolwiek chęci do dalszej konwersacji, położył łeb na wysłużonym posłaniu, zakrywając gęstym ogonem pysk. Miał cichą nadzieję, że ten gest będzie wystarczająco wymowny lub nikt po prostu nie zwróci uwagi na czarnego wojownika, leżącego gdzieś w kącie.
Tym razem przodkowie byli bardziej przychylni dla niego, ponieważ nikt do rana go nie dręczył. Dopiero Rudzikowe Skrzydełko przerwała jego sen, któryś raz próbując wyciągnąć wojownika poza legowisko. Początkowo mierzył ją uniesiony wzrokiem, nie mając chęci na podniesienie głowy, by po długich chwilach w ciszy podnieść się z posłania i bez słowa ruszyć z młodą wojowniczką do wyjścia nory, a następnie obozu. Ruda uważała, że był to mały sukces na drodze do tego, by starszy wrócił do dawnego funkcjonowania, lecz zbył to rozdrażnionym prychnięciem. Nie potrzebował wracać do tego, co było, a raczej według niego było to niemożliwe — śmierć Poczciwego Dziwaczka na zawsze zmieniła jego życie i nie dało się tego odwrócić.
***
Kiedy tylko wrócili ze wspólnego wyjścia, to Śnieżycowa Chmura już czekała, a Kołysankowa Łapa towarzyszył u jej boku. Nie przypominał sobie, by z kotką umawiali się na konkretny moment, lecz jak widać było chyba mu to niepotrzebne, skoro ona już czekała.
Tylko ze względów uprzejmości, skinął do niej głową, zajmując miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu wyczekiwała jego przybycia, aby udać się po własnego ucznia. Stali raptem parę długości od legowiska uczniów, więc dwójka kocurów mogła być świadkiem małej scenki między kotką a łaciatym uczniem. Choć Szakłak jedynie skrzywił się na ten widok, podzielał niechęć Berberysowej Łapy, co do opuszczania legowiska. Sam najchętniej, by wrócił do swojego, lecz skoro już dał się wyciągnąć z wysłużonego posłania, to powinien wykazać jakiekolwiek, nawet najmniejsze chęci pełnienia obowiązków.
***
W końcu udało im się pomyślnie wyjść całym składem z obozu, lecz już po paru krokach miał ochotę zakopać się pod ziemią. Wszystko, by młodsza wojowniczka zaczęła trzymać język za zębami, chociaż na chwilę. Jej bezustanne trajkotanie przyprawiało go o istny ból głowy, a widoczny grymas nie opuszczał jego pyska, lecz kotka miała to gdzieś, kontynuując swoją paplaninę, dopóki nie spostrzegła królika, za którym od razu udała się w pogoń. Kocur zastrzygł uchem, zmuszając swoje nieco zastane ciało, by ruszyć za Śnieżycową Chmurą i Kołysankową Łapą w pościg. Jednak nie tylko jemu uśmiechało się brać udział w szaleńczym biegu, gdyż dopiero po chwili łaciaty uczeń zrównał z nim bieg. Ledwo dostrzegając już dwie sylwetki Burzaków, zwolnił, przechodząc płynnie do spokojnego marszu. Tak jak się spodziewał, uczeń wojowniczki poszedł w jego ślady.
— Najchętniej wróciłbym do obozu — mruknął niby do siebie, lecz tak naprawdę próbował jakoś zacząć rozmowę z Berberysową Łapą. — Śnieżycowa Chmura tym swoim trajkotanie przyprawiła mnie o istny ból głowy — przyznał, kończąc zdanie ciężkim westchnieniem. — Ja nie wiem, jak ty Berberysowa Łapo dajesz z nią radę. — Kątem oka spojrzał na wspomnianego przez siebie ucznia, przyglądając się uważnie jego mowie ciała oraz samej mimice pyska.
<Berberysowa Łapo? Weź poratuj od tej katarynki>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz