Kocię Tulipan naśladowało go niczym pozbawiona rozumu glista. Nie rozumiał nic z zachowania kocięcia. Nie miał cierpliwości do pędraków arlekini.
— No dalej, dawaj. Nie boję się ciebie. — miauknęło wojowniczo młode.
Uniósł brwi. Nie wiedział co mówił. Kurkowa Łapa miał zamiar nauczyć go do końca życia, że należy się go bać. Przybrał wyćwiczoną z Źródlanym Dzwonkiem pozycję. Kocię tępo powtórzyło ruch podekscytowane. Oderwał łapy od ziemi i szybkim krokiem znalazł się tu przy niebieskim. Nastroszony zrobił krok do tyłu, lecz Kurka zdążył przygnieść jego łeb do ziemi. Młode pisnęło, lecz Kurka nie zamierzał przestawać. Kociaki ciągle płakały z byle powodu. To jeszcze nie była żadna nauczka. Niebieski zaczął się rwać. Szamotać, jak ryba na powierzchni. Czarny syknął, odkopując młode, jak najdalej od siebie.
— Co z tobą nie tak? — miauknęło kocię z pretensjami.
Kurka zmarszczył nos. Niebieski nie pojmował praw jakimi rządził się świat. Nie mógł go o to winić. Lecz nie było to i wytłumaczenie.
— Kurkowa Łapo! — głos rozległ się za ich grzbietów.
Wściekła Tulipanowy Płatek biczowała ogonem powietrze.
— Racz wyjaśnić dlaczego potraktowałeś moje dziecko niczym burzackiego zdrajcę? — syknęła, zbliżając się do czarnego. — Zadbam o to, żeby twoja mentorka i twoja matka o wszystkim się dowiedziały! Będziesz srał skałami, a i tak moje miłosierdzie cię nie dosięgnie. — ostrzegła zjeżona.
Kurkowa Łapa trzepnął ogonem. Obrót spraw coraz bardziej działał na jego nie korzyść. Żyjące własną pokrętną moralnością społeczeństwo tworzyło coraz więcej absurdalnych zasad i przykazań, do których nie potrafił się dostosować.
Niebieskie ślepia kocicy mierzyły go morderczym spojrzeniem. Nie zamierzał jej ulec. Zjeżony rzucił się na nią. Zaskoczona uskoczyła, by następnie tylnymi łapami odkopnąć czarnego. Kurka uderzył o ziemie. Zwinność sprawiła, że karmicielka go pokonała. Prychnął zły na siebie. Mógł przewidzieć jej zagranie.
— Tak samo pojebany jak matka. — prychnęła z pogardą wojowniczka. — Nastroszony, chodź, nie zbliżaj się więcej do tego wariata.
— Co z tobą nie tak? — miauknęło kocię z pretensjami.
Kurka zmarszczył nos. Niebieski nie pojmował praw jakimi rządził się świat. Nie mógł go o to winić. Lecz nie było to i wytłumaczenie.
— Kurkowa Łapo! — głos rozległ się za ich grzbietów.
Wściekła Tulipanowy Płatek biczowała ogonem powietrze.
— Racz wyjaśnić dlaczego potraktowałeś moje dziecko niczym burzackiego zdrajcę? — syknęła, zbliżając się do czarnego. — Zadbam o to, żeby twoja mentorka i twoja matka o wszystkim się dowiedziały! Będziesz srał skałami, a i tak moje miłosierdzie cię nie dosięgnie. — ostrzegła zjeżona.
Kurkowa Łapa trzepnął ogonem. Obrót spraw coraz bardziej działał na jego nie korzyść. Żyjące własną pokrętną moralnością społeczeństwo tworzyło coraz więcej absurdalnych zasad i przykazań, do których nie potrafił się dostosować.
Niebieskie ślepia kocicy mierzyły go morderczym spojrzeniem. Nie zamierzał jej ulec. Zjeżony rzucił się na nią. Zaskoczona uskoczyła, by następnie tylnymi łapami odkopnąć czarnego. Kurka uderzył o ziemie. Zwinność sprawiła, że karmicielka go pokonała. Prychnął zły na siebie. Mógł przewidzieć jej zagranie.
— Tak samo pojebany jak matka. — prychnęła z pogardą wojowniczka. — Nastroszony, chodź, nie zbliżaj się więcej do tego wariata.
<Nastroszony?>
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz