Dochodzenie Świetlików
Mglisty Sen przystanął obok Jarzębinowego Żaru i omiótł wzrokiem wszystkie koty znajdujące się w nowym obozowisku, które wybudowali w wyrwie w ziemi. Czarny inaczej wyobrażał sobie oficjalne przeniesienie posłań oraz ich dotychczasowego życia. Myślał, że wszyscy będą świętować, że w końcu wybudowali sobie prawdziwy obóz, z porządnie dopracowanymi posłaniami oraz ochroną, między grubymi murami ziemi i korzeni, które osłaniały ich przed wiatrem oraz pozostałymi niebezpieczeństwami. Jednakże na jego nieszczęście, doszło do morderstwa i wraz z Jarzębinowym Żarem starali się dojść do porozumienia.
— Nie możemy pozwolić, żeby ta straszna sprawa przeszła obok nas! To nas dotyczy Mglisty Śnie! Ktoś porozrzucał wnętrzności, jakiegoś kota po naszym obozie. Nie jesteśmy tutaj bezpieczni. — Szylkretka chodziła w kółko. Widać było po niej, że intensywnie myśli nad rozwiązaniami. — Musimy się dowiedzieć, kto to zrobił! Wiesz, kto to może być?
— Nocą we wspólnym legowisku wojowników było trochę zimniej niż zwykle... Przynajmniej jakby brakowało jednego kota.
Jarzębinowy Żar przystanęła na chwilę i uważnie spojrzała w jego oczy.
— Ja nic nie widziałam ani nie słyszałam… W nocy miałam koszmary z Klanem Wilka, jednak ugh… Nie wynurzałam głowy poza moją norę, nawet nie sprawdziłam, czy Stroczkowa Nadzieja jest koło mnie. — Nerwowo polizała się po klatce piersiowej. — Nasze zeznania nie są zbyt pomocne… Nadal to za mało, żeby stwierdzić, kto dokonał tego jakże okropnego czynu.
Mglisty Sen zastrzygł uchem niepewnie. Nie podobało mu się, w jaki stan wpadła właśnie Jarzębinowy Żar. Jednak jej reakcja na pewno była odpowiednia do sytuacji, w szczególności patrząc, że to właśnie ona przewodziła temu wszystkiemu.
— Zdążyłem jeszcze porozmawiać z Ostową Łapą — zaczął, uważnie obserwując zmiany zachodzące na pysku medyczki. Z kotki, która odchodziła od zmysłów, nagle była w pełni skupiona. — Uważa, że to musiał być ktoś ze Świetlików. Wybudził się również w nocy i słyszał, że ktoś przemierzał obóz.
Jarzębinowy Żar strzepnęła ogonem.
— Co do tego, że musiał być to ktoś z nas, to i my wiemy. Widzę, że ty też masz takie przeczucie, Mglisty Śnie. Ty również rozglądasz się po obozie, patrząc na każdego kota podejrzliwym wzrokiem. — Z nerwów, znów zaczęła chodzić w koło. — Jednak skoro Ostowa Łapa coś słyszał, to potwierdza nasze przypuszczenia. Musisz sprawdzić, co wie reszta. Musimy dowiedzieć się tego dzisiaj.
Skinął głową. Jarzębinowy Żar mówiła rację w tym przypadku. Nie mogli pozwolić, by morderca, który czaił się wśród nich, dopuścił się kolejnej zbrodni.
— Zacznę przesłuchiwać innych, im szybciej się za to wezmę, tym szybciej wyłapiemy, kto dopuścił się tego czynu.
— Dokładnie tak. — Szylkretka przystanęła i spojrzała na niego łagodnie, niczym kiedyś patrzyła na niego Brukselkowa Zadra, jak był małym kocięciem. Matczyną czułością? — Uważaj tylko na siebie, nie zniosłabym twojej straty.
Medyczka na krótko pozwoliła sobie, wtulić w jego czarną sierść, po czym cofnęła się o krok.
— Zacznij przesłuchiwania, ja natomiast pójdę po lawendę. Musimy pozbyć się tego nieprzyjemnego odoru z legowisk oraz śladów krwi z organów.
Skinął głową i ruszył w kierunku pobratymców. Widział, że inni starają się zachować czujność. Kota, którego zamierzał teraz przesłuchać, był Porywisty Dąb. Wojownik, jako pierwszy się na niego natknął.
— Czy widziałeś lub słyszałeś, coś podejrzliwego wczoraj w nocy, Porywisty Dębie? — spytał go bez ogródek.
Srebrny czekoladowy kocur jedynie bardziej się napuszył oraz zmarszczył pysk.
— Pfff... Na pewno nie byłem to ja! Nadal dochodzę do zdrowia! Poza tym Miodowa Kora chrapał za głośno, żebym coś słyszał.
Mglisty Sen położył po sobie uszy, kiedy tamten na niego huknął. Nie podobało mu się zachowanie młodszego wojownika, jednak informacje, jakie podał, były naprawdę przydatne. Skoro Miodowa Kora chrapał, to znaczy, że nie miał pod okiem kotki, która wcześniej była kultystką. Rysi Trop nie mogli lekceważyć, gdyż dzień wcześniej zaatakowała Ostową Łapę. Była wręcz idealnym podejrzanym, jednak Mglisty Sen wolał usłyszeć jeszcze opinię kilku innych kotów.
Skinął głową Porywistemu Dębu i ruszył w kierunku jego ojca, Miodowej Kory. Liliowy wojownik na jego widok lekko się skulił. Jak kociak, którego przyłapano na ucieczce z kociarni.
— Miodowa Koro. — Skinął mu głową na przywitanie, co starszy odwzajemnił. — Może słyszałeś lub widziałeś coś w nocy? Pilnowałeś uważnie Rysiego Tropu?
— Ryś była blisko mnie, specjalnie nawet sprawdzałem...ale... — wstrzymał się. — Na moment możliwe, że zamknąłem oczy i to chyba było tylko chwila? Następnie jednak wybudziłem się i sprawdziłem, czy jest obok mnie. Nadal była na swoim miejscu, tylko poczułem, że pachnie mocno ziołami, przez co nie mogłem zasnąć... było to dość dziwne, bo wcześniej nie czułem tych zielsk.
“No i to brzmi naprawdę przekonująco…” — pomyślał, bawiąc się jednocześnie swoją brodą.
— Dziękuje, że powiedziałeś mi prawdę. Czy jest jeszcze coś, o czym powinienem wiedzieć?
— Na tę chwilę nie — westchnął przeciągle Miodowa Kora. — Możesz pytać się pozostałych o ich odczucia.
“Oczywiście, że to zrobię.”
Ruszył w kierunku Kosaćcowej Grzywy oraz Zapomnianej Koniczyny, którzy siedzieli w miejscu przy stercie zwierzyny. Brat Jarzębinowego Żaru wydawał się pomagać, orientalowi, który nie wyglądał najlepiej. Wydawał się zmęczony i przerażony całą tą sytuacją, z resztą Mglisty Sen się mu nie dziwił.
— Witajcie.
— Cześć, Mglisty Śnie — odezwał się Kosaćcowa Grzywa, a Zapomniana Koniczyna przywitał się skinieniem głowy. — Czy, są jakieś nowe poszlaki albo zeznania? Ja starałem się trochę wyciągnąć informacji od tego tutaj, jednak nie przyznaje się do winy. Jednak coś za bardzo wystraszony jest jak na niewiniątko. Może lunatykował i myślał, że to jest sen?
Mglisty Sen jedynie westchnął cicho pod nosem. Szczerze wątpił, że Zapomniana Koniczyna byłby do czegoś takiego zdolny. Znał swojego przyjaciela i szczerze powątpiewał, że ten kot mógłby zrobić komukolwiek krzywdę, nawet jeśli jego mentorem był synem kultystek, Krucze Pióro.
— Jakoś idzie, Kosaćcowa Grzywo, jednak teraz to ja przyszedłem was zapytać, czy coś wiecie lub byliście świadkami.
— Przyznaję, iż czułem smród w nocy, lecz uznałem, że to tylko bąki reszty kotów — rzekł i wzruszył ramionami. — Poza tym mamy tylko jedną psychiczną, niby byłą kultystkę. Ją powinniście zapytać o te... dziwactwa — rzekł z odrazą i wzdrygnął się na obraz krwawej rzeźni, która mogła się zadziać pod osłoną nocy, a jej koniec ujrzeli w dzień.
“Czyli musiała być to ona.” — Przekręcił głowę, by zobaczyć Rysi Trop, która spokojnie siedziała sobie w obozie i doglądała swoje pazury. — “Nie widzę większego sensu w dopytywaniu innych kotów, co robili poprzedniej nocy.”
Przeniósł wzrok na Zapomnianą Koniczynę. Dla grzeczności również chciał mu zadać pytanie. Otwierał już pysk, jednak nie zdążył cokolwiek powiedzieć, gdyż przyjaciel odpowiadał mu:
— Zostawcie mnie, ja... nie chcę tu być. Niech ktoś to posprząta... — mówił z gulą w gardle. — Proszę.
— Dobrze, Zapomniana Koniczyno, Jarzębinowy Żar właśnie sprząta obóz. Możesz być spokojny, za niedługo to okropieństwo zostanie pochowane, a lawenda zakryje zapach. — Znów przeniósł wzrok na Kosaćcową Grzywę, który do całej sytuacji podszedł chyba najspokojniej ze wszystkich Świetlików, nie licząc Rysiego Tropu. — Gdzie znajduje się Poziomkowa Polana? Chciałem jeszcze usłyszeć, jego zeznania.
Kosaćcowa Grzywa wskazał na lecznicę.
— Poziomkowa Polana dość słabo zniósł ten widok w obozie. Wymiotował i wątpię, żeby czuł się na siłach, aby odpowiadać na twoje pytania.
— Ach... Rozumiem… Ważne, żeby doszedł do siebie. Jarzębinowy Żar na pewno się nim odpowiednio zajmie.
— Hah, nie wątpię w umiejętności mojej siostry. Na pewno uratuje mojego ziomka Poziomka!
Mglisty Sen posłał mu wymuszony uśmiech i pokiwał krótko głową. Przynajmniej kocur ufał swojej siostrze i chyba poprawiły się nastroje między rodzeństwem, tak Kosaćcowa Grzywa nie podchodził do aktualnej sprawy nadto poważnie. W jakimś stopniu było to brak poszanowania życia samotnika, którego zamordowała Rysi Trop.
Przeniósł wzrok na Stroczkową Nadzieję oraz Szczawiowe Serce, którzy właśnie siedzieli w kącie obozu i nie wyglądali na zbytnio chętnych do rozmowy. Wojownik uspokajał swojego adoptowanego syna i rozmawiali po cichu między sobą.
“Lepiej, żebym ich nie zaczepiał” — zanotował w myślach.
I tak mieli już wystarczająco dowodów. Musiał jeszcze przekazać wszystko Jarzębinowemu Żaru, zwołać zebranie i skonfrontować się z Rysim Tropem. Potem zostaje im tylko zastosowanie kary, o ile była kultystka się przyzna do swojej winy.
***
Jarzębinowy Żar wyczyściła cały obóz, a w powietrzu czuć było silny zapach lawendy. Medyczka siedziała przy wyjściu z obozu i czekała na niego z niecierpliwością, na co wskazywał jej nerwowo poruszający się ogon.
— Zebrałeś zeznania? — Poderwała się na cztery łapy, kiedy tylko zauważyła, że do niej podchodzi.
— Tak i wiem, kto jest naszym głównym podejrzanym.
— Czy to Rysi Trop?
Przytaknął medyczce i opowiedział szczegółowo wszystkie zeznania, jakie zdobył od Świetlików. Medyczka z każdym jego następnym zdaniem wyglądała na bardziej zmartwioną i pełną żalu.
— Wiedziałam, że to musi być ona! — syknęła po chwili. — Ona była kultystką, więc dla niej zabijanie to dzień powszedni. Bezduszna kreatura… Jak ja mogłam pozwolić na to, żeby poszła z nami! Nic dziwnego, że śniły mi się koszmary związane z Klanem Wilka, bo do tej pory trzymaliśmy morderczynię z nami.
Położył łapę na jej barku pocieszająco.
— Nikt nie wiedział, że ona naprawdę taka jest i nie powinnaś się za to obarczać. Każdy z nas myślał, że jest po naszej stronie, skoro pomogła nam uciec. Gdyby nie zaatakowała Ostowej Łapy, tak byłaby tylko marudną wojowniczką w Świetlikach — zauważył spokojnie.
Jarzębinowy Żar jedynie pokręciła przecząco głową, nie zgadzając się z nim wcale.
— Nie, Mglisty Śnie, to wcale nie tak. Za dużo wiary powierzasz w tę grupę…
Otworzył pysk, żeby się z nią nie zgodzić, jednak kocica nie dała mu dojść do głosu.
— Chodź, idziemy zwołać Świetliki. Koniec tego cyrku.
Medyczka z bojowym nastawieniem ruszyła przodem na podwyższenie zrobione z kamieni i na nie wskoczyła.
— Niech wszystkie Świetliki zbiorą się na zebranie grupy! — Jej głos rozbrzmiał po całym obozowisku, a koty przestały ze sobą szeptać i skierowały się pod mównicę.
Mglisty Sen podbiegł do Jarzębinowego Żaru i usiadł obok niej jak godny zastępca. Nie ogłosili przecież do tej pory przywódcy, więc tę funkcję sprawowała właśnie medyczka. Kotka była od niego starsza, za czym szło również doświadczenie. Tak samo kocica umiała nawiązać kontakt z Klanem Gwiazdy, który właśnie ich tutaj sprowadził, więc była odpowiednim kotem, który sprawował tutaj władzę.
— Świetliki! Wszyscy wiemy, że dzisiaj rano doszło do zbrodni, którą musiał popełnić kot, który jest wśród nas. Po naszym porannym dochodzeniu doszliśmy do wniosku, że jedyną naszą podejrzaną jest Rysi Trop! — Jarzębinowy Żar popatrzyła gniewnie na byłą kultystkę, a wraz z nią reszta kotów. Zszokowane westchnienia rozbrzmiały po polanie, a kotka szybko uniosła ogon, uciszając tym Świetliki. — Zbierając wasze zeznania, dowiedzieliśmy się, że przez połowę nocy jej zapach był zwyczajny, jednak gdy Miodowa Kora przysnął, a potem znów się obudził, jego siostra była otoczona ostrym zapachem ziół. Tak samo żadne z medyków nie podawał kocicy żadnych ziół, a już na pewno nie takich o tak intensywnym zapachu. Co masz na swoje usprawiedliwienie, Rysi Tropie?
Mglisty Sen spod zmrużonych oczu, uważnie obserwował zachowanie byłej kultystki. Kocica nie wyglądała na przejętą tą całą sprawą. Nie ruszało ją, że właśnie teraz wszystkie Świetliki patrzyły się na nią wrogo w oczekiwaniu na jej obronę. Czemu ta kotka dopuściła się takiego czynu? Czemu dzień wcześniej zaatakowała Ostową Łapę?
Wibrysy szylkretki powoli uniosły się do góry, a barki nieco napięły. Niebieska klasnęła w łapy i mozolnie wyłoniła się z gromadki kotów, będąc na przedzie.
— Oddałam ci serce, tak jak ja oddałam się tej wspólnocie, męcząc się przebywaniem z każdym z was. Te opowieści o wielkim Klanie Gwiazdy, to wszystko bujdy wymyślone przez wcześniejsze pokolenie, które chciało uspokoić kocięta — wysyczała. — Co mi daje siedzenie tutaj? Nie mogę zasiąść na czele, prowadzić patroli czy robić czegokolwiek samemu, bo jestem osądzana. Gdzie jest moje miejsce w tym "społeczeństwie"? — zawarczała przez zęby. Z niecierpliwością zaczęła szurać ogonem o ziemię.
Mglisty Sen z kamiennym wyrazem pyska słuchał podejrzanej. Czuł, jak jego sierść na karku się podnosi z wrogości, która rośnie z każdym kolejnym słowem Rysiego Tropu. Koty z tłumu odsuwały się od niej, jednocześnie okrążając byłą kultyskę. Pyski kotów były niedowierzające oraz wrogie.
— Musiałam zacząć własną grę, a pamiątki po części pierwszej znaleźliście... O świcie oczywiście. — Rysi Trop polizała się dumnie po piersi. — Pora na kolejny akt, a kto wie, może jedna z zebranych głów trafi o tu. — Wskazała łapą na sam środek obozu.
“Jeszcze śmie nam grozić!” — Położył po sobie uszy.
Nie dość, że przyznała się do popełnienia zbrodni, to jeszcze potwierdziła, że nie wierzy w Klan Gwiazdy. Wykazała się również egoizmem i narcyzmem w swoich wypowiedziach. Z jej słów wynikało, że dołączyła do grupy jedynie po to, by nią rządzić, oraz że tak naprawdę nie przepada za Świetlikami. Twierdziła, że wiele dla niej zrobiła, choć w rzeczywistości leniła się i nie kiwnęła nawet pazurem. Zagroziła również całej grupie, zapowiadając, że planuje pozbawić życia jednego z jej członków.
Po minie Jarzębinowego Żaru widział, jak jest wściekła, a ciało medyczki trzęsło się z nerwów. Jej ogon smagał powietrze, a na polanie zapadła cisza, którą po chwili wypełniły szmery rozmów między Świetlikami.
Rysi Trop nie powinna znajdować się w ich grupie. Kotka powinna zostać na miejscu w Klanie Wilka wraz z pozostałymi kultystami. Mieli wśród nich prawdziwą morderczynię, powinni jej nie pomagać podczas podróży i pozostawić na Drodze Grzmotu, na pewną śmierć. Pozbyliby się wtedy problemu, który nad nimi ciążył. Może była szpiegiem? Szpiegiem Mrocznej Puszczy. A może to właśnie jej ambicje spowodowały, że zamordowała samotnika? Nie ważne było, jaka była prawdziwa odpowiedź. Należała jej się kara.
— Ogłaszam głosowanie! — odezwała się Jarzębinowy Żar, gromiąc spojrzeniem oskarżoną. — Czy Rysi Trop zostanie wygnana i uznana za zdrajczynię, czy jednak powinna pozostać w obozie, wybierzecie wy. Oczywiście oprócz ciebie, Miodowa Koro. Nie możesz głosować, gdyż jesteś bratem podejrzanej.
Miodowa Kora spuścił głowę nisko i cofnął się o krok, unikając spojrzeń. Widać było, że kocur najchętniej zapadłby się pod ziemię. Reszta Świetlików, w tym jego syn obdarowali go chłodnym spojrzeniem. Liliowy też był winny całemu temu przykremu wydarzeniu. Miał jedno zadanie, któremu nie sprostał. Miał tylko pilnować niebieskiej szylkretki.
Wszyscy przenieśli wzrok na niego. To właśnie on jako drugi kot stał na podwyższeniu, więc rozpoczynał głosowanie.
— Jestem za wygnaniem, Rysi Trop nie powinna iść z nami. Okazała się zdrajczynią i morderczynią, pozbawiając życia kota. Nie zasługuje na przynależenie do Świetlików, niech zna naszą łaskę i odejdzie z naszych terenów — odpowiedział chłodno.
Miał mętlik w głowie, nie był w stanie powiedzieć, czy to była odpowiednia decyzja. Nie wiedział, jaka była odpowiednia kara dla Rysiego Tropu. Kotka w teorii zasługiwała na stracenie, jednak ten pomysł był godny przywódcy Klanu Wilka, a Świetliki starały się iść głosem Klanu Gwiazdy, a nie Mrocznej Puszczy. Jego serce mówiło, że nie chce widzieć kultystki na swoje oczy. Nie chciał tego problemu na swoich barkach.
Następnym kotem, który przejął głos, był jego uczeń, Ostowa Łapa.
— Skoro zagroziła nam, że kogoś zabije, nie powinniśmy puszczać jej wolno. Moim zdaniem trzeba zrobić dla niej izolatkę i wyznaczyć kogoś do pilnowania. Kogoś bardziej kompetentnego niż Miodowa Kora — dokończył, mrużąc oczy.
Mglisty Sen postawił uszy. To był naprawdę ciekawy pomysł. Czemu on na to nie wpadł?
— Zdrajczyni! Zdrajczyni! Jeszcze śmie nam grozić! Wygnać ją! — warknął bez zastanowienia się Porywisty Dąb.
— Wygnanie nie będzie dobre — oświadczył Kosaćcowa Grzywa. — Dla Rysiego Tropu. Powinna zostać pobita i zagłodzona w izolatce, a potem wypuścić na wolność. Wtedy sama się wykończy i popadnie w obłęd. Dziękuję za uwagę.
Reszta Świetlików popatrzyła po sobie i niektórzy przytaknęli głowami. Pomysł izolatki dla Rysiego Tropu, chyba okazywał się najrozsądniejszym pomysłem.
— Uważam, że nie ma dla niej już miejsca u nas. Przykro mi, Rysi Tropie. Podjęłaś decyzję, a my podejmiemy swoją, która będzie odpowiednia dla całej grupy — powiedział cicho Szczawiowe Serce.
Widać było po kocurze, że był zszokowany, a Stroczkowa Nadzieja pośpiesznie uciekł z miejsca głosowania do lecznicy, gdzie również przebywał Poziomkowa Polana. Wszyscy przenieśli spojrzenia na Zapomnianą Koniczynę, który nadal milczał i wpatrywał się w swoje łapy.
— Zapomniana Koniczyno? Teraz twoja kolej na oddanie głosu — odezwał się z mównicy, upominając swojego przyjaciela.
Oriental jedynie pokręcił głową przecząco, tym samym rezygnując tym z oddania swojego głosu.
Jarzębinowy Żar widząc zachowanie łaciatego, pokręciła zdegustowana nosem, jednak uszanowała jego zdanie, a raczej jego braku.
— W takim razie, głosowanie dobiegło końca! Zarządzam przerwę!
Kocica zeskoczyła z mównicy i ruchem głowy nakazała mu podążać za sobą. Mglisty Sen posłusznie poszedł jej śladami i razem usiedli na uboczu.
— Głosowanie zostało zakończone, jednak pojawił się pewien problem, Mglisty Śnie — zaczęła ze ściszonym głosem, by inni nie mogli ich podsłuchiwać. — Wśród kotów padło wiele głosów opowiadających się za izolatką zamiast wygnania czy śmierci. Dlatego powinniśmy zbudować legowisko, z którego Rysi Trop nie będzie mogła uciec.
— Wydaje mi się, że Ostowa Łapa oraz Szczawiowe Serce mogliby mieć jakieś pomocne pomysły, do budowania izolatki. Ja… Ja nie wiem, czy cokolwiek powiem, będzie odpowiednie. Nie umiem pozbierać myśli… — Pomasował łapką swoją skroń.
Jarzębinowy Żar położyła mu na barkach ogon, w formie wsparcia. Po czym krótko opowiedziała mu swój plan związany z przetrzymywaniem oskarżonej. Mglisty Sen nie miał powodu, aby nie zgodzić się z jej pomysłem, dlatego kiwał jej głową.
Po chwili wrócili na podwyższenie z kamieni i znów przemówiła medyczka:
— Głos wspólnoty jest najważniejszy! Dlatego decyzją większości Rysi Trop zostaje skazana na izolatkę, którą koty zbudują z pomocą Ostowej Łapy.
Twarda i groźna mina Rysiego Tropu po przedstawieniu kary, mocno zrzedła, co było bardzo satysfakcjonujące dla nich wszystkich.
— Rysi Trop zostanie więźniarką i będzie otrzymywać dwa razy mniej zwierzyny, nie będzie mogła opuszczać wyznaczonego miejsca, a pilnować jej będą wojownicy. Wyjątek stanowi Miodowa Kora, który nie ma prawa zbliżać się do Rysiego Tropu, chyba że na krótkie rozmowy odbywające się pod nadzorem innego kota.
Koty zawrzały usatysfakcjonowane, a wymieniony brat oskarżonej, nadal siedział cicho i zdruzgotany obserwował, jak jego siostra zostaje zabrana do prawie ukończonego legowiska przywódcy, gdzie chwilowo zostanie osadzona, dopóki nie zostanie zbudowana izolatka.
Chcąc zapanować tłumem, zeskoczył z mównicy i popędził do kotów, które właśnie starały się niebieską szylkretkę osadzić w legowisku. Przepchał się przez futra pobratymców i stanął pomiędzy nimi a oskarżoną.
— Zostawcie! Na tę chwilę jeden kot, będzie pilnował Rysiego Tropu — zażądał i wzrokiem wyłowił ze Świetlików srebrnego czekoladowego kocura. — Porywisty Dębie, ty się tym zajmiesz.
— Oczywiście, to dla mnie przyjemność!
Młody wojownik wyrwał się do przodu i pewnym siebie uderzeniem, wrzucił do środka nory więźniarkę. Kocica syknęła na niego, jednak kocur jedynie zaśmiał się pod nosem i swoim cielskiem zasłonił wyjście z legowiska.
— Na pewno nie ucieknie.
— W to nie wątpię — zauważył i wraz z kotami wrócił do miejsca, gdzie na nich czekała medyczka wraz z Ostową Łapą.
***
Cała reszta, z wyjątkiem Miodowej Kory, w końcu doszła do porozumienia. W pobliżu obozu znajdowała się stara, opuszczona i częściowo zniszczona lisia nora. Postanowiono ją przekopać i wyrównać, aby nadawała się na więzienie. Wokół wejścia zostaną rozmieszczone krzewy o ostrych kolcach, którymi na noc będzie dodatkowo zasłaniane wejście do nory.
Jarzębinowy Żar poleciła wojownikom, by chwytali kolczaste rośliny przez mech lub robili to ze szczególną ostrożnością. Wejście do nory oraz jej okolice zostaną wyłożone suchymi liśćmi i gałązkami, które będą regularnie sprawdzane i wymieniane. Dodatkowo umieszczone zostaną tam ciernie oraz ostre kamienie.
Z liści i ziół powstanie barwnik, który zostanie wylany przy wyjściu z nory oraz na jej ściankach w pobliżu wejścia, tak aby każdy kot próbujący się wydostać, został oznaczony. Mieszanka będzie zawierać trawę i wodę, krwawnik, który wywołujący wymioty po spożyciu oraz niewielką ilość nasion maku, które mogą spowodować nagłą senność. Za radą innych do mieszanki zostaną również dodane silnie pachnące rośliny, wyróżniające się na tle lasu.
Był to wyjątkowo zaplanowane działanie przez Jarzębinowy Żar. Był pod wrażeniem wiedzy, umiejętności oraz sprytu medyczki, który wykazywała.
Omiótł spojrzeniem koty, które ciężko pracowały przy norze. Jego uczeń dzielnie pomagał Kosaćcowej Grzywie, Zapomnianej Koniczynie oraz Szczawiowemu Sercu. Poziomkowa Polana natomiast wraz z Stroczkową Nadzieją szykowali barwnik.
Czarny wojownik podszedł do Miodowej Kory, który siedział na uboczu i wpatrywał się w Porywistego Dęba, który wytrwale pilnował więźniarki.
— To wszystko moja wina… Mogłem zostać w Klanie Wilka i nie pozwolić by kogokolwiek skrzywdziła… — odezwał się liliowy, a w jego głosie mógł usłyszeć ogromne poczucie winy.
“Za dużo wiary powierzasz w tę grupę…” — Przypomniał sobie słowa medyczki.
Musiał popatrzeć krytycznym okiem na swojego starszego przyjaciela. Wiedział, że zostawił w Klanie Wilka resztę swoich dzieci oraz swoją partnerkę. Czy też kierował się dobrem ich grupy, czy tylko chciał wrócić do przeszłości, kiedy jeszcze żadne z nich nie wiedziało, jak wygląda życie samotnika?
— Owszem, jest to, między innymi, twoja wina — zauważył, na co starszy się skulił. — Jednak teraz nie ma sensu obwinianie się za to. Musisz wziąć również odpowiedzialność za swoje błędy, a teraz idź pomóc innym w budowaniu izolatki — pogonił starszego.
Miodowa Kora otworzył pysk, jakby chciał coś powiedzieć, jednak tego nie zrobił. Westchnął jedynie pod nosem i ze zwieszoną głową wspiął się po grubych korzeniach starego drzewa, które prowadziły do wyjścia z obozu. Mglisty Sen poszedł jego śladami, by nadzorować pracę Świetlików.
***
Słońce powoli zaczęło zachodzić za horyzont, a w lesie pociemniało. Przez korony drzew można było zobaczyć pojawiających się pierwszych Gwiezdnych, którzy obserwowali właśnie, jak Świetliki uporały się z budową izolatki.
Mglisty Sen uważnie sprawdził skończone więzienie dla Rysiego Tropu i skinął głową z uznaniem.
— Dobra robota — pochwalił pobratymców, którzy czekali na dalsze jego słowa.
Po rozmowie z Jarzębinowym Żarem wiedział już, że musi powtórzyć wojownikom wszystkie ważne zalecenia, których będą musieli przestrzegać, jeśli mieli się zajmować więźniarką.
— Przy Rysim Tropie każdego dnia będą stały dwa koty — zaczął swoim zachrypniętym głosem. — Jeden od rana do południa, drugi od południa do wieczora. W nocy strażnik pilnujący obozu będzie dodatkowo obserwował norę więźniarki. Jedzenie będzie podawane rzadziej niż pozostałym kotom, poprzez wrzucenie zwierzyny do środka. Woda będzie dostarczana w podobny sposób, lecz częściej i na mchu. Obowiązuje całkowity zakaz rozmawiania z kotką. Jakieś pytania?
Rozejrzał się po kotach, jednak nikt mu nie odpowiedział. Każdy w wyczekiwaniu obserwował przerobioną norę lisa, która była gotowa przyjąć do siebie Rysi Trop.
— W takim razie, możecie ją tutaj sprowadzić — odchrząknął w końcu. — Pierwszym kotem, który zostanie na warcie, będzie Kosaćcowa Grzywa. Drugiego kota wyznaczę jutro rano.
Nie musiał długo czekać, gdyż po chwili więźniarkę przyprowadził Porywisty Dąb wraz ze Szczawiowym Sercem, a na warcie bez wahania stanął jako pierwszy Kosaćcowa Grzywa, którego wyznaczył. Starszy od niego strażnik wydawał się również zadowolony swoją rolą i co jakiś czas zerkał ze swoim typowym aroganckim uśmieszkiem do wejścia, gdzie przebywała Rysi Trop.
— Reszta, możecie się rozejść i pójść spać w świeżych legowiskach.
Rozbrzmiały zadowolone pomruki, pełne ulgi i koty zeszły do obozu po grubych korzeniach drzewa. On poszedł w ich ślady, jednak zatrzymał się na polanie i zerknął na legowisko przywódcy, gdzie wcześniej siedziała więźniarka.
Wszedł do środka i ujrzał przyszykowane czyste posłanie, które pachniało lawendą, a po gruzach ziemi, nie było nawet śladu. Ktoś ze Świetlików przyszykował to miejsce dla niego. Zawęszył dokładnie, a do jego nosa dotarł znajomy zapach. Była to woń Miodowej Kory. Wojownik pewnie czuł się winny za swoje błędy i chciał to naprawić.
Wahał się. Czy powinien się położyć w tym legowisku? Nie był jeszcze przywódcą, nie czuł się na przywódcę, przyszedł tutaj za Jarzębinowym Żarem. Za kotką, która stała się mu jedną z najbliższych. Szylkretka wręcz zastępowała mu matkę oraz Brukselkową Zadrę. Kocica była dla niego nadzieją oraz wsparciem, dlatego poszedł za nią, nie patrząc na okoliczności oraz konsekwencje.
Odwrócił się, mając zamiar już wyjść, jednak w tym samym momencie do środka weszła owa kocica, która przeto zamruczała, oznajmiając swoją obecność.
— Podoba ci się twoje legowisko? — zapytała, stawiając kroki w jego kierunku.
Można było wyczuć od niej wiele sprzecznych emocji, a jej pazury co jakiś czas wbijały się w ziemię i się chowały. Mglisty Sen nie dziwił jej się, ten dzień był szalony oraz pełen emocji. Rozumiał, czemu kotka jest jednocześnie szczęśliwa i przestraszona. Udało im się dojść do morderczyni oraz ją ukarać, jednak w powietrzu nadal wisiała groźba błękitnej szylkretki.
— To moje posłanie? Nie wiem, czy ja w ogóle się nadaje na lidera naszej grupy… Jestem tutaj i po prostu staram się, żeby to wszystko działało, jak powinno w klanie, jednak nie wiem, czy kiedykolwiek uda nam się stworzyć tak silną społeczność. Jest nas nadal za mało oraz to, co się działo… Szkoda nawet o tym rozmawiać. — Odwrócił wzrok.
— Zasługujesz na zostanie przywódcą, powinnam cię na niego wyznaczyć i powiedzieć, że wstawił się za mną Klan Gwiazdy.
Jarzębinowy Żar zmarkotniała, na samo wspomnienie o przodkach, co zaniepokoiło Mglisty Sen.
— Właśnie, co z przodkami. Czy dostałaś od nich jakiś znak albo sen? Poparli nasze odejście? Powiedzieli, co dalej? Kto zostanie przywódcą? Ostrzegali cię przed Rysim Tropem?
Medyczka na te pytania jedynie pokręciła przecząco głową, nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Jedynie z jej oczu zaczęły spływać wielkie łzy. Ten przytulił kotkę mocno, chcąc ją pocieszyć, jednak nie wiedział, co mógł powiedzieć. Pozwolił jej się wtulić w jego czarne futro, co kocica wykorzystała.
— To wszystko moja wina! Źle odczytałam znak od Klanu Gwiazdy! Sprowadziłam nas na zagładę! Powinniśmy zostać w Klanie Wilka! Nikt by wtedy nie zginął! — łkała głośno.
Mglisty Sen chciał ją pocieszyć i powiedzieć, że mówi kłamstwa. Przecież mieli iść zgodnie z planem przodków, a nie własnym. Przecież Klan Gwiazdy miał mieć ich w opiece, a oni mieli głosić jego mądrości oraz szerzyć dobro. To, co szlochała właśnie Jarzębinowy Żar, naprawdę źle brzmiało dla nich oraz ich przyszłości. Powinni byli zostać w Klanie Wilka?
“Może i ma rację? Miałbym wtedy przy sobie Brukselkową Zadrę oraz moją siostrę. Co mi zostało, po ucieczce oprócz bardzo rzadkich spotkań z pewną albinoską na granicy z Klanem Burzy?”
Z jego bliskich kotów ma tylko Jarzębinowy Żar oraz swojego przyjaciela, którego traktuje, jak brata i zna od małego, Zapomnianą Koniczynę. Jednak to było tak mało… Za mało by być szczęśliwym z życia poza klanem.
— Przecież nie miałaś nic złowieszczego w planach, żeby nas tutaj przyprowadzić. Kierowałaś się dobrem naszej grupy.
— Raczej moją samolubnością i strachem przed śmiercią… Jednak teraz wiem, że nie chciałabym stracić również ciebie… W tym wszystkim, jaki młody jesteś oraz jak angażowałeś się ślepo w to wszystko, co mówiłam… Klan Gwiazdy naprawdę powinien cię uhonorować, stanąć za tobą w obronie, jak ty szlachetnie starasz się bronić ich kodeksu oraz wiary.
Zamilkł. Teraz kocica, tylko i wyłącznie go wychwalała ponad niebiosa. Nie był takim wspaniałym wojownikiem. Po prostu nie kwestionował niczego, co Gwiezdni podstawiali mu pod nos. Zostawił resztę bliskich mu kotów w miejscu, z którego uciekli. Uciekli jak tchórze, tak jak powiedział to na początku Kosaćcowa Grzywa.
— Jesteś mi bliższy niż cała moja rodzina. Jesteś dla mnie niczym syn, którego nigdy nie mogłam mieć. Chcę dla ciebie najlepiej, więc proszę, zgódź się na przywództwo Świetlików. Nie wahasz się tak, jak ja na wszelkie przeciwności losu.
“Nie prawda” — pomyślał gorzko.
— Nie mogę jeszcze przyjąć przywództwa… Jeszcze nie jestem gotowy.
***
Następne dni mijały, przyroda powróciła do życia, a zieleń i kwiaty zaczęły zdobić ich tereny. Zaczęło się robić coraz cieplej, co świadczyło o nadchodzącej Porze Zielonych Liści oraz prawdopodobnych upałów. Życie obozu Świetlików niosło się swoim życiem, a Rysi Trop nadal była pod ścisłym nadzorem wartowników.
Mglisty Sen coraz częściej wydawał rozkazy i zarządzał obozem, natomiast Jarzębinowy Żar zaszywała się na całe dnie w lecznicy, z której ciężko ją było wygonić. Kocur miał wrażenie, że kotka popadała w obłęd i obwinia się o każde nieszczęście, które ich spotkało w nowym miejscu. Nie umiał jej przetłumaczyć, że błędy się zdarzają oraz nie wszystko, co się przydarzyło Świetlikom, jest jej winą. Wszyscy widzieli przecież, jak bardzo się starała udoskonalić ich grupę. Kocica dbała o każdy szczegół.
Sam również starał się nie sypiać w legowisku lidera, obawiając się reakcji grupy. Nie zgodził się jeszcze, by medyczka go mianowała przed wszystkimi, jeśli Gwiezdni nie dali żadnego znaku. Później już nie rozmawiali o tym więcej.
***
[TW: krew, śmierć]
Na Srebrnej Skórze widniały gwiazdy, którym można było się przyjrzeć, bo niebo było bezchmurne. Drugi dzień zapowiadał się ciepły. Może pójdzie się wygrzewać na słońcu?
Mglisty Sen siedział na polanie, dopatrując, czy wszyscy zjedli swoją porcję jedzenia, by uniknąć przekarmienia więźniarki. Wiedział, że w Świetlikach są koty, które z dobroci serca mogłyby dokarmić Rysi Trop, czego nie chcieli.
Nagle z lecznicy wyszła Jarzębinowy Żar, a za nią Stroczkowa Nadzieja. Młodszy medyk nie wyglądał na spokojnego. Kocur był ewidentnie czymś zdenerwowany, podobnie, jak szylkretka, która wyszła z obozu i zniknęła w ciemnej gęstwinie. Młodszy kocur odprowadził swoją mentorkę wzrokiem i przeniósł bezradne spojrzenie na niego.
— Mglisty Śnie! — Podbiegł do niego z napuszonym ogonem. — Mglisty Śnie!
— Co się dzieje? Czemu Jarzębinowy Żar wyszła?
— Poszła na zbieranie ziół, jednak w jej stanie, powinna siedzieć na posłaniu i zaznać snu. Ciągle coś mamrotała i nie wiem, co mam zrobić! Proszę, pójdź za nią i przyprowadź ją z powrotem do obozu.
Mglisty Sen na słowa kocura poczuł, że jego żołądek się mocniej ściska. Jemu również się nie podobało nagłe wyjście kotki z obozu. Czemu chciałaby wyjść samej z obozu i to w nocy? Czy pragnęła śmierci? Nie mieli wystarczająco kotów, by ją jeszcze pilnować. Już musieli być przygotowani na wszelkie zagrożenie ze strony Rysiego Tropu. Tak samo nie mogli mieć pewności, czy szylkretka nie natknie się na lisa, bądź borsuka, a wątpił, by umiała się przed nimi obronić.
— Idę po nią — wydusił z siebie.
Pobiegł najszybciej, jak tylko umiał w stronę wyjścia i wspiął się po korzeniach drzewa. Ruszył za śladami Jarzębinowego Żaru, wbiegając do ciemnego lasu. Zapach medyczki i ziół niósł się w stronę Drogi Grzmotu, co przyprawiało czarnego wojownika o ciary. Biegł tak przez dłuższą chwilę, jego tętno przyspieszyło i słyszał szum krwi, jednak starał się nie zwalniać.
— Jarzębinowy Żarze! — wołał imię kotki, ledwo się słysząc.
Docierał powoli do Drogi Grzmotu, stęchły zapach potworów z każdym wdechem się nasilał. Jego płuca krzyczały o świeże powietrze. Chciał kasłać, bardzo mocno, jednak nie miał na to zwyczajnie czasu. Po drodze nie znalazł kotki, więc musiała być daleko z przodu. Zapach szylkretki ginął w nasilającym się smrodzie.
Z oddali dochodziło coraz głośniejsze warczenie potwora oraz spomiędzy drzew mógł zobaczyć coraz jaśniejszą łunę, która powstawała z wielkich oczu maszyny.
Był blisko!
Nagle, usłyszał uderzenie oraz przerażający wrzask. Wszystko zadziało się bardzo szybko. Zaledwie kilka uderzeń serca.
Dobiegł do twardej nawierzchni, a auto już zdążyło odjechać. Znów było ciemno, a jedynym źródłem światła byli Gwiezdni oraz świetliki. Przed nim rozciągało się znajome szylkretowe futro ubrudzone krwią oraz pyłem.
— Jarzębinowy Żarze! — krzyknął.
Przerażony dopadł do niej, potykając się o własne łapy.
— Jarzębinowy Żarze!
Kotka zmarszczyła nos z bólu, a z pyska płynęła jej delikatna stróżka krwi. Wodziła mętnym wzrokiem po niebie. Po chwili przeniosła spojrzenie na niego. Źrenice kotki coraz wolniej reagowały na bodźce światła, które unosiły się wokół nich.
— Mglisty Śnie… — mruknęła łagodnie, a w jej pysku pojawiły się krwawe bąbelki powietrza. — Tak mi przykro… To wszystko moja wina…
Poczuł, jak po jego pysku spływają pierwsze łzy. Nie był gotów na to wszystko. Nie mógł jej stracić, nie teraz, nie w takim momencie!
— Wcale to nie jest twoja wina Jarzębinowy Żarze — powiedział łamiącym się głosem.
Położyła łapę na jego łapie i wymusiła na swoim pyszczku delikatny uśmiech. Widział, że Jarzębinowy Żar wkłada w to swoje ostatnie siły.
— Przesunę cię na trawę. Pobiegnę z tobą do obozu. Jeszcze jesteś w stanie wytrzymać! Opatrzymy cię i będziesz dalej żyć!
Jednak Klan Gwiazdy miał inne plany dla Jarzębinowego Żaru. Kotka w oczach traciła dużo krwi i musiała mieć jeszcze jakieś obrażenia wewnętrzne, które nawet najlepszy medyk nie mógł wyleczyć. Jej ciało po chwili zwiotczało, a jej łapka osunęła się na ziemię. Oczy miała mętne i zaszklone, jednak pełne ciepła. Nie bała się, kiedy odchodziła do Klanu Gwiazdy. Był przy niej, przez tę całą podróż.
— Czemu mi to zrobiłaś? Czy zrobiłaś to specjalnie? — spytał się jej, chociaż wiedział, że mu nie odpowie.
Rozejrzał się po jezdni, gdzie były rozsypane zioła. Jarzębinowy Żar nie kłamała wcześniej. Naprawdę wyszła w innym celu niż pozbawienia sobie życia. Szylkretka miała zamiar wrócić do obozu. Nie chciała umierać.
Mglisty Sen pociągnął nosem i łapą delikatnie zamknął jej powieki. Poprawił jej piórka, które miała wpięte za uchem i najdelikatniej, jak tylko umiał, przeniósł kotkę na trawę, gdzie już nie dopadną ją jeżdżące szybko potwory.
Świetliki latały wokół nich. Niektóre siadały na szylkretowym futrze medyczki, jakby chciały złożyć jej hołd. On natomiast płakał cicho, nad jego najbliższą osobą, jaką była Jarzębinowy Żar. Nie zdążył jej uratować.
***
Minęło już kilka dni od śmierci medyczki. Czuwanie oraz pogrzeb minęły zbyt szybko, jednak żałoba nadal trwała. Świetliki chowały się w legowiskach, a na polanie nie było słychać żadnych rozmów. Wszyscy nie umieli poradzić, sobie z tak wielką stratą, jaką była śmierć Jarzębinowego Żaru.
Mglisty Sen wyszedł z legowiska lidera, w którym już zamieszkał. Samotność i ciemność, jakie tam panowały, pomagały mu w myśleniu. Wiedział, że musiał poprowadzić pobratymców, nawet jeśli nie ma z nimi Jarzębinowego Żaru. Pamiętał, że kocica chciała, by tak postąpił.
Wszedł na mównicę, a wzrok kotów, które były na polanie, od razu zwróciły się ku niemu. Czuł, jak słońce wraz ze spojrzeniami innych, wypala mu sierść.
— Niech wszystkie Świetliki zbiorą się na zebranie! — zawołał, a koty po chwili wyszły z wszystkich legowisk i w ciszy usiadły przed nim. — Z bólem serca pożegnaliśmy już Jarzębinowy Żar, która trzymała tę grupę w ryzach. Była jednocześnie liderem, jak i medykiem oraz przyprowadziła nas do tego miejsca. Uwolniła nas od szponów kultystów Klanu Wilka. Jednakże Świetliki nie mają w tym momencie przywódcy, dlatego ja wejdę na to stanowisko, a głównym naszym medykiem zostanie Stroczkowa Nadzieja — oznajmił głośno.
<Niech Klan Gwiazdy ma cię w opiece, Jarzębinowy Żarze. Koniec sesji>
[*]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz