Otworzył pyszczek, żeby podzielić się tą myślą z siedzącym obok Modrzewikiem, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Bury spojrzał na niego pytająco, ale od razu zrozumiał i uśmiechnął się, powstrzymując chichot. Znowu. Przyjaciel spojrzał na niego z udawaną urazą i bezwstydnie pokazał mu język. Kocurek z bielą odpowiedział mu tym samym, kończąc milczącą wymianę uprzejmości. Obaj westchnęli i uśmiechnęli się do siebie szeroko.
Poczuł, że obok ktoś się poruszył i odruchowo spojrzał w tamtą stronę. Biała sierść Wiśni wydawało się świecić w ciemności, za to skryta w nim Skowronek była niemal niewidoczna. Jego siostra wyglądała, jakby spała, wtulona w futro świeżo mianowanego wojownika. Ten szturchał ją co chwilę nosem, wywołując kolejne, chyba niezadowolone mruknięcia.
W głębi serca Wróbelek miał jeszcze nadzieję, że gdy otworzy oczy po odespaniu nocnego czuwania, białego już nie będzie w obozie, ale coś mu mówiło, że nie ma co na to liczyć. Westchnął w duchu, znów spoglądając w Gwiazdy. Ta duża i jasno świecąca zamrugała do niego figlarnie.
***
Wiśniowa Pestka nie zniknął, a wręcz przeciwnie. Stał obok Skowronek, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie, nieco ironiczny sposób, a jego pewność siebie przygasała na moment tylko wtedy, gdy jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Borsuk.
- Ch-chcieliśmy wam powiedzieć... - W oczach Skowronek błyszczały iskierki. - Że… Że oficjalnie zostaliśmy… partnerami.
Właśnie tego Wróbelek się obawiał. Jęknął w duchu, jednak na jego pyszczku pojawił się uśmiech. Może odrobinę sztuczny, ale nie chciał sprawiać siostrze przykrości. Jeśli miała być z tym mysim móżdżkiem szczęśliwa… Wierzył tacie i chyba dlatego miauknął:
- To świetnie! Bardzo się cieszymy, prawda? - Szturchnął Borsuk, która wyglądała, jakby miała się za uderzenie serca rzucić na białego. Ku jego zdziwieniu, otrzepała się jednak tylko i nawet… uśmiechnęła?
- Bądź dla niej dobry - powiedziała, tonem nieznoszącym sprzeciwu. Wiśnia jakby dopiero teraz odetchnął. Uśmiechnął się szerzej.
- Jestem. Prawda, Ptaszynko? - Wymruczał do ucha Skowronek i Wróbelek mógłby przysiąc, że kotka oblała się rumieńcem od czubka nosa po czubek ogona. Bury wpatrywał się w nią zdziwiony. Chodziło o imię? To normalne, że koty zwracają się do siebie w różny sposób. Tym bardziej nie zrozumiał, dlaczego Borsuk posłała im spojrzenie pełne obrzydzenia.
- Pochwalcie się mamie - miauknęła i po prostu sobie poszła. Skowronek liznęła Wiśnię za uchem, na co odpowiedział umyciem jej szyi. Wróbelek poczuł, że robi mu się słabo.
- T-to ja idę do mamy - zaczynał rozumieć, dlaczego Borsuk znikęła.
- My też - zabrzmiał za nim głos białego. Wciąż ocierając się o siebie, parka ruszyła za nim do legowiska królowych.
Cętkowany Liść nie miała dzisiaj najlepszego nastroju i powinni byli to zauważyć. Myśli Skowronek krążyły jednak wokół czegoś, a raczej kogoś zupełnie innego, a Wróbelek nie zdążył ich ostrzec, bo gdy pierwszy pojawił się w wejściu do żłobka, ktoś stanął tuż za nim.
- Cześć, Wróbelku! Widzę, że próbujesz mnie ubiec w odwiedzinach u Cętki?
- Cześć, ciociu Miedź! - Odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech. - Tak prawdę mówiąc, chyba powinniśmy uciekać jak najszybciej - miauknął, słysząc niezadowolone pomruki dochodzące ze środka. I mając w pamięci ciepłe uczucia, które bura żywiła do Wiśni.
Płowa spojrzała na niego zaskoczona, ale wciąż się uśmiechała.
- Nie takie rzeczy ostatnio przechodziłam - zażartowała. - Gorzej już chyba nie będzie, co?
Jak odpowiedź na jej pytanie, przed wejściem pojawili się przytuleni do siebie Wiśnia i Skowronek. Wróbelek posłał cioci wymowne spojrzenie.
- Możemy? - spytała jego siostra.
- Jasne! - miauknęła pointka, robiąc miejsce parce, zanim Wróbelek zdążył cokolwiek powiedzieć.
Nie musieli długo czekać na reakcję Cętki. Jej krzyk było słychać pewnie w całym obozie.
- LISIE ŁAJNO! WRONIA STRAWA! MYSI BOBEK! - ze środka legowiska wysypała się wiązanka przekleństw, o których istnieniu Wróbelek nawet nie miał pojęcia. W akompaniamencie “M-mamo!” i “Ale proszę pani!” z legowiska wybiegł najpierw spłoszony Wiśnia, a później wściekła mama, wymyślająca coraz to ciekawsze obelgi. Wróbelek westchnął. Zanim zdążył coś powiedzieć, z legowiska wyłoniła się przestraszona Skowronek. Spojrzała na brata i ciocię i miauknęła błagalnie:
- Zróbcie coś, proszę.
<Miedź? xD>
xD
OdpowiedzUsuń