Przez długi odcinek drogi Zboże i Wieczornik szli w ciszy. Kocur z zawstydzenia tym, jak bardzo się wygłupił. Jak mógł pomyśleć, że Zboże go kocha? Zaśmiał się pod nosem, tak, aby kotka go nie usłyszała. Kiedyś wspólnie będą się z tego nabijać.
Dziwnie bezproblemowo dotarli do lasu, który kocur dostrzegł już z oddali. Podobno na bagnach czaiły się lisy, ale oni żadnego nie napotkali. Na szczęście.
Spodziewał się, że kiedy już znajdą kogoś z dawnego Klanu Lisa, nie będzie on nastawiony pozytywnie, ale nie myślał, że aż tak wrogo. Ze zdziwieniem przyglądał się, jak czarny dymny kocur rzuca się na jego przyjaciółkę. Stał cicho, czekając aż się przekrzyczą. Dopiero kiedy czarna kotka się odezwała, on zabrał głos. Wytłumaczył, że Pstrągowa Gwiazda to nieobliczalna szajbuska, wodząc przy tym niespokojnym wzrokiem po sylwetce kocicy. Nie ufała im.
– Jeśli naprawdę jesteście przyjaciółmi, odejdźcie i zapomnijcie, że cokolwiek widzieliście — syknęła ostrzegawczo, marszcząc brwi — Myszołowie, wyprowadź ich z lasu.
Nie wierzył w to, co słyszał. Przeszli taki kawał, a tamci zwyczajnie zlewają sprawę? Tak nie może być. Machnął rozeźlony ogonem i już chciał coś mówić, ale ubiegła go w tym Zboże. Tego co ona miauknęła, też się nie spodziewał. Jednak nawet płaczliwy ton kotki opowiadającej o Konopii, nie ruszył kotów z Klanu Lisa.
– MACIE SIĘ WYNOSIĆ! – wrzasnął ten czarny kocur.
Mimo tego, żółtooka kocica ogonem pokazała, żeby zamilkł. Oho, czyli może uda się im jakoś dogadać? Czy Zboże wzbudziła u nich litość?
– Poczekaj, Myszołowie – ah, więc tak nazywał się ten wariat – Konopia do nas nie wróciła. Prawdopodobnie nie może nas znaleźć. Gdy wróci powiem jej, że o nią pytałaś.
Bengalka z pewnością nie oczekiwała takiej odpowiedzi. Rudzielec patrzył, jak ta smutnieje w jednym momencie. Otworzyła szerzej oczy, próbując się nie rozpłakać. Zaczęła panikować, tworząc nowe teorie na temat losu szylkretki. Srebrny podszedł do niej i położył ogon na jej barku.
– Nie wybaczę sobie, jeśli coś jej się stanie, Wieczorniku – te zdanie miał usłyszeć już tylko on.
No jasne, jak mógł tego wcześniej nie zauważyć? Przecież to oczywiste, że Zbożowy Kłos zauroczyła się w Konopii, nie w nim. Jaki on był głupi!
Czarna kotka mruknęła, że pewnie nic nie stało się młodej szylkretce. A potem kazała im iść i nigdy nie wracać. No co za!
Bez pożegnania Lisiaki odwróciły się w stronę lasu, zbierając się do odejścia. Prychnął na nich. Nie wierzył w to, że nie udało się ich przekonać. Nagle jednak, kocica odwróciła jeszcze na chwilę pysk.
– Czy wszyscy w Klanie Nocy mają taki sam stosunek do Pstrągowej Gwiazdy jak wy? — miauknęła.
Zboże i Wieczornik spojrzeli po sobie i kocur pewnym siebie wzrokiem dał znać, że to on odpowie kocicy. Widział, w jakim stanie teraz była jego kumpela.
– Cóż… Nie wszyscy, ale sporo członków klanu uważa, że jej rządy są nie w porządku.
Czarnulka skinęła głową w podzięce za odpowiedź. Zamyśliła się.
– To ten… Dziękujemy, że nas nie zmasakrowaliście? – bardziej zapytał niż stwierdził.
I co, mieli teraz tak po prostu sobie iść? Z niczym?
<Zboże? Szyszka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz