Otępił ją nagły, intensywny zapach ziół. Nie był przyjemny. Zmarszczyła nos i rozejrzała się. Śnieżek leżał zwinięty na legowisku. Na jego widok zaniepokojona Gryka od razu ruszyła w jego stronę a Lawenda posłusznie poszła za nią, po drodze dalej próbując przyzwyczaić nos do nowych, intensywnych zapachów.
– Nic ci nie jest? – zapytała brata Gryka.
– Nic – miauknął, lecz ledwo dokończył słowo i zaniósł się kaszlem.
– Kochane, odsuńcie się od braciszka. Możliwe, że ma Kocięcy Kaszel, a wy łatwo możecie się nim zarazić. – Niczym spod ziemi wyrosła Kunia Norka.
Lawendzie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Natychmiast odsunęła się od brata, nie widząc nawet, jak ten złowrogo mruży na nią oczy. Jej uwagę przykuły coraz to głośniejsze głosy Ważkowego Skrzydła i Gęsiego Wrzasku. Mama kłóciła się z gburowatym medykiem. Znowu. W końcu, z agresją wymalowaną na pysku, zostawiła go i zwróciła się do Kuniej Norki.
– Wyzdrowieje wkrótce? – zapytała ją od niechcenia.
– Możliwe, że będzie musiał tu trochę zostać, ale nic poważnego mu nie będzie – zapewniła, nerwowo zerkając w stronę Gęsiego Wrzasku. Ten przeklął jeszcze pod nosem i odwrócił się na pięcie.
Dopiero teraz, gdy napięcie w legowisku medyka opadło, do Lawendy doszedł jeden, istotny fakt – Śnieżka nie było na swoim miejscu. Właściwie nie, nie był on tak istotny – to tylko Śnieżek. Była to jednak interesująca wiadomość, zwłaszcza, że Kunia Norka na pewno nie pozwoliłaby mu się ruszyć. Lawenda więc obróciła się, chcąc znaleźć delikwenta i na niego naskarżyć. Ku swojemu zaskoczeniu, nie zobaczyła go nigdzie. Dopiero, gdy wróciła wzrokiem do miejsca, w którym zaczęła, odkryła, że Śnieżek stoi tuż przed nią.
– AAA!!! – krzyknęła zaskoczona i od razu się cofnęła, potykając o własne łapki.
Zaalarmowane mama i medyczka natychmiast odwróciły się się w jej stronę. Zanim zdążyły jednak cokolwiek zrobić, Śnieżek zaczął kaszleć wprost w pyszczek Lawendy, a ta była zbyt skonfundowana, by zdążyć się ruszyć. Nie minęło jednak dużo czasu, nim Ważkowe Skrzydło niezbyt łagodnym ruchem chwyciła syna zębami za skórę na karku i odniosła na legowisko, wpatrując się w niego takim wzrokiem, jak gdyby miała go zaraz zabić.
– On to zrobił specjalnie! Teraz będę chora! – pisnęła Lawenda, a łzy zaczęły płynąć jej po pucołowatych policzkach.
Po chwili poczuła, jak ogon Ważkowego Skrzydła ją utula i nawet nie usłyszała, jak Kunia Norka mówi do Śnieżka łagodnym, lecz zaniepokojonym głosem że tak nie wolno i pyta się, dlaczego to zrobił. Miała dość. To już drugi raz tego dnia, gdy brat zachował się tak okropnie w stosunku do niej. Co on sobie wyobrażał?!
– Co teraz mamo? Będę musiała zostać tutaj? Z nim? – wyszlochała z prawdziwym przerażeniem na mordce.
– Nie ma takiej opcji skarbie. Kunia Norko, daj jej szybko jakieś zioła, żeby mieć pewność, że nie zachoruje!
– Nie wydaje mi się… tak Śnieżku, poczekaj chwilkę… nie wydaje mi się, żeby była taka potrzeba, od jednego kaszlnięcia nie powinna się zarazić. Ale jeśli coś będzie się działo, natychmiast do mnie przyjdźcie.
Ważkowe Skrzydło zmrużyła oczy, widocznie nie do końca usatysfakcjonowana tą odpowiedzią, ale już nie drążyła.
– Dziękuję Kunia Norko, zajmij się… nim. – Spojrzała na syna z pogardą. – Lawendo, Gryko, idziemy.
Gdy Gryka niepewnie odwróciła się w stronę Śnieżka, Lawenda, nie patrząc za siebie, wyprysła z legowiska medyka, kurczowo trzymając się łap mamy. Łzy dalej gościły w jej oczach. To było niesprawiedliwe. Ona sprawiała mu łaskę, dając być obok siebie, a on tak się odwdzięczał?
***
Lawenda rzeczywiście zaczęła trochę kaszleć, na szczęście po błyskawicznej interwencji Ważkowego Skrzydła i zabraniu jej do Kuniej Norki po zioła nie przeobraziło się to w nic poważniejszego. Minęło natomiast trochę czasu, nim Śnieżek mógł wrócić do żłobka. Och, jak błogi i przyjemny czas to był. Teraz kocięta były dużo starsze i powoli szykowały się do swojej ceremonii na uczniów. Najwyższy czas, fakt, że Lawenda musiała teraz dzielić żłobek z tą dziwną pieszczoszką i jej kociętami się jej nie uśmiechał. Z drugiej strony, opuszczenie mamy też nie wydawało się dobrym scenariuszem. Co, jeśli mentor będzie wymagał od niej za dużo albo, co gorsza, będzie kocurem? A może jedno i drugie?!
Strapiona myślami kotka siedziała przy wejściu do żłobka, obserwując spadający śnieg. Było jej trochę zimno, na szczęście jej długie futro wystarczało, by nie zamarzła. Obserwowanie skąpanego bielą obozu, w którym mało który wojownik się kręcił było natomiast zaiście interesujące. Lawenda nie miała jeszcze okazji oglądać współklanowiczów w takim stanie. Poza tym nie miała nic innego do roboty. Gryka była zajęta wspomnianymi już kociakami, do czego Lawendy nie ciągnęło, a Śnieżek, jak to Śnieżek, daleki był osobie, z którą kotka chciałaby spędzić czas.
…o wilku mowa. Brat nagle podszedł do niej, z niezadowolonym pomrukiem spoglądając na śnieżny krajobraz. Na jego niespodziewany widok ledwo się zjeżyła.
– Czego chcesz? – burknęła.
Strapiona myślami kotka siedziała przy wejściu do żłobka, obserwując spadający śnieg. Było jej trochę zimno, na szczęście jej długie futro wystarczało, by nie zamarzła. Obserwowanie skąpanego bielą obozu, w którym mało który wojownik się kręcił było natomiast zaiście interesujące. Lawenda nie miała jeszcze okazji oglądać współklanowiczów w takim stanie. Poza tym nie miała nic innego do roboty. Gryka była zajęta wspomnianymi już kociakami, do czego Lawendy nie ciągnęło, a Śnieżek, jak to Śnieżek, daleki był osobie, z którą kotka chciałaby spędzić czas.
…o wilku mowa. Brat nagle podszedł do niej, z niezadowolonym pomrukiem spoglądając na śnieżny krajobraz. Na jego niespodziewany widok ledwo się zjeżyła.
– Czego chcesz? – burknęła.
<Śnieżku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz