Przeszłość, przed kłótnią z Borowikiem, początek pory opadających liści
Pora zielonych drzew dobiegała końca, ustępując miejsca kolejnemu sezonowi, który początkowo nie przynosił znacznych zmian. Temperatura nadal dopisywała, a wojownicy nadal mogli wrócić z patrolu łowieckiego ze świeżymi piszczkami w pyskach.
W życiu kocura w końcu zaczęło się układać, a epidemia w Owocowym Lesie już dobiegała końca. Większość kotów przeżyła, lecz niektórzy nie mieli tyle szczęścia, choć były to głównie starsze osobniki, lecz także najmłodsi ucierpieli. Czajka w międzyczasie został zwiadowcą, więc teraz stos zwierzyny przybierał na wielkości przez parę sztuk piszczek, które przynosił kocur. Dziś postanowił zapolować bliżej Drogo Grzmotu z nadzieją, że znajdzie jakieś gryzonie, którym niestraszne są dźwięki pobliskich Potworów.
Wychodząc z obozu, minął się z czekoladowym zwiadowcą, który wraz z dwójką innych kotów wracał z patrolu. Młodszy skinął im głową, każdy mu odpowiedział podobnym gestem poza Czerwcem — Czajka poczuł ucisk w klatce piersiowej. Szanował swojego mentora i naprawdę żałował swojego młodzieńczego wybryku, lecz wtedy czuł się tak bardzo przytłoczony wszystkim, że jedynie dziki bieg wysoko w gałęziach drzew pozwalał mu zapomnieć o wszelkich wątpliwościach.
“Ach tak? Cóż zobaczymy czy nadajesz się na zwiadowcę. W razie co zawsze możesz jeszcze prosić Sówkę o przemianowanie na ucznia stróża czy wojownika” — dawne słowa zwiadowcy powróciły do niego. Ze wzrokiem wbitym w ziemię pokonał pierwsze długości po opuszczeniu obozu. Czemu akurat teraz jego umysł przywołał tak znaczące słowa? Czyżby znowu zaczynał wątpić w swój wybór? Potrząsnął głową, odganiając uciążliwe myśli. Zajmie się tym, kiedy wróci z polowania, teraz musi się skupić, by nie narazić swojego życia.
Wprawiony przemykał pomiędzy drzewami na terenie Owocowego Lasu, co jakiś czas przystając, by podejść do żerującej zwierzyny. Nie wszystkie próby kończyły się sukcesem, lecz nie przejmował się tym, gdyż i tak stos w obozie składał się z wystarczającej ilości piszczek, by nic nie głodował, a patrole zawsze z jakimiś jeszcze wracały. Dlatego niezrażony zakopał upolowaną nornicę i skierował się do celu dzisiejszego polowania. Już z daleko mógł poczuć smród Drogi Grzmotu oraz warkot Potworów rozlegający się co jakiś czas.
Będąc na długość drzewa od czarnej ścieżki, zwolnił, nadstawiając uszy i z uwagą obserwując otoczenie. Nawet nie wiedział, kiedy jego ciało zadziałało instynktownie, widząc obcego kota na środku Drogi Grzmotu, a w jego stronę mknął Potwór. Chwilę później oboje znajdowali się po drugiej stronie niebezpiecznej przeszkody — nieco od niego leżała czarna kotka, od której biła woń Klanu Burzy. Kiedy uspokoiła oddech, usiadła i spojrzała na zwiadowcę.
— Dziękuję. Uratowałeś mi życie! — miauknęła. — Kim jesteś?
— Nazywam się Czajka — odpowiedział, obserwując mniejszą, czy na pewno nie jest ranna.
— Ja jestem Makowa Łapa z Klanu Burzy. Jestem ci tak bardzo wdzięczna, Czajko!
— Następnym razem, gdy będziesz tędy przechodziła, uważaj na Drogę Grzmotu — odparł, woląc uniknąć ponownego ratowania uczennicy.
— Słuchaj, Czajko, musisz się zmywać z mojego terytorium. Chyba słyszę patrol. Miłego dnia! — pożegnała się uczennica. Sam słyszał zbliżającą się grupę kotów, co było dla niego znakiem, by wrócić na swoje tereny. Bez słowa przytaknął, obracając się w stronę Drogi Grzmotu i po upewnieniu się, że żaden Potwór go nie stratuje, przemknął na drugą stronę. Tam na chwilę się zatrzymał, by lekko machnął do Makowej Łapy, czując na sobie jej wzrok.
***
Teraźniejszość
Kolejny sezon dobiegał końca, a on czuł, jak coraz chłodniejsze powietrze próbuje się przedrzeć przez jego zmierzwioną półdługa sierść. Nadal jakoś nie sypiał najlepiej, lecz po rozmowie z Osetkiem doszedł do wniosku, że nie może wiecznie tkwić w przeszłości i przeżywać na nowo śmierć przyjaciela. Bliżej Wysokiego Słońca opuścił obóz wraz z patrolem granicznym, w skład którego wchodził Żagnica ze swoim uczniem, Bukszpan i Ziemniak. Trochę ich było, lecz to zwiadowca robił za sztuczny tłum, chcąc później się od nich oddzielić w ramach polowania.
Droga Grzmotu stanowiła “naturalną” granicę między Owocowym Lasem a Klanem Burzy. Obie społeczności żyły w zgodzie, nie naruszając terytorium tych drugich. Czajka rzadko kiedy zapuszczał się w te strony, a ostatni raz był, gdy wybrał się ze zmarłym przyjacielem do pobliskiego Śliwowego Gaju. Starał się zbytnio nie myśleć o tamtym wydarzeniu, lecz te samo co jakiś czas do niego wracało, nie dając spokoju zwiadowcy.
Podchodząc bliżej czarnej śmierdzącej ścieżki, zauważył po drugiej stronie znajomą sylwetkę czarnej kotki z bielą na brzuchu oraz łapach. Rzucił w stronę Bukszpanu, by ci na niego nie czekali, a chwilę później zawołał znajomą Burzaczkę.
— Makowa Łapo!
<Makowa Łapo? A może już Zwiewny Maku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz