Wieczornikowe Wzgórze.
Brzmi ślicznie!
Dzielnie znieśli wszystkich, którzy raczyli im pogratulować. W końcu, emocje opadły i koty się rozeszły, wracając do swoich codziennych zajęć. Dwójka świeżo upieczonych wojowników została sama na środku obozu.
- Ale akcja co? - podskoczył podekscytowany Wieczornik.
- Noo! Już myślałam, że Pstrąg nas opieprzy.
- Chyba ciebie! - szturchnął ją w bark.
Zaśmiał się krótko.
- Ale masz pedalskie imię - wypaliła nagle bengalka.
- Ja ci dam! Twoje jest nie lepsze! - żachnął się.
Zamachnął się łapą ale kotka zwinnie odskoczyła w porę na bok, śmiejąc się. Już po kilku uderzeniach serca ganiali się w najlepsze po całym obozie. W końcu rudzielec dopadł przyjaciółkę i obaj przeturlali się kilka długości lisich ogonów po ziemi.
- Wiesz że czeka nas jeszcze nocne czuwanie, prawda? - zapytał, zdyszany.
- A co, boisz się, że nie dasz rady?
Wredny uśmieszek zagościł na pyszczku kotki. Wieczornik wywrócił oczami.
- Boję się, że to ty wymiękniesz!
Zdzieliła go niezbyt mocno łapą po pysku. Jak oni, na osty i ciernie, mają wytrzymać CAŁĄ noc bez gadania?
***
Nie minęło właściwie zbyt wiele czasu od mianowania Wieczornika i Zboża, a oni już dostali swoich własnych, pierwszych uczniów! Co prawda wolałby, żeby byli to Nocniaki z krwi i kości, a nie biedne, młode koty z nieistniejącego już Klanu Lisa. Jego uczennica, Gałąź, była trochę... Dziwna, ale srebrny postara się jeszcze znaleźć z nią wspólny język.
Wstał, dumnie unosząc głowę i ogon, bo wpadł na, jego zdaniem, genialny pomysł. No ale co może być lepsze, niż wspólny trening ze Zbożem? Jak jeszcze byli uczniami, takie treningi bywały świetną okazją do wspólnych psot, więc czemu nie miałoby tak być i teraz? Co z tego, że role się odwróciły i to oni powinni się zachowywać jak poważni dorośli. Złapał kotkę przy stosie ze zwierzyną, a na jego pysk wkradł się szatański uśmieszek.
- Hej, Zboże!
Bengalka zatrzymała wzrok na jego sylwetce. Podtruchtał pod same jej łapy.
- Co powiesz na wspólny trening Gałęzi i Klonka? - diabelski uśmiech cały czas nie schodził mu z mordki.
Na litość, dlaczego tak niebezpieczna mieszanka wybuchowa tych dwóch niedorośniętych umysłowo wojowników została dopuszczona do uczniów?
<Zboże? Nie miałam siły opisywać ich czuwania xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz