— Co do… Kto to jest? — spytała siebie na głos.
Nocniaki zaczęły schodzić się bliżej młodziaków oraz intruzce. Nikt nie musiał długo czekać, aż z legowiska lidera wyłoniła się Mandarynkowa Gwiazda z jej ciętym i chłodnym wzrokiem. Trzcinowy Szmer sama szybko dokończyła swój posiłek i ruszyła do zbiorowiska. Chciała dokładniej przyjrzeć się, z kim mają do czynienia. Stała tam bura kotka, podobna jej wzrostu i budowy. W przeciwieństwie do Trzcinowego Szmeru tamta miała długie futro, które skutecznie zasłaniały jej brzuch.
“Ale dziwna z niej istota…” — skupiła się na rozkładającej się bieli na całym pysku samotniczki. — “Wygląda dziwnie i zarazem przerażająco…”
Nie podobała się jej kocica, była jakaś dziwnie spokojna i pewna siebie, jak na samotniczkę, która właśnie znalazła się wśród innych kotów, które patrzą na nią wrogo. Czy tamta nie miała chociaż jednej myśli, że mogła nie wyjść z obozu Klanu Nocy żywa? Czy wiedziała w ogóle, czym był klan? Trzcinowy Szmer prychnęła pod nosem, kiedy Mandarynkowa Gwiazda odgoniła Nocniaków, żeby ci zrobili jej więcej miejsca. Dziwiła się, że przywódczyni jeszcze chciała dyskutować z nieznajomą.
Zachodziło słońce, a los nieznajomej był już wiadomy. Niedźwiadka, bo tak nazywała się nieznajoma — została więźniarką Klanu Nocy, a zarazem karmicielką, gdyż okazało się, że jest w ciąży. Toż to było niebywałe, że pozwalają samotniczkom dołączać do Klanu Nocy, tylko po to by tamte rodziły dla nich kocięta. Było to zarówno absurdalne, jak i niedorzeczne, przynajmniej w opinii Trzcinowego Szmeru. Zamiast klanu zostali przytułkiem dla ciężarnych. Czy powinni jeszcze zacząć zbierać koty w podeszłym wieku z okolic, by zapewnić im godne warunki przed śmiercią? Jeszcze tego brakowało. Na szczęście Niedźwiadki, Klan Nocy z chęcią przyjmie nowe pyski do wykarmienia oraz kocięta, które niczemu nie są winne.
“Przynajmniej Niedźwiadka nie zostanie w Klanie Nocy na stałe.” — westchnęła, trzymając za słowo Mandarynkową Gwiazdę.
— Co sądzisz o tej całej Niedźwiadce, Trzcinowy Szmerze? — Zabrzmiał znajomy głos.
Odwróciła głowę, by zobaczyć Żmijowcową Wić, który przysiadł się do niej.
— Mam nadzieje, że jak najszybciej urodzi i zmyje się z naszych terenów. Jakoś jej nie ufam.
W końcu Niedźwiadka urodziła swoje kocięta, a plotki po obozie rozeszły się szybko, niczym jasna błyskawica na ciemnym niebie. Koty cieszyły się, że tym razem kociaki nie były czekoladowe. Podobno jedno kocię nie przeżyło porodu, jednak Trzcinowy Szmer nie mogła być do tego pewna, gdyż kiedy to ona była na patrolu, to na świat przyszły te małe puchate kuleczki.
Przystanęła przy żłobku, zaglądając do środka, jak to buraska karmi swoje młode.
“Teraz zostało czekanie i zobaczenie, co z nich wyrośnie… Oby były z nich dobre koty na wojowników Klanu Nocy.” — pomyślała, marząc, żeby w przyszłości dostała ucznia.
Nocniaki zaczęły schodzić się bliżej młodziaków oraz intruzce. Nikt nie musiał długo czekać, aż z legowiska lidera wyłoniła się Mandarynkowa Gwiazda z jej ciętym i chłodnym wzrokiem. Trzcinowy Szmer sama szybko dokończyła swój posiłek i ruszyła do zbiorowiska. Chciała dokładniej przyjrzeć się, z kim mają do czynienia. Stała tam bura kotka, podobna jej wzrostu i budowy. W przeciwieństwie do Trzcinowego Szmeru tamta miała długie futro, które skutecznie zasłaniały jej brzuch.
“Ale dziwna z niej istota…” — skupiła się na rozkładającej się bieli na całym pysku samotniczki. — “Wygląda dziwnie i zarazem przerażająco…”
Nie podobała się jej kocica, była jakaś dziwnie spokojna i pewna siebie, jak na samotniczkę, która właśnie znalazła się wśród innych kotów, które patrzą na nią wrogo. Czy tamta nie miała chociaż jednej myśli, że mogła nie wyjść z obozu Klanu Nocy żywa? Czy wiedziała w ogóle, czym był klan? Trzcinowy Szmer prychnęła pod nosem, kiedy Mandarynkowa Gwiazda odgoniła Nocniaków, żeby ci zrobili jej więcej miejsca. Dziwiła się, że przywódczyni jeszcze chciała dyskutować z nieznajomą.
* * *
“Przynajmniej Niedźwiadka nie zostanie w Klanie Nocy na stałe.” — westchnęła, trzymając za słowo Mandarynkową Gwiazdę.
— Co sądzisz o tej całej Niedźwiadce, Trzcinowy Szmerze? — Zabrzmiał znajomy głos.
Odwróciła głowę, by zobaczyć Żmijowcową Wić, który przysiadł się do niej.
— Mam nadzieje, że jak najszybciej urodzi i zmyje się z naszych terenów. Jakoś jej nie ufam.
* * *
Przystanęła przy żłobku, zaglądając do środka, jak to buraska karmi swoje młode.
“Teraz zostało czekanie i zobaczenie, co z nich wyrośnie… Oby były z nich dobre koty na wojowników Klanu Nocy.” — pomyślała, marząc, żeby w przyszłości dostała ucznia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz