— Chyba twoje szczęście minie, Senna Łapo — powiedziała do niego Wrotyczowa Szrama, która właśnie przystanęła obok. — Pora nagich drzew właśnie się odezwała.
Czarny uczeń, stojąc z piszczką w pysku, wpatrywał się zdezorientowany w kocicę. Nie zrozumiał nic z tego, co właśnie do niego powiedziała. Nagle na jego nos spadła śnieżynka, była przyjemnie zimna. Właśnie zaczął padać śnieg! Spojrzał w niebo, skąd białe kruszynki tańcując, spadały z gracją na ziemię. To było takie cudowne!
— Nie wiem, jak twoje futerko zakamufluje się na bieli. Będziesz widoczny jak cierń w łapie.
— Jakoś dam radę — oznajmił, wzruszając barkami. — Będę musiał się doskonalić w moim fachu mimo trudniejszych warunków.
Kocica poczochrała go po głowie, a ten skromnie się uśmiechnął. Mógłby tak dalej rozmawiać i cieszyć swoje oczy spadającym śniegiem, jednak uwagę kocura przykuło znajome futro, które właśnie podążało do legowiska starszyzny. Była to Brukselkowa Zadra, która odwiedzała tam właśnie swoją matkę.
“Powinienem ich odwiedzić” – pomyślał i szybko pożegnał się z mentorką.
Skierował się w stronę legowiska starszyzny, niosąc myszkę w pysku. Wszedł do środka i skłonił głowę na przywitanie Kwitnącemu Kalafiorowi oraz Brukselkowej Zadrze. Zdziwiona wojowniczka otuliła go ogonem i łapką pokazała mu, by zachował ciszę. Kiedy ten spojrzał na nią, nie rozumiejąc, czemu nakazano mu milczenie, ta pazurem pokazała na jej matkę, która spokojnie spała zwinięta w kłębek. Wypchała go na polanę, po czym sama wyszła na zewnątrz.
— Chciałem wam tylko dać zwierzynę. — Od razu się wytłumaczył.
Nie rozumiał czemu, ale poczuł się winny. Nie wiedział dlaczego, jednak poczucie usprawiedliwienia się, było ogromne.
— Chciałem z tobą porozmawiać, ostatnio nie spędzałaś z nami tak dużo czasu, z powodu choroby własnej matki. Dlatego pomyślałem, że przyniosę jedzenie i się dopytam…
< Brukselkowa Zadro? >
[368 słów]
[przyznano 7%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz