Gryka uniosła głowę do góry, kiedy usłyszała lekko nierytmiczny odgłos kroków przy legowisku, poprzedzający zbliżającą się ze zwierzyną w pysku wątłą uczennice. Jakaś nowa twarz, pomyślała Gryka. Przybyła kotka miała lekko najeżone futro i troszkę pachniało od niej strachem, "musiała być dosyć zestresowana, albo może przepracowana?", Gryka wydedukowała. Posturą była drobna, choć wysoka, a jej futro było nieco krótsze i jaśniejsze od tego młodszej. Nie wyczuwając zagrożenia, kociak pozwolił sobie opuścić chwilowo trzymaną gardę, decydując się za to na ciche śledzenie wzrokiem poczynań kota.
Jednak nagłe jąkanie uczennicy w jej stronę zdziwiło małą Grykę, czy małą Gryka wyglądała na straszną? Onieśmielającą? Czując nagły przypływ śmiałości pozwoliła sobie na kontynuowanie cichego patrzenia na drugą, blokując mięśnie i przystopowywując nawet mrugnięcia. Trudno powiedzieć, czy wystraszyło to jeszcze bardziej Jutrzenkę, bo poziom jej strachu i tak wyglądał już na bardzo wysoki, ale również nie odeszła ani nie mruknęła nic dalej, mimowolnie biorąc tak udział w małej gierce kociaka. Patrzyły więc na siebie nawzajem przez dobrą chwilę, zanim Gryka nagle nie usiadła, powodując tym nagłe palpitacje u drugiej, która drgnęła tak mocno, że można było to już uznać za podskok.
– Dzień dobry, mam na imię Gryka. Jesteś uczniem? Miło poznać. Jak się nazywasz?
– Ju..jutrzenkowa Ł-łapa… – wyjąkała cichutko, zabrzmiało to niemal jak pytanie. – Tak.. Je-jestem.. Czemu… czemu tak się patrzysz? – nerwowo zaczęła przestępować z łapy na łapę, wyraźnie zaniepokojona byciem w centrum uwagi.
Gryka uświadomiła sobie, że jej mały żarcik mógł zostać odebrany jako coś bardzo nieuprzejmego przez drugą stronę i prostując się jak struna pisnęła ciche "oh!" do siebie, zanim ponownie zwróciła się do uczennicy, planując naprawić swój błąd.
– Przepraszam! Przestaję patrzeć – miauknęła szybko, po czym odwróciła się tyłem do Jutrzenki. Ta, choć wyglądała jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, to wyraźnie skonfundowana dziwnym zachowaniem kociaka w końcu opuściła głowę i wyszła ze żłobka tak samo niepewnym krokiem, jak weszła.
***
Następnym razem kiedy Gryka ujrzała Jutrzenkową Łapę, był to już chłodny poranek pory nagich drzew. Krajobraz zmienił się, a wraz z nim zmieniła się też już nie taka mała Gryka. Lada dzień miało być mianowanie jej i rodzeństwa, a w żłobku przybyło parę nowych puchatych kuleczek, które to starsza od nich niemal-siostra często zabawiała, czy wręcz opiekowała się nimi, kiedy ich mama spała, (czy nie spała). Obydwie kotki miały dobre stosunki, jednak mimo dużej różnicy wieku, która ich dzieliła, Gryka czasem myślała, że może to ona jest tą bystrzejszą z ich dwójki. Łagodnie mówiąc, Alba nie należała do najbardziej rozważnych i odpowiedzialnych kotek, a to, że kociak był od niej lepszy w opiece nad nowo narodzonymi bąblami dużo mówił. Wracając do Jutrzenki, okoliczności były bardzo podobne co do pierwszego spotkania, uczennica przyszła ze zdobyczą w pysku, którą niepewnie położyła przed nową matką i znowu zaczęła coś mamrotać, jąkając się.
– Dzień dobry, Jutrzenkowa Łapo, miło cię znowu widzieć – odpowiedziała jej spokojnie Gryka. – Pani Alba właśnie śpi, ale myślę, że bardzo doceni twoją zdobycz. Przekażę jej, że to od ciebie, jak wstanie.
– A-a… n-nie trze-trzeba…
– Nonsens – przerwał jej kociak. – Dobre czyny wymagają rozpoznania, czyż nie? Pani Alba będzie wiedziała, że jesteś miłą i odpowiedzialną uczennicą. Ah! – sapnęła nagłe, czując, jak wpada na nią jedno z dzieci, tłoczących się do tej pory wokół… w sumie to kręcących się po całym żłobku, nie było łatwo nad nimi zapanować – Ananasiku co się stało, popchnął ciebie ktoś? Chodź tu maleństwo – przygarnęła czule mniejszego kociaka łapą do siebie i zaczęła wylizywać mu czółko.
– O-oh.. gwar.. gwarno tu-tutaj – zauważyła nieśmiało Jutrzenkowa Łapa, rozglądając się wokół.
– Bardzo trafne określenie – uśmiechnęła się do niej Gryka, niewiele już mniejsza od samej uczennicy. – Boję się, czy maluchy.. zwłaszcza kocurki, sobie poradzą, jak już opuszczę żłobek, żeby zostać uczniem. Nie będę ich tak często widywać… Już i tak mam na głowie Lawcie i Śnieżka.. – westchnęła cicho do siebie, po czym liznęła jeszcze raz dla pewności trzymanego Ananasika, zanim łagodnie wypuściła go z uścisku, żeby dołączył do rodzeństwa. Ten jednak nie ruszył się, tylko nadal siedząc pod zasłoną z jej bujnej sierści przyglądał się z wahaniem nowemu mu kotu.
– Cz..cześć A-ananasiku..– wyjąkała Jutrzenka, probując unieść kąciki ust w przyjaznym geście. Chciała mu tym pewnie dodać nieco otuchy, albo może dodać jej sobie.
– No dalej Ananasiku, co mówimy, jak ktoś się z nami wita? – ponagliła go z uśmiechem Gryka. – Małe są jeszcze trochę nieśmiałe, nie mieli zbyt dużo gości.
<Jutrzenkowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz