Mruknęła cicho, gdy język kocura pociągnął ostrożnie, delikatnie przy jej karku. Bury drgnął lekko, słysząc to.
— Wszystko dobrze? — zapytał, a malutka wręcz zachichotała, słysząc to. Odwróciła łebek, aby spojrzeć na zmartwiony pyszczek brata. Naprawdę, bardzo go nie rozumiała.
— Nikt nie mruczy z bólu, głuptasie — stwierdziła z uśmiechem. — Kontynuuj. Pewnie świetnie ci idzie — dodała, uśmiechając się przyjaźnie. Żywica przez chwilę spoglądał na nią, jakby niepewny tego, co usłyszał, jednak po chwili po prostu skinął głową i w dalszym ciągu czyścił starszą o kilka uderzeń serca siostrę. Trwało to jeszcze jakiś czas, nim odsunął się na kilka kocięcych kroków i zaczął oceniać swoje dzieło, przechylając głowę to w jedną, to w drugą stronę.
— Chyba jest dobrze — ocenił niepewnie, spoglądając na swoje łapy. Jarzębinka spróbowała obrócić się i zobaczyć, jednak jej szyja była zbyt krótka, więc w końcu spasowała.
— Na pewno — wzruszyła ogonem, po czym podeszła do kocurka, aby liznąć go w policzek — dzięki, braciszku. Jesteś najlepszy! — Żywica chyba nie do końca wiedział, jak się do tego ustosunkować. W końcu, nie był pewien, czy powinien się taki czuć. Uśmiechnął się nieśmiało, odwracając wzrok.
— Skoro tak mówisz... — mruknął, speszony. Liliowa przewróciła oczami, widząc jego reakcję. Jejku, co za ziemniak!
— Oczywiście, że jesteś. Ja się nie mylę. Pamiętaj to sobie — zaznaczyła, pozostawiając na pysku ten beztroski uśmieszek, mimo że jej oczka komunikowały bratu proste przesłanie: miała rację.
<Żywico? uwu >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz