Chaos i krzyki wypełniły polane walających się ciał. Rzeka szkarłatnej cieszy przepływa pomiędzy kłębami traw. Taniec kłów i pazurów w świetle księżyca. Czarny nie zamierzał stać bezczynnie. Czuł, jak jego łapy drżą z podekscytowania. W końcu mógł zawalczyć o swoją pozycję w społeczeństwie. Pokazać tym, którzy traktowali go pobłażliwie, jak wielki błąd popełnili. Rzucił się wir walki. Sumi Plusk wściekle prychał na Orzechowe Serce, któremu z pyska kapała krew. Wydawał się nie sobą. Kurka widząc, że ten jest zajęty, zakradł się i wskoczył na ogon kocura, wgryzając się w niego. Kremowy pisnął, zrzucając go. Sum rzucił się na wojownika. Także wyglądał inaczej. Jego tęczówki mieniły się na pomarańczowo. Sprawiał wrażenie groźniejszego niż zwykle bywał.
— Leśne Klany, jeśli chcecie dożyć kolejnego dnia pozbądźcie się tych lisich łajn z Mrocznej Puszczy!— krzyknął, sycząc zajadle na Orzecha.
Nie miał pojęcia co się dzieje. Czy to było swojego rodzaju przedstawienie, czy próba walki. Nie zamierzał stać spokojnie. Rzucił się na kremowego z zamiarem zemsty za upokorzenie. Wkurzony Nocniak oderwał od ciebie czarnego i przycisnął do ziemi. Wbił pazury w jego łeb. Kurka zapiszczał żałośnie. Ból promieniował ku skronią, nie pozwalając mu na pojedynczą myśl. Poczuł, jak ból odpuszcza. A wraz z nim pojawia się ciepło. Zerwał się na łapy zdezorientowany.
Kurka patrzył jak Sum głucho upada o ziemię, zamordowany przez swojego pobratymca. Jak pomarańczowa barwa wylewa się ze pustych ślepi martwego.
Nic z tego nie rozumiał. Niepewnie utrzymywał się na lichych łapach. Liliowa sylwetka pojawiła się znikąd. Mentorka. Próbował się jej postawić. Sprzeciwić. Nie pozwolić sobą dyrygować. Lecz z haniebnym skutkiem. W końcu zmuszony potulnie podążał w skazane miejsce.
Zapach strumienia pojawił się wraz z marszem. Liliowa mówiła coś do niego. Otumaniony niewiele rozumiał. Słowa zlewały się ze sobą. Czuł, że coś miał na głowie. Woń krwi wciąż kręciła się mu w nosie.
* * *
*po zgromadzeniu, ale przed śmiercią Kruczej*
Kroczył za przykrótką kitą mentorki. Szli w ciszy w porównaniu do reszty kotów. Zdążył już zauważyć, że liliowa jest inna niż pozostali. Wyróżniała się na tle Nocniaków. Nie wiedział jedynie czym. Przyglądał się jej uważnie, próbując odkryć jej sekret. Ślady i blizny po innych kotach zdradzały, że walczyła wcześniej. Krótki ogon zdawał się nie być taki sam jak u Mgiełki czy Tulipanowego Płatka. Lecz zarośnięty futrem nie zdawał się być świeżym urazem.
Napotkawszy się ze spojrzeniem kotki, zwrócił wzrok ku mijanym drzewom.
— Tak? — mruknęła wojowniczka.
Zmarszczył nos, kręcąc nerwowo ogonem.
— Jeśli coś cię boli, udaj się do medyka. Albo do krzaków.
Fuknął cicho. Rozmowy, dialogi, pogawędki. Były codziennością i obowiązkiem istnienia i życia w Klanie Nocy. Kurka nie przepadał za nimi. Lecz unikanie ich sprawiały z każdym dniem coraz większe problemy. Irytujące nieporozumienia. Herezje przekazywane przez ześwirowane kotki na jego temat. Niepomówienia.
— Więc? — miauknęła mentorka.
Kurka nie odpowiedział. Przyspieszył kroku, udając, że kieruje się niby do Muchomorzego Jadu.
Napotkawszy się ze spojrzeniem kotki, zwrócił wzrok ku mijanym drzewom.
— Tak? — mruknęła wojowniczka.
Zmarszczył nos, kręcąc nerwowo ogonem.
— Jeśli coś cię boli, udaj się do medyka. Albo do krzaków.
Fuknął cicho. Rozmowy, dialogi, pogawędki. Były codziennością i obowiązkiem istnienia i życia w Klanie Nocy. Kurka nie przepadał za nimi. Lecz unikanie ich sprawiały z każdym dniem coraz większe problemy. Irytujące nieporozumienia. Herezje przekazywane przez ześwirowane kotki na jego temat. Niepomówienia.
— Więc? — miauknęła mentorka.
Kurka nie odpowiedział. Przyspieszył kroku, udając, że kieruje się niby do Muchomorzego Jadu.
<Kminek? sry za gniot>
[przyznano 20%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz