*jeszcze na starych terenach*
Spoglądał na rozległy potok. Wodę pokonującą labirynt kamieni. Niewielki narybek pływał pomiędzy nimi. Srokosz nieumiejętnie uderzał łapą w taflę wody próbując go upolować. Nieskutecznie zresztą. Nieważne ilekroć próbował. Zdenerwowany uderzył łapą o wodę. Ta jedynie rozprysnęła się, mocząc jego futro i przepędziła młode rybki.— Bawisz się w Nocniaka? — usłyszał nad sobą.
Położył po sobie uszy, widząc parę morskich ślepi. Prześladowali go. Niczym sekta. Podążali za nim bez przerwy dręcząc. Jedno za drugim. Nie dało się przed nimi uciec.
— Masz jakiś problem? — zjeżył się, mając dość słuchania kotki.
Kotka wyprostowała się dumnie. Jej futro wyróżniało się na tle reszty tego gangu. I nie łysiała.
— Tak. Słyszałam, jak traktujesz moje rodzeństwo.
O mało co się nie zakrztusił własną śliną. Rzucił jej zdegustowane spojrzenie.
— Ja...? Jak ja traktuje? — powtórzył zirytowany. — To ta banda leśnych dziwaków chce mnie posłać na drugi świat! — wykrzyczał kotce.
— Uwierz mi, znam ich jak swój własny obóz — jej ton był zimny i sztywny, a pysk samym spojrzeniem sugerował, że nie mogłaby pozwolić, by ktokolwiek krzywdził jej rodzeństwo. — I żaden z nich by ciebie nie skrzywdził, przynajmniej bez powodu. A ty? Od zawsze wydawałeś się nieprzyjemny. Nie obchodzi mnie, co o nas sądzisz, ale masz zostawić moje rodzeństwo w spokoju.
Zjeżył się. Kolejna mająca zasnuty przez pająki mózg głosiła do niego swe herezje. Z każdym wschodem słońca jego odczucia do potomków Wilczej Pogoni pogarszały się. Jak nie jedno to drugie postanawiało mu zatruć dzień swoją obecnością. Dziś zadecydowała to zrobić Lisia Łapa, na dodatek jeszcze próbowała mu wmówić, że to jego wina. Czasem wątpił, że ta zgraja opryszków zdawała się zauważać swe czyny.
Zjeżył się. Kolejna mająca zasnuty przez pająki mózg głosiła do niego swe herezje. Z każdym wschodem słońca jego odczucia do potomków Wilczej Pogoni pogarszały się. Jak nie jedno to drugie postanawiało mu zatruć dzień swoją obecnością. Dziś zadecydowała to zrobić Lisia Łapa, na dodatek jeszcze próbowała mu wmówić, że to jego wina. Czasem wątpił, że ta zgraja opryszków zdawała się zauważać swe czyny.
— To niech oni zostawią mnie. — prychnął do kotki. — I najwidoczniej wcale ich nie znasz. Urdzik niczym bezmózga bestia próbuje mnie zamordować!
— Zamordować? — powtórzyła z niedowierzaniem, patrząc na niego jak na wariata. — Słuchaj, nie mam w zwyczaju stwarzać problemów i podjudzać konflikty, ale to co robisz to przesada. Słyszysz siebie? Mówisz o nim jak o dzikim zwierzęciu, a to zwykły kot taki jak ty. I twierdzisz, że znasz lepiej moje rodzeństwo ode mnie samej. To dość ironiczne, prawda? — rzuciła. — Pomyślałeś, że problem może być w tobie, a nie w nich? Jakoś nie wierzę, by cała chmara uczniaków wybrałaby sobie ciebie za cel. Po co? To do nich nie pasuje. A ty wyglądasz na takiego, który na problem do wszystkiego co się rusza i oddycha.
— Najwidoczniej wcale nie znasz swojego posranego rodzeństwa! — wrzasnął, uderzając łapą o tafle wody. — W kółko i w kółko to samo. Cała wasza chmara jest siebie warta. Odczepcie się w końcu ode mnie! — syknął wściekły, bijąc łapami o ziemię.
— Świat nie kręci się wokół ciebie, Srokosz — miauknęła szorstko.
Był na skraju śmiechu, jak i płaczu. Zapatrzona we kłamstwa rodzeństwa, nawet nie próbowała dopuścić myśli o ich brutalności.
— Skoro chcesz, żebyśmy się odczepili, to dlaczego do cholery szukasz problemów u moich sióstr i braci? Myślisz, że nie mamy co robić, żeby się nad tobą pastwić? Nie obchodzi mnie kim jesteś, co robisz i z kim, kiedy to do ciebie dotrze? Jedyne czego chcę, to byś nie szukał zaczepki u bliskich mi osób — wysunęła pazury, marszcząc pysk. — Dla twojego dobra.
Był na skraju śmiechu, jak i płaczu. Zapatrzona we kłamstwa rodzeństwa, nawet nie próbowała dopuścić myśli o ich brutalności.
— Skoro chcesz, żebyśmy się odczepili, to dlaczego do cholery szukasz problemów u moich sióstr i braci? Myślisz, że nie mamy co robić, żeby się nad tobą pastwić? Nie obchodzi mnie kim jesteś, co robisz i z kim, kiedy to do ciebie dotrze? Jedyne czego chcę, to byś nie szukał zaczepki u bliskich mi osób — wysunęła pazury, marszcząc pysk. — Dla twojego dobra.
— Ugh! — jęknął zirytowany kotką. Nic nie rozumiała. Zaczynał podejrzewać, że robi to złośliwie. — Mam cię dość! Czy ty słyszysz co do ciebie mówię?! Bo najwidoczniej nie! Żyj sobie w swoim wyimaginowanym świecie dalej, ale nie mów mi, że to ja szukam zaczepki! — krzyknął zły i odbiegł od niej.
* * *
Ciemny pysk i para morskich ślepi prześladowały go w czasie wędrówki. Wysoki uczeń zdawał się mieć do niego nie ustający problem o tamten incydent z błotem. Srokosza męczyło to. Jego nieustanne ataki. Nieprzychylne spojrzenia. Zepchnięcia do krzewów z kolcami.
— Zostaw mnie w końcu! — syknął na kocura, który znów unosił na niego łapę.
— Zapomnij. — prychnął ciemny, jeżąc się.
Zmarszczył brwi, wyłapując z tłumu kolejne spojrzenie morskich ślepi. Lisi bobek spoglądała na niego swoim sztywnym spojrzeniem. Położył po sobie uszy.
— Mogłabyś zabrać swojego ukochanego braciszka, bo jak widzisz nieustanie go zaczepiam! — krzyknął wściekły na bezradność klanu wobec tępego Urdzika.
— Zostaw mnie w końcu! — syknął na kocura, który znów unosił na niego łapę.
— Zapomnij. — prychnął ciemny, jeżąc się.
Zmarszczył brwi, wyłapując z tłumu kolejne spojrzenie morskich ślepi. Lisi bobek spoglądała na niego swoim sztywnym spojrzeniem. Położył po sobie uszy.
— Mogłabyś zabrać swojego ukochanego braciszka, bo jak widzisz nieustanie go zaczepiam! — krzyknął wściekły na bezradność klanu wobec tępego Urdzika.
<Lis?>
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz