Niebieskooki zamrugał kilkakrotnie i położył po sobie uszy, gdy młodszy spojrzał na niego z obrzydzeniem. “Świetnie, teraz znowu będę się musiał użerać z tym idiotą” – pomyślał.
— Weź ją sobie, nie będę tego już jeść — rzucił point ze słyszalną pogardą.
Na jego słowa biało-niebieski wyprostował się i zmarszczył brwi.
— Weź ją sobie? — powtórzył jakby niedowierzająco. — Za kogo ty mnie uważasz? Nie będę jadł zwierzyny, na którą ktoś już naślinił — oburzył się, strzepując końcówką ogona. — Ta zwierzyna gorsze rzeczy już widziała. Naprawdę jesteś takim czyścioszkiem, że boisz się zjeść ptaszka, który spadł na ziemię? — zakpił ze Zszarzałej Łapy. Może i kocur był większy i silniejszy, ale nie będzie mu pozwalać na to, by tak się panoszył!
Nie był szczególnie zachwycony faktem, że już po raz kolejny znalazł się na zgromadzeniu. Najchętniej siedziałby teraz w swoim posłaniu albo w ogóle już dawno drzemał. Uważał te głupie spotkania wszystkich klanów raczej za przekleństwo niż coś, na co można czekać. W końcu najpierw musiał się trochę nałazić, by dotrzeć na Bursztynową Wyspę, a potem wysłuchiwać jakichś staruchów i jakoś wytrzymać, mimo iż miał wrażenie, że wszystkie oczy były zwrócone właśnie w jego stronę. Takie jednostki jak on raczej nie były często spotykane w innych przynależnościach. Na pewno każdy patrzył na niego jak na jakiś żałosny błąd natury.
Nagle podszedł do niego kot. Nie był mu jednak obcy ani zresztą z innego klanu. Biało-niebieski podniósł wzrok, by dostrzec przed sobą znacznie większego i jeszcze bardziej denerwującego ścierwojada – Wzburzonego Kormorana.
— A ty co, Naparstnico, nadal uczniem jesteś? — zagaił jakby nigdy nic.
Niebieskooki dobrze wiedział, że po mianowaniu pointa jego mniemanie o sobie stanie się jeszcze wyższe. Cóż, jaki mentor, taki uczeń.
— Jak widać — prychnął, marszcząc brwi. — Ja przynajmniej poszerzam swoją wiedzę w dwóch dziedzinach, nie ograniczając się do jednej. Nie licząc tego, co ty musisz wkuć do głowy, muszę jeszcze poznać zioła i ich zastosowanie — wyjaśnił spokojniej.
Na jego słowa point gwałtownie przeciął powietrze ogonem i spiął mięśnie.
— A ja przynajmniej jakoś przysłużę się klanu, a nie będę tylko kolejną gębą do wykarmienia! — stwierdził gniewnie.
Naparstnicowa Łapa ledwie drgnął, udając, że wcale go to nie rusza. W rzeczywistości naprawdę bał się tego, że nie przyda się klanowi. Sam uważał posadę protektora za bezsensowną, ale przecież nie mógł przyznać temu dupkowi racji.
— Tak, bo to moja wina, że zostałem protektorem. Jak jesteś taki mądry, to idź do Judaszowcowej Gwiazdy i sam mu wygarnij, że skazał mnie na bycie “kolejną gębą do wykarmienia”! — odparł, a futro na jego karku nieznacznie się zjeżyło.
— I jeszcze czego? To nie jest mój problem, jak na razie — rzucił Kormoran, teraz grając obojętnego. — Przecież on sam już nawet nie pamięta, kogo mianował w ostatnich księżycach — zauważył.
Naparstnica miał wrażenie, że zaraz nie wytrzyma. Miał ochotę napluć na pysk tego lisiego bobka, ale zamiast tego wziął głęboki wdech, starając się opanować.
— Skoro to nie twój problem, to po co w ogóle zaczynasz dyskusję? — fuknął, a jego wąsy zadrżały z poirytowania. — Wypchałbyś lepiej tą swoją durną gębę jakimś mchem i chociaż raz zastanowił nad tym, jakie głupoty z niej uciekają — dodał.
— Czemu zaczynam? Nudzi mi się i nie mam nic lepszego do roboty, a ty mi zapewniasz niemałą rozrywkę — przyznał z minimalnym uśmiechem, który oczywiście był w pełni przesiąknięty wredotą. — A wiesz, że chciałbym, by Bukowa Korona zatkał swój pysk mchem? Nie raz tak to chciałem uczynić.
Biało-niebieski zacisnął szczękę.
— Wiesz, gdzie mam twoje zachcianki? — odezwał się, a końcówka jego ogona zadrżała. — Tam, gdzie promienie słoneczne nie sięgają. Więc na litość Klanu Gwiazdy zamknij się i zostaw mnie w spokoju! Idź sobie do tego swojego mentora i jego denerwuj, ale ode mnie się odczep!
— Och, czyżby komuś nerwy puszczały? — spytał point, drocząc się ze starszym.
— A czyżby komuś mózg uchem uciekał? — odparł, subtelnie kładąc po sobie uszy. Ile mógł przezywać tego wrzoda, by w końcu odczepił się od jego ogona?
— Mi nie, ale zapewne Judaszowcowej Gwieździe już tak. Zastanawiam się, czy on jeszcze pamięta swoje imię. Jakim on cudem jeszcze dycha? — mruknął, zmieniając temat wraz z nastawieniem wobec kocura. — Jak tam twoje szkolenie? Radzisz sobie z Aster?
Naparstnicowa Łapa wyprostował się i kilkoma liźnięciami ułożył swoje zmierzwione futro na klatce piersiowej.
— Nie jesteśmy znajomymi — przypomniał mu szorstko.
— No weeeź, aż tak dziecinny jesteś, by strzelić focha, jak jakiś kociak? Nie możemy pogadać jak koledzy czy coś? Aż tak bierzesz swoje moje idiotyczne słowa do siebie?
Biało-niebieski najchętniej strzeliłby sobie teraz łapą w czoło z zażenowania Wzburzonym Kormoranem, ale nawet nie chciało mu się na tyle wysilać, by wykonać taki ruch.
— A ty naprawdę jesteś aż tak dziecinny, by mnie zaczepiać? — mruknął znudzony. — Tylko kocięta w żłobku mają taki niewyparzony język. Od ciebie oczekiwałbym nieco więcej rozumu, “wielki wojowniku”.
Kormoran przewrócił oczami.
— Wyluzuj, nadal jestem młodszy od ciebie — zauważył. — Plus może wyciągnij ten kij spod ogona, bo daleko z nim nie zajdziesz. A i tak już zapewne jest ci ciężko chodzić na tych króciutkich łapkach.
Pysk ucznia nawet nie drgnął.
— Jesteś żałosny.
Przez dłuższą chwilę w ogóle się nie odzywał, patrząc na pointa z zawiedzionym wyrazem.
— Po powrocie do obozu lepiej przeproś swoją matkę za to, że musiała wychowywać takiego nieczułego łajnojada.
— Ej, teraz to już przesada! Możesz obrażać mnie lub kogoś innego z mojej rodziny, ale nigdy nie rób tego z moją siostry czy matką — warknął najeżony.
— Naucz się lepiej słuchać ze zrozumieniem, bo nie obraziłem twojej matki — odparł spokojnie. — Okazałem jej tylko współczucie, bo na jej miejscu już dawno wziąłbym cię za uszy i zrzucił z klifu.
Młodszy zmarszczył czoło.
— A ja żałuję, że protektorzy nie chodzą na patrole! Już na pierwszym bym cię zrzucił z klifu!
Naparstnica westchnął głęboko.
— Odpuść już lepiej, bo twoje obelgi tracą na kreatywności — polecił.
— Bo ty to taki wielki znawca, ta?
Uczeń usiadł w końcu, owijając łapy ogonem.
— A żebyś wiedział — odparł i podniósł jedną z kończyn, by następnie zająć się czyszczeniem swojego futra, jakby Wzburzony Kormoran nie stał tuż przed nim. Stwierdził, że nie będzie się dłużej przejmować kimś na tak niskim poziomie i skupi się na czymś przyjemniejszym.
— No, skoro tak, to może byś mnie podszkolił? W końcu sam stwierdziłeś, że poziom moich obelg jest coraz niższy, a czymś muszę zawsze utrzeć nosa Bukowej Koronie — odezwał się point.
Naparstnicowa Łapa uniósł na niego wzrok pełen politowania.
— Ach, jak mi przykro, ale ostatnio jak sprawdzałem… dowiedziałem się, że mam to gdzieś — rzucił i kontynuował staranne porządkowanie swojej sierści.
— No weeeź... Nie bądź taki, przecież jako protektor chyba powinieneś pomagać innym, nie?
Niebieskooki strzepnął uchem.
— Tak, pomagać, ale nie w obrażaniu innych!
— Nawet jeśli chodzi o takie lisie łajno, jak Bukowa Korona?
Gdy to powiedział, starszy zamilkł na moment i strzepnął uchem.
— Dla dobra swojej przyszłej kariery nie odpowiem na to pytanie — odparł po jakimś czasie.
— Czyli jednak! Słuchaj, nikt się nie musi o tym dowiadywać, tak? To będzie taka nasza mała tajemnica, co ty na to?
— Ach, nie denerwuj mnie nawet! Bukowa Korona nie może być przecież taki zły. Pewnie ci się wydaje, że jest lisim łajnem, bo nienawidzisz autorytetów! — zauważył.
— Nie? Spytaj kogokolwiek innego, dostaniesz podobną odpowiedź. Mogę się nawet o to założyć z tobą! — kontynuował Wzburzony Kormoran.
Od zgromadzenia zaczął coraz bardziej przykładać się do treningów, by w końcu móc zostać mianowanym na pełnoprawnego protektora. Nie będzie dawał Wzburzonemu Kormoranowi tej satysfakcji z tego, że jest rangę wyżej! Może go obrażać za cokolwiek innego, ale za to, że wciąż się uczy, już niedługo nie będzie w stanie.
Judaszowcowa Gwiazda pewnie miał trudność z ocenieniem umiejętności Strzępka i mianował go wtedy, kiedy mu się podobało. Czekoladowy już ledwo kontaktował z rzeczywistością i dawno powinien przejść do legowiska starszych. Nie, żeby Naparstnica go nie lubił – bo lubił, a może bardziej szanował. Zależało mu jednak na dobru Klanu Klifu, a z takim liderem na czele nie byli w zbyt dobrym położeniu. Kto wie, co by się stało, gdyby doszło teraz do jakiejś wojny…
Naparstnicowa Łapa zdecydował się podnieść ze swojego posłania. Niedawno wybudził się z krótkiej drzemki, którą odbył po zakończonym treningu. Teraz natomiast jego brzuch potwornie burczał, upominając się o jakiś posiłek, więc biało-niebieski zmuszony był udać się w stronę stosu ze zwierzyną. Nie chciał się przecież upokorzyć przed innymi uczniami tym dźwiękiem, który mógłby wydobyć się z jego wnętrza. Kocur wolał raczej nie zwracać na siebie uwagi, a taka sytuacja mogłaby sprawić, że niektórzy skierowaliby swoje oczy właśnie w jego stronę.
Udało mu się doczłapać do stosu, a z niego wyciągnąć tłustą mysz. Widać było, że Pora Zielonych Liści ją rozpieszczała. Naparstnica przysiadł gdzieś na uboczu obozu, starając się nie przyciągać uwagi, i zaczął powoli skubać swoją piszczkę, delektując się jej smakiem, który przy każdym gryzie rozpływał się po podniebieniu. Cieszył się, że po tych ciężkich czasach miał teraz chwilę, by usiąść i na spokojnie zjeść posiłek. Pora Nagich Drzew naprawdę nie oszczędzała nikogo. Podczas niej porcje były znacznie mniejsze, chudsze i bardziej żylaste. Wtedy jadło się wyłącznie dla energii, a nie dla przyjemności.
— Weź ją sobie, nie będę tego już jeść — rzucił point ze słyszalną pogardą.
Na jego słowa biało-niebieski wyprostował się i zmarszczył brwi.
— Weź ją sobie? — powtórzył jakby niedowierzająco. — Za kogo ty mnie uważasz? Nie będę jadł zwierzyny, na którą ktoś już naślinił — oburzył się, strzepując końcówką ogona. — Ta zwierzyna gorsze rzeczy już widziała. Naprawdę jesteś takim czyścioszkiem, że boisz się zjeść ptaszka, który spadł na ziemię? — zakpił ze Zszarzałej Łapy. Może i kocur był większy i silniejszy, ale nie będzie mu pozwalać na to, by tak się panoszył!
* * *
Zgromadzenie
Nagle podszedł do niego kot. Nie był mu jednak obcy ani zresztą z innego klanu. Biało-niebieski podniósł wzrok, by dostrzec przed sobą znacznie większego i jeszcze bardziej denerwującego ścierwojada – Wzburzonego Kormorana.
— A ty co, Naparstnico, nadal uczniem jesteś? — zagaił jakby nigdy nic.
Niebieskooki dobrze wiedział, że po mianowaniu pointa jego mniemanie o sobie stanie się jeszcze wyższe. Cóż, jaki mentor, taki uczeń.
— Jak widać — prychnął, marszcząc brwi. — Ja przynajmniej poszerzam swoją wiedzę w dwóch dziedzinach, nie ograniczając się do jednej. Nie licząc tego, co ty musisz wkuć do głowy, muszę jeszcze poznać zioła i ich zastosowanie — wyjaśnił spokojniej.
Na jego słowa point gwałtownie przeciął powietrze ogonem i spiął mięśnie.
— A ja przynajmniej jakoś przysłużę się klanu, a nie będę tylko kolejną gębą do wykarmienia! — stwierdził gniewnie.
Naparstnicowa Łapa ledwie drgnął, udając, że wcale go to nie rusza. W rzeczywistości naprawdę bał się tego, że nie przyda się klanowi. Sam uważał posadę protektora za bezsensowną, ale przecież nie mógł przyznać temu dupkowi racji.
— Tak, bo to moja wina, że zostałem protektorem. Jak jesteś taki mądry, to idź do Judaszowcowej Gwiazdy i sam mu wygarnij, że skazał mnie na bycie “kolejną gębą do wykarmienia”! — odparł, a futro na jego karku nieznacznie się zjeżyło.
— I jeszcze czego? To nie jest mój problem, jak na razie — rzucił Kormoran, teraz grając obojętnego. — Przecież on sam już nawet nie pamięta, kogo mianował w ostatnich księżycach — zauważył.
Naparstnica miał wrażenie, że zaraz nie wytrzyma. Miał ochotę napluć na pysk tego lisiego bobka, ale zamiast tego wziął głęboki wdech, starając się opanować.
— Skoro to nie twój problem, to po co w ogóle zaczynasz dyskusję? — fuknął, a jego wąsy zadrżały z poirytowania. — Wypchałbyś lepiej tą swoją durną gębę jakimś mchem i chociaż raz zastanowił nad tym, jakie głupoty z niej uciekają — dodał.
— Czemu zaczynam? Nudzi mi się i nie mam nic lepszego do roboty, a ty mi zapewniasz niemałą rozrywkę — przyznał z minimalnym uśmiechem, który oczywiście był w pełni przesiąknięty wredotą. — A wiesz, że chciałbym, by Bukowa Korona zatkał swój pysk mchem? Nie raz tak to chciałem uczynić.
Biało-niebieski zacisnął szczękę.
— Wiesz, gdzie mam twoje zachcianki? — odezwał się, a końcówka jego ogona zadrżała. — Tam, gdzie promienie słoneczne nie sięgają. Więc na litość Klanu Gwiazdy zamknij się i zostaw mnie w spokoju! Idź sobie do tego swojego mentora i jego denerwuj, ale ode mnie się odczep!
— Och, czyżby komuś nerwy puszczały? — spytał point, drocząc się ze starszym.
— A czyżby komuś mózg uchem uciekał? — odparł, subtelnie kładąc po sobie uszy. Ile mógł przezywać tego wrzoda, by w końcu odczepił się od jego ogona?
— Mi nie, ale zapewne Judaszowcowej Gwieździe już tak. Zastanawiam się, czy on jeszcze pamięta swoje imię. Jakim on cudem jeszcze dycha? — mruknął, zmieniając temat wraz z nastawieniem wobec kocura. — Jak tam twoje szkolenie? Radzisz sobie z Aster?
Naparstnicowa Łapa wyprostował się i kilkoma liźnięciami ułożył swoje zmierzwione futro na klatce piersiowej.
— Nie jesteśmy znajomymi — przypomniał mu szorstko.
— No weeeź, aż tak dziecinny jesteś, by strzelić focha, jak jakiś kociak? Nie możemy pogadać jak koledzy czy coś? Aż tak bierzesz swoje moje idiotyczne słowa do siebie?
Biało-niebieski najchętniej strzeliłby sobie teraz łapą w czoło z zażenowania Wzburzonym Kormoranem, ale nawet nie chciało mu się na tyle wysilać, by wykonać taki ruch.
— A ty naprawdę jesteś aż tak dziecinny, by mnie zaczepiać? — mruknął znudzony. — Tylko kocięta w żłobku mają taki niewyparzony język. Od ciebie oczekiwałbym nieco więcej rozumu, “wielki wojowniku”.
Kormoran przewrócił oczami.
— Wyluzuj, nadal jestem młodszy od ciebie — zauważył. — Plus może wyciągnij ten kij spod ogona, bo daleko z nim nie zajdziesz. A i tak już zapewne jest ci ciężko chodzić na tych króciutkich łapkach.
Pysk ucznia nawet nie drgnął.
— Jesteś żałosny.
Przez dłuższą chwilę w ogóle się nie odzywał, patrząc na pointa z zawiedzionym wyrazem.
— Po powrocie do obozu lepiej przeproś swoją matkę za to, że musiała wychowywać takiego nieczułego łajnojada.
— Ej, teraz to już przesada! Możesz obrażać mnie lub kogoś innego z mojej rodziny, ale nigdy nie rób tego z moją siostry czy matką — warknął najeżony.
— Naucz się lepiej słuchać ze zrozumieniem, bo nie obraziłem twojej matki — odparł spokojnie. — Okazałem jej tylko współczucie, bo na jej miejscu już dawno wziąłbym cię za uszy i zrzucił z klifu.
Młodszy zmarszczył czoło.
— A ja żałuję, że protektorzy nie chodzą na patrole! Już na pierwszym bym cię zrzucił z klifu!
Naparstnica westchnął głęboko.
— Odpuść już lepiej, bo twoje obelgi tracą na kreatywności — polecił.
— Bo ty to taki wielki znawca, ta?
Uczeń usiadł w końcu, owijając łapy ogonem.
— A żebyś wiedział — odparł i podniósł jedną z kończyn, by następnie zająć się czyszczeniem swojego futra, jakby Wzburzony Kormoran nie stał tuż przed nim. Stwierdził, że nie będzie się dłużej przejmować kimś na tak niskim poziomie i skupi się na czymś przyjemniejszym.
— No, skoro tak, to może byś mnie podszkolił? W końcu sam stwierdziłeś, że poziom moich obelg jest coraz niższy, a czymś muszę zawsze utrzeć nosa Bukowej Koronie — odezwał się point.
Naparstnicowa Łapa uniósł na niego wzrok pełen politowania.
— Ach, jak mi przykro, ale ostatnio jak sprawdzałem… dowiedziałem się, że mam to gdzieś — rzucił i kontynuował staranne porządkowanie swojej sierści.
— No weeeź... Nie bądź taki, przecież jako protektor chyba powinieneś pomagać innym, nie?
Niebieskooki strzepnął uchem.
— Tak, pomagać, ale nie w obrażaniu innych!
— Nawet jeśli chodzi o takie lisie łajno, jak Bukowa Korona?
Gdy to powiedział, starszy zamilkł na moment i strzepnął uchem.
— Dla dobra swojej przyszłej kariery nie odpowiem na to pytanie — odparł po jakimś czasie.
— Czyli jednak! Słuchaj, nikt się nie musi o tym dowiadywać, tak? To będzie taka nasza mała tajemnica, co ty na to?
— Ach, nie denerwuj mnie nawet! Bukowa Korona nie może być przecież taki zły. Pewnie ci się wydaje, że jest lisim łajnem, bo nienawidzisz autorytetów! — zauważył.
— Nie? Spytaj kogokolwiek innego, dostaniesz podobną odpowiedź. Mogę się nawet o to założyć z tobą! — kontynuował Wzburzony Kormoran.
* * *
Judaszowcowa Gwiazda pewnie miał trudność z ocenieniem umiejętności Strzępka i mianował go wtedy, kiedy mu się podobało. Czekoladowy już ledwo kontaktował z rzeczywistością i dawno powinien przejść do legowiska starszych. Nie, żeby Naparstnica go nie lubił – bo lubił, a może bardziej szanował. Zależało mu jednak na dobru Klanu Klifu, a z takim liderem na czele nie byli w zbyt dobrym położeniu. Kto wie, co by się stało, gdyby doszło teraz do jakiejś wojny…
Naparstnicowa Łapa zdecydował się podnieść ze swojego posłania. Niedawno wybudził się z krótkiej drzemki, którą odbył po zakończonym treningu. Teraz natomiast jego brzuch potwornie burczał, upominając się o jakiś posiłek, więc biało-niebieski zmuszony był udać się w stronę stosu ze zwierzyną. Nie chciał się przecież upokorzyć przed innymi uczniami tym dźwiękiem, który mógłby wydobyć się z jego wnętrza. Kocur wolał raczej nie zwracać na siebie uwagi, a taka sytuacja mogłaby sprawić, że niektórzy skierowaliby swoje oczy właśnie w jego stronę.
Udało mu się doczłapać do stosu, a z niego wyciągnąć tłustą mysz. Widać było, że Pora Zielonych Liści ją rozpieszczała. Naparstnica przysiadł gdzieś na uboczu obozu, starając się nie przyciągać uwagi, i zaczął powoli skubać swoją piszczkę, delektując się jej smakiem, który przy każdym gryzie rozpływał się po podniebieniu. Cieszył się, że po tych ciężkich czasach miał teraz chwilę, by usiąść i na spokojnie zjeść posiłek. Pora Nagich Drzew naprawdę nie oszczędzała nikogo. Podczas niej porcje były znacznie mniejsze, chudsze i bardziej żylaste. Wtedy jadło się wyłącznie dla energii, a nie dla przyjemności.
<Suchołapy?>
[1500 słów do treningu wojownika]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz